Mam tę moc!
Rozmowa z Jakubem Arakiem, najlepszym strzelcem wicelidera 1. ligi, Polonii Bytom
Jakub Arak rozkręcił się jesienią, za jego plecami próbujący dotrzymać snajperowi Polonii tempa młodzieżowiec Oliwier Kwiatkowski. Fot. Stanisław Mucha
Sześć goli w pięciu ostatnich meczach, w sumie 9 w całej rundzie - musi pan chyba żałować, że I-ligowe granie w tym roku się skończyło? Tylko w pucharowym boju z Avią zabrakło tego trafienia i odpadliście…
- Żal był duży po spotkaniu w Świdniku, biorąc pod uwagę jak się układały nasze mecze w tych rozgrywkach, była duża szansa awansu do ćwierćfinału. Na dodatek następnego dnia odpadli inni faworyci, w tym Jagiellonia i Wisła Kraków. Jedyne, co nam pozostało, to jak najszybciej o tym zapomnieć i jak najlepiej zakończyć rok. W meczu z Chrobrym widać było w nas ogromną sportową złość i cieszy, że kończymy rok na zero z tyłu.
Skupiając się na tym, co z przodu - pamięta pan tak dobrą rundę w swoim wykonaniu?
- Na pewno jestem zadowolony z liczb. A niektóre serwisy zaliczają mi jeszcze jednego gola - tego drugiego, w 10. kolejce z Miedzią (początkowo zapisano ją na konto obrońcy legniczan Kamila Kościelnego - przyp. red.). Kiedyś w Zagłębiu Sosnowiec miałem 17 goli, ale w całym sezonie. Podchodzę do tego z dużym spokojem. Dla mnie zawsze najważniejsza jest drużyna.
No jasne…
- Wiem, że to może frazes, ale mówię to naprawdę uczciwie. I niezależnie, kto strzela, to dla mnie najważniejsze, żeby drużyna punktowała. Bo jeżeli strzela napastnik, to znaczy, że cała drużyna gra dobrze, a jeżeli bramkarz gra na zero z tyłu, to znaczy, że cały zespół dobrze z nim współpracuje. I niezależnie, w jakim zespole jestem, wierzę, że mam taką moc, że ciągnę go w górę. I tak samo będę chciał zrobić na wiosnę, żeby pomóc wznosić cały klub. Myślę, że każdy dokłada ten 1-2 procenty więcej niż może, przekraczamy własne granice. I dlatego, tak dobrze to w Polonii wygląda.
Wygrana z Chrobrym 2:0 była waszą 10. w tym sezonie, jako beniaminek kończycie rok na 2. miejscu w tabeli. Niesamowite to wszystko, chyba więcej w Bytomiu nikt nie mógł sobie wymarzyć?
- Zgadza się, to była niesamowita runda w naszym wykonaniu, jak na beniaminka. Po cichu liczyłem na miejsce w okolicach szóstego, żeby wiosną zaatakować wyższe pozycje. Generalnie nasza postawa nie jest dla mnie wielkim zaskoczeniem, bo od stycznia, jak do Bytomia przyszedłem, widziałem, że tu się pracuje po europejsku. Standardy wyznaczone przez sztab szkoleniowy są topowe, te wszystkie detale decydowały i zasłużyliśmy na miejsce, które zajmujemy. Przezimujemy jako wicelider i myślę, że jest to nagroda za fantastyczną pracę, którą tutaj wykonują wszyscy, nie tylko piłkarze i trenerzy, ale wszyscy pracownicy klubu. Już nie mogę się doczekać wiosny, ale najpierw trochę odpoczynku i wakacji. Chcę ten czas poświęcić rodzinie, naszej dwójce dzieci i zresetować się mentalnie, choć na pewno nie będzie to fizyczne lenistwo.
No właśnie, co wiosną będzie w Bytomiu? Wystartujecie w wyścigu do ekstraklasy?
- Myślę, że zimując na drugim miejscu, zasłużyliśmy na to, żeby zamieszać w walce o awans. Wiemy, że poprzeczka będzie bardzo wysoko postawiona, że naprawdę mocne drużyny są za nami, ścisk w tabeli jest duży. Ale to nasza nagroda, to będzie przyjemność walczyć o awans z najlepszymi ekipami. Nigdy nie chciałbym być zamieszany w grę o utrzymanie, bo wiemy, jaki jest wtedy ciężar gatunkowy, jaka presja. A 34 punkty po 19 meczach to bardzo duży kapitał i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy.
Rozmawiał Tomasz Mucha
