Maja Chwalińska znów czaruje. Tęskniliśmy!
Tenisistka z Bielska-Białej w świetnym stylu awansowała do drugiej rundy turnieju w Singapurze.
Maja Chwalińska na otwarcie Singapore Tennis Open pokazała nieco ze swojej magii. Fot. WTA TV
Dobrze zaczęła się pierwsza w karierze azjatycka część sezonu na kortach twardych dla finalistki Rolanda Garrosa. Maja Chwalińska (25. w światowym rankingu), która po paryskim sukcesie wygrała tylko jedno z sześciu spotkań, wróciła na zwycięską ścieżkę w halowym turnieju WTA 500 na twardych kortach w Singapurze (z pulą nagród 1,2 mln dolarów). Rozstawiona z nr 5. Polka pewnie pokonała Słowaczkę Rebeccę Sramkovą (146. WTA) 6:4, 6:2 i awansowała do drugiej rundy (1/8 finału). Bielszczanka miała mecz pod pełną kontrolą, zwłaszcza w drugim secie pokazała swoją firmową magię i po 79 minutach – gdy smeczująca rywalka trafiła w siatkę – zamknęła spotkanie.
Najbardziej magiczne zagranie Chwalińskiej miało miejsce przy stanie 3:2 w drugim secie - Sramkova posłała mocny serwis na zewnątrz kortu, Polka z trudem zdołała dosięgnąć piłki, ale nadała jej tak dużą rotację wsteczną, że piłka spadła tuż za siatką, a następnie odbiła się z powrotem na stronę Mai – zaskoczona Słowaczka wyciągnęłam się jak struna, ale nie była w stanie odegrać „nieposłusznej” kuleczki... Ta akcja dała Chwalińskiej dwie piłki na przełamanie, które wykorzystała i nie oddała już rywalce ani jednego gema. - Jestem bardzo szczęśliwa z dzisiejszego zwycięstwa. Każda wygrana się liczy, a każdy pierwszy mecz jest trudny. Bardzo się cieszę, że udało mi się przez niego przejść – powiedziała Maja w rozmowie na korcie. Kolejną rywalkę pozna we wtorek. Będzie nią triumfatorka pojedynku między Ukrainką Ołeksandrą Ołyjnikową (47.) a Amerykanką Vivian Wolff (240.).
Znacznie gorzej wypadła druga z naszych tenisistek, która w poniedziałek rywalizowała w cyklu WTA Tour. Magda Linette (74.) przegrała z notowaną dopiero na 203. pozycji Darią Astachową 6:3, 1:6, 6:7 (2-7) i odpadła już w 1. rundzie zawodów rangi 250 na twardych kortach w Seulu. Spotkanie miało wyrównany przebieg. W decydującym secie Polka prowadziła z przełamaniem 2:0, a w 12. gemie przy podaniu Astachowej miała dwie piłki meczowe. Losy pojedynku rozstrzygnęły się jednak w tie-breaku, w którym od stanu 2-2 Linette, finalistka tych zawodów z 2019 roku, nie zdobyła już żadnego punktu. Po półfinale w 's-Hertogenbosch w połowie czerwca 34-letnia Poznanianka wygrała tylko jedno z ośmiu kolejnych spotkań.
Przed rokiem w Seulu triumfowała Iga Świątek, ale wówczas impreza miała wyższą rangę 500; była liderka rankingu wróci do rywalizacji pod koniec września w tysięczniku w Pekinie.
W najnowszym notowaniu zestawienia WTA nie zaszły żadne zmiany w czołówce. Liderką drugi tydzień jest triumfatorka US Open Jelena Rybakina z Kazachstanu, która o ponad 2 tysiące punktów wyprzedza poprzednią „jedynkę”, Arynę Sabalenkę; Świątek wciąż jest 9., Magdalena Fręch awansowała z 57. na 45. miejsce, a najwyższą w karierze – 165. pozycję – osiągnęła Martyna Kubka.
(ToM)
◼ Finały BJK Cup
We wtorek w chińskim Shenzen rozpoczyna się finałowy turniej Billie Jean King Cup. Tytułu bronią włoskie tenisistki, ale faworytkami są Czeszki. Wystąpią w bardzo mocnym składzie, na czele z mistrzynią Wimbledonu i 6. w rankingu Lindą Noskovą, a w składzie są też ósma Karolina Muchova i liderka rankingu deblowego Katerina Sinikova. Ich pierwszymi rywalkami będą Brytyjki. Każdy mecz składa się z dwóch pojedynków singlowych, a w przypadku remisu również z debla. Z zawodniczek najlepszej dwudziestki listy WTA wystąpią jeszcze Ukrainka Elina Switolina (7.) i Włoszka Jasmine Paolini (20.), natomiast wycofały się m.in. liderka rankingu Jelena Rybakina (Kazachstan) i Marta Kostjuk (Ukraina). W rywalizacji są jeszcze Hiszpanki, Chinki i Belgijki, które sensacyjnie wyeliminowały najbardziej utytułowaną ekipę USA, 18-krotne triumfatorki. Polki w decydującym meczu o awansie do turnieju finałowego przegrały w Gliwicach z Ukrainkami.
◼ Pierwszy raz Quevedo
Hiszpańska tenisistka Kaitlin Quevedo wygrała turniej WTA 250 w Sao Paulo. W przełożonym z powodu deszczu finale pokonała w poniedziałek Argentynkę Nadię Podoroską 4:6, 6:4, 6:2. To pierwszy w karierze zawodowy tytuł 20-letniej zawodniczki, która awansowała ze 105. na 73. miejsce w rankingu, Podoroska wróciła do top 200 (z 317.). Finał zaplanowany był na niedzielę, ale przełożenie go wymusiły opady deszczu.
