Magiczne miejsce
Jak wygrać z Anglią, to tylko na Stadionie Śląskim! – Zadziwiła mnie nasza drużyna – stwierdził trener Andrzej Strejlau.
Dwie legendy: John Terry i Dariusz Dziekanowski. To było święto. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus
LEGENDARNY MECZ
W sobotę w Chorzowie świętowaliśmy 70-lecie Stadionu Śląskiego, oddanego do użytku latem 1956 roku. Z tej okazji odbyło się niecodzienne spotkanie oldbojów Polski i Anglii. Mecz nawiązywał do tego z 6 czerwca 1973 roku w eliminacjach do mistrzostw świata, który wygraliśmy po porywającej grze 2:0.
Przed meczem uhonorowano uczestników tego pojedynku, prawdziwych Orłów Górskiego. Na murawę stadionu wyszli: strzelec gola w tamtym spotkaniu Włodzimierz Lubański, a także Jan Domarski, Jerzy Kraska, Piotr Mowlik, trener Andrzej Strejlau, który (w zastępstwie Antoniego Piechniczka) prowadził nasz zespół, kierownik tamtego znakomitego zespołu, trzeciej drużyny MŚ 1974 Janusz Jesionka, a także Dariusz Górski, syn „Trenera Tysiąclecia”.
Piękni kilkudziesięcioletni
Na trybunach było 20 tys. kibiców. Był doping, było wsparcie, a przede wszystkim to, co fani lubią najbardziej, czyli grad goli. Goście z Wysp Brytyjskich, jak awizowali, przyjechali w gwiazdorskiej obsadzie. Między słupkami pierwsze 45 minut stał David James, a potem Joe Hart. Na środku defensywy duet marzeń: John Terry – Tony Adams. Z taką dwójką, gdyby Wyspiarze mieli ich teraz w składzie – oczywiście młodych – to pewnie w końcu jakiś turniej by wygrali. W środku wszystkim dyrygowali Steve McManaman i Nicky Butt. Ten drugi, gwiazda Manchesteru United z lat 90., w tej chwili mający 51 lat, wygląda piłkarsko znakomicie. Nie gorzej niż już prawie 60-letni Adams, wielka legenda Arsenalu.
Makuszewski superstar
Wszystkich jednak przyćmił… Maciej Makuszewski, młodszy od kolegów z boiska o parę dekad. Dalej gra w piłkę w klasie okręgowej, w Mazurze Radzymin. To on zdobył pierwszego gola po pięknym strzale i napędzał na skrzydle ataki Biało-czerwonych. Po jego podaniu do siatki po przerwie trafił też Jacek Góralski, też jeszcze niedawno czynny zawodnik. Kiedy po kolejnych bramkach naszych zrobiło się 4:0, to goście prowadzeni przez legendarnego bramkarza Petera Shiltona zdenerwowali się. Przyostrzyli grę, a nasi zawodnicy sami też zorientowali się, o co chodzi i w końcówce Wyspiarze też cieszyli się z trafień.
Do pięciu razy sztuka
- Po raz piąty prowadziłem Polskę w meczu z Anglią. Dwa razy przegraliśmy, raz 0:2 na Wembley po dobrym meczu i raz po słabym 0:3. Teraz przyszła wygrana i trzeba powiedzieć, że była różnica klasy na naszą korzyść. Czas robi swoje. Mieli przebłyski, a mnie zadziwił nasz zespół, który zbudowaliśmy wspólnie z Romanem Koseckim i Tomaszem Hajto. Płynna gra, dobre ustawienie: to zdecydowało o naszej wygranej – komentował dla nas w swoim stylu zadowolony Andrzej Strejlau.
- Wspaniały mecz, świetna atmosfera, dobrze było zagrać – rzucił tylko z kolei proszony o wypowiedź słynny Tony Adams. Piłkarze z Wysp nie mieli ochoty na rozmowę.
Michał Zichlarz
◼ Polska – Anglia 4:2 (1:0)
1:0 – Makuszewski, 13 min, 2:0 – Góralski, 50 min, 3:0 – Peszko, 53 min, 4:0 – Frankowski, 63 min, 4:1 – Wright-Philips, 67 min, 4:2 – Heskey, 83 min
POLSKA: Boruc – Piszczek, Hajto, Jóźwiak, Rzeźniczak – Kosecki, Pazdan, Góralski, Dziekanowski – Frankowski, Rasiak oraz M. Szczęsny, Makuszewski, Sokołowski, Jodłowiec, Kucharski, Kałużny, Peszko, Mielcarski.
Trener Andrzej STREJLAU.
ANGLIA: James – Young, Adams, Terry, Rose – Lennon, Butt, Barry, McManaman – Heskey, Fowler oraz James, Johnson, Jenas, Wright-Phillips.
Trener Peter SHILTON.
Sędziował Damian Sylwestrzak (Wrocław). Widzów 20 000.
