Mądra sprzedaż to podwójna sprzedaż

PARAGRAFY I SPORT - Robert Kiłdanowicz

Cracovia w ostatnim czasie przeżywa „gabinetowy rollercoaster”. Nagłe odejście długoletniego właściciela, prezesa Comarch SA i Cracovia SA, profesora Janusza Filipiaka spowodowało przyspieszenie wydarzeń. Zakup akcji Comarchu SA przez amerykański fundusz CVC Capital Partners rozpoczął przetasowania kapitałowe w całej grupie właścicielskiej spółki IT. A zmiany właścicielskie pociągają za sobą zmiany personalne zarówno w organach zarządzających, jak i kontrolujących.
W sierpniu ubiegłego roku klub z Krakowa nabył amerykański biznesmen polskiego pochodzenia, Robert Platek. Według oświadczenia - Comarch SA sprzedała Cracovię spółce MRKT Poland sp. z o.o., kontrolowanej przez Platka, za którą amerykański biznesmen również poręczał. Nowa odsłona przetasowań w Cracovii to noworoczne odwołanie prezesa Mateusza Dróżdża i objęcie sterów przez mniejszościowego akcjonariusza (20%) Elżbietę Filipiak, co dawało nadzieję, że ustabilizuje i uspokoi sytuację wokół klubu. Nic z tego, w środę 18 lutego pani Filipiak podała się do dymisji z pracy w zarządzie, pozostawiając w nim dwóch członków, obcokrajowców. Jak należy odczytywać ten krok formalno-prawny? Obszerne oświadczenie byłej już prezes daje dosyć wiele informacji do analizy z tzw. czytania pomiędzy wierszami. Przyszłość zarządzania najstarszym piłkarskim klubem w Polsce budzi, w świetle oświadczenia pani Filipiak, rozbieżne stanowiska akcjonariuszy. Faktem jest, że kluby sportowe w Polsce to przedsięwzięcie nie tylko biznesowe, lecz łączące ważny interes społeczny. Powoduje to implikacje, które sprawnie łączył prof. Filipiak, co wysoce uprawdopodabnia, że chciała to kontynuować jego żona.

Gdyby sprawa dotyczyła ściśle działalności komercyjnej, raczej trudno byłoby sobie wyobrazić, aby CVC Capital Partners pozbywał się klubu, który przynosiłby profity. Spółkom powołanym do wypracowywania korzyści finansowych trudno jednak zaakceptować okoliczność, że amerykański fundusz private equity cały zysk z rocznego funkcjonowania Comarchu (niewspółmiernie większe przedsięwzięcie niż aktywność Cracovii) przeznaczał na pokrycie straty klubu. Akwizycja większościowego pakietu akcji klubu przez Roberta Platka (80%) powoduje, że może on z nim zrobić to, co sobie zamierzy. Dorobek, spuścizna klubu i jego dobra osobiste mają w tym przypadku niewielkie znaczenie. Stąd też decyzję Elżbiety Filipiak należy odbierać jako odważny krok, wskazujący większościowemu właścicielowi, że na Cracovię należy spoglądać szerzej, bardziej kompleksowo, a nie tylko ściśle komercyjnie. Koncepcja Platka dotycząca Cracovii jest tak samo enigmatyczna jak on sam, więc trudno wyrokować, jaka będzie przyszłość klubu.

Faktycznym właścicielem pakietu 80% akcji kontrolowanych przez amerykańskiego biznesmena, jak już wspomniałem, jest spółka MRKT Poland, zależna od firmy - matki MRKT zarejestrowanej w USA. Cokolwiek inaczej bardziej prestiżowo dla klubu wyglądałoby, gdyby należał on bezpośrednio do spółki amerykańskiej, a nie do jej polskiej „córki”. Taka inżynieria prawno-ekonomiczna nie zawsze oznacza kwestie większej transparentności przepływów właścicielskich, a często oznacza element zabezpieczenia majątkowego właściciela. Zbieg analizy tych wszystkich elementów powoduje, że sprzedaż klubu w Polsce na rzecz zagranicznego inwestora jest jednak obarczona wyższym ryzykiem niż jego zbycie polskiemu kapitałowi. Bez uprzedzania faktów i zarzucania Platkowi złych intencji nie mam żadnych przesłanek, aby tak sądzić. Uważam jednak, że w imię społecznej odpowiedzialności w biznesie, która tak mocno jest eksponowana
w obrocie rynkowym, należy dogłębnie analizować, komu sprzedawać polskie kluby? To, że jesteśmy krajem, który doszlusował do gospodarek G-20, nie oznacza jednocześnie, że nasze kluby (spółki kapitałowe) też już osiągnęły taki status. Niestety, funkcjonują one w zapóźnieniu zarządzająco-administracyjnym, co powoduje, że
w standardzie zamiast zysku generują stratę finansową.

Sugestia dokładniejszego, wnikliwszego sprawdzania komu sprzedaje się akcje (sławetny beneficjent rzeczywisty) dotyczy zwłaszcza klubów, którymi właścicielami lub współwłaścicielami są samorządy lokalne. Prywatnemu właścicielowi trudno bowiem sensownie w praktyce ograniczać rozporządzanie jego majątkiem. Mam nadzieję, że aktualne zamieszanie organizacyjne w Cracovii, które może się rozwinąć w niewiadomym kierunku, nie przełoży się na wyniki sportowe. Powinno też stanowić memento dla innych właścicieli klubów. Mądrzy częściej antycypują przyszły rozwój wydarzeń i uczą się na przypadkach innych niż sami popełniają cudze błędy. Tyle że mogą być to tylko i wyłącznie teoretyczne rozważania, bo praktyka sugeruje, iż stale popełniamy te same błędy i niczego się nie uczymy. Oby nie w tym przypadku...

_______________________________________
* Robert Kiłdanowicz jest doktorem nauk prawnych. W przeszłości występował m.in. w I-ligowych (wg dzisiejszego nazewnictwa ekstraklasowych) zespołach Stomilu Olsztyn, Widzewa Łódź czy Śląska Wrocław.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się