Mecz Gwiazd bez gwiazd
Słynni zawodnicy jeden po drugim wypadają z Meczu Gwiazd. Powodem kontuzje.
Stephen Curry (z prawej) wraz z bratem Sethem. Fot. PAP/EPA
Kolejna gwiazda nie wystąpi podczas NBA All-Star Game. Tym razem to Stephen Curry, który od ponad tygodnia pauzuje z powodu kontuzji. Chodzi o bóle prawego kolana. To uraz przeciążeniowy, powodujący ból w okolicach rzepki. Curry, który 14 marca skończy 38 lat, przedwcześnie opuścił przegrany mecz z Detroit Pistons (124:131) 30 stycznia z powodu bólu w kolanie, który doskwierał mu już tydzień wcześniej. Po tym zdarzeniu zawodnik przeszedł badanie rezonansem magnetycznym. Informację na ten temat przekazał Steve Kerr, szkoleniowiec Golden State Warriors. - Steph nie zagra w najbliższych meczach, także w All-Star Game. Czuje się teraz dobrze. Trudno z całą pewnością przewidzieć, czy wystąpi w pierwszym ligowym meczu po przerwie, ale mamy taką nadzieję. Jeśli uda mu się przejść przez cały proces rehabilitacji w tym tygodniu, będzie na dobrej drodze do powrotu - mówi Kerr.
Komisarz ligi Adam Silver ogłosił, że Curry'ego zastąpi Brandon Ingram z Toronto. 28-latek po raz drugi będzie mógł zaprezentować swoje umiejętności w All Star Game (pierwszy raz w 2020). Zdobywa średnio dla Raptors 22 punkty, 5.8 zbiórki i 3.7 asysty.
Podczas Meczu Gwiazd zabraknie także kilku innych gwiazd. Na pewno nie zobaczymy Shai Gilgeous-Alexandra (Oklahoma City), którego zastąpi turecki środkowy, Alperen Sengun.
Giannis Antetokounmpo opuścił właśnie 15. kolejny mecz w barwach Milwaukee i wszystko wskazuje, że również w niedzielę w Los Angeles nie zagra. Co ciekawe, podobna sytuacja była także przed rokiem, gdy Grek pauzował z powodu kontuzji łydki. Pod znakiem zapytania stoi też występ Luki Doncicia. Słoweniec nie gra ostatnio w Lakers i nie wiadomo, czy sztab medyczny dopuści go do Meczu Gwiazd.
We wtorek Lakers bez Doncicia i LeBrona Jamesa zostali wręcz zmiażdżeni we własnej hali przez San Antonio. Ekipa z Teksasu już po pierwszej kwarcie prowadziła 17 punktami (47:30), a w trzeciej ćwiartce przewaga sięgnęła 41 punktów. Trener Mitch Johnson wpuszczał na parkiet zawodników, którzy zwykle nie mają okazji do gry, ale Jeremy'ego Sochana całkowicie pominął. Nasz zawodnik cały mecz przesiedział na ławce rezerwowych. Bohaterem spotkania był Victor Wembanyama, który tylko 26 minut potrzebował, by zdobyć 40 punktów i 12 zbiórek.
Francuz już po pierwszej połowie miał na koncie 37 punktów. Agencje przypominają, że nikt inny w tym sezonie nie może się pochwalić takim wynikiem. Jest też dopiero trzecim koszykarzem w ostatnich 50 sezonach, który, grając nie więcej niż 27 minut, zdobył co najmniej 40 punktów.
To była piąta kolejna wygrana Spurs. Z bilansem 37-16 zajmują drugie miejsce w Konferencji Zachodniej. Lepsza jest tylko broniąca tytułu ekipa Oklahoma City Thunder (41-13), która minionej nocy nie grała. Lakers (32-21) są na piątej pozycji.
New York - Indiana 134:137 po dogrywce, Houston - LA Clippers 102:95, Phoenix - Dallas 120:111, LA Lakers - San Antonio 108:136.
(p)
