Mateusza nic nie rusza

Po trzech tygodniach rozbratu z ligowymi boiskami, drużynę Rafała Góraka czeka weekend intensywniejszy niż resztę stawki. W tym kontekście ważna jest ciut dłuższa ławka.

Mimo maski na twarzy, Mateusz Kowalczyk w meczach młodzieżówki starć z rywalami nie unikał. Przyjamniej tych w parterze. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus

GKS KATOWICE

W odstępie trzech dni Katowiczanie dwukrotnie bowiem wybiegną na murawę. Już w piątkowy wieczór zagrają w Częstochowie z zamykającym stawkę Rakowem, w poniedziałek zaś u siebie odrobią zaległości z 3. kolejki, grając ze sklasyfikowaną (na razie) tylko oczko wyżej od „Medalików” ekipą Wieczystej. Gdyby oceniać przeciwników wyłącznie na podstawie zajmowanych lokat, faworyta nie byłoby trudno wskazać. Nasza liga jednak tak nie działa...

Dla Rafała Góraka i jego sztabu najważniejsze było to, że bez urazu wrócił ze zgrupowania młodzieżówki Mateusz Kowalczyk (i jeszcze Mateusz Kochalski, ale on akurat nie pojawił się na murawie w meczach eliminacji MME). „Kowal” przeżył w tym czasie istną huśtawkę nastrojów: od euforii po 3:0 ze Szwecją (zresztą na Arenie Katowice), przez frustrację po 2:6 w Pescarze z Włochami, aż po wtorkową radość, gdy okazało się, że Biało-czerwoni nie będą musieli grać baraży o udział w młodzieżowym EURO 2027. W poniedziałek więc kibice na Nowej Bukowej będą mieć okazję fetować ten fakt razem z nim.

Kowalczyk najpewniej pojawi się w meczach z Rakowem i Wieczystą w tej samej masce, w której występował w grach eliminacyjnych. „Pamiątką” po starciu z Cracovią (i po uderzeniu łokciem w wykonaniu jednego z rywali) w dziewiątej kolejce jest bowiem pęknięta kość nosowa. – Na szczęście bez przemieszczenia – mówił w pierwszym dniu zgrupowania kadry Jerzego Brzęczka. Do wesela się zagoi – mawia stare porzekadło, ale na razie trzeba – po pierwsze – nos chronić, a po drugie – o ewentualne „wesele” postarać się w wymiarze sportowym, na boisku w Częstochowie, a potem w Katowicach.

Kowalczyk w ciągu przerwy reprezentacyjnej grał w kadrze, kilku innych członków ekstraklasowej kadry – w IV-ligowych rezerwach. Najwięcej ciekawości wzbudzały występy Damiana Rasaka, który w końcówce czerwca przechodził artroskopię kolana. Wyszło chyba nie najgorzej: był gol (z rezerwami Piasta Gliwice), była asysta, a w minioną sobotę – także występ przeciwko Banikowi Ostrawa na jubileusz kibicowskiej sztamy. A jeśli przypomnimy, że na bramkę w ekstraklasie czeka już niemal dwa lata (od 27 października 2024 roku), to już chyba najwyższa pora, by w spektakularny sposób przypomniał się kibicom nie tylko GieKSy.

(DaL)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się