Made in Nocoń

Rozmowa z Adamem Noconiem, trenerem pierwszoligowej Pogoni Siedlce

Śląski szkoleniowiec Adam Nocoń (w środku) wypracował sobie markę w ligowym światku. Fot. Kacper Pacocha / Press Focus

Czy po zwycięstwie ze Zniczem Pruszków odbierał pan już gratulacje za kolejne utrzymanie zespołu w I lidze?

– Co prawda dzięki pokonaniu Znicza mamy tyle samo punktów, co mieliśmy w poprzednim sezonie na mecie, a przypomnę, że wtedy 30 „oczek” dawało utrzymanie, ale obecne rozgrywki są inne. Na pewno po 25 kolejce nie uznamy więc, że już osiągnęliśmy swój cel, chociaż 10 punktów przewagi nad strefą spadkową daje nam trochę spokoju. Zdajemy sobie jednak sprawę z tego, że nie możemy grać tak, jak przez pierwsze 20 minut spotkania z Pruszkowianami. Graliśmy bardzo słabo, bo rywal nas zdominował. Jednak grając dobrze w obronie, przetrzymaliśmy napór, a później było już dużo lepiej, no i wywalczyliśmy siódme zwycięstwo w tym sezonie.

Czuł pan przed pierwszym gwizdkiem, że to jest mecz o tak zwane sześć punktów?

– Oczywiście. Powiem szczerze, że po porażce 0:3 w Niepołomicach poczuliśmy się lekko zaniepokojeni. Gdybyśmy przegrali ze Zniczem, to poczulibyśmy na plecach oddech rywali ze strefy spadkowej. Wygraliśmy jednak i teraz – mając dwa zwycięstwa z Pruszkowianami, bo jesienią też pokonaliśmy ich 1:0 – mamy nad nimi faktycznie 11 punktów przewagi. Nie mamy jednak zamiaru świętować, tylko chcemy grać i wygrywać kolejne mecze, bo nikt nie zagwarantuje, że w tym roku 30 punktów też zapewni utrzymanie. Moim zdaniem trzeba ich będzie zdobyć znacznie więcej.

Zwrócił pan uwagę na obronę, która imponuje, bo tylko dwa zespoły w I lidze – Wisła Kraków i Chrobry Głogów – mają mniej straconych goli niż wy. Czy to jest znak firmowy Pogoni „Made in Nocoń”?

– Na pewno, bo zawsze powtarzam, że drużynę buduje się od tyłu. Marcin Flis jest nie tylko filarem defensywy, ale jeszcze potrafi zdobyć bramkę i mając osiem trafień, jest najlepszym strzelcem naszej drużyny. Ale ten nasz dobry wizerunek skutecznej gry w obronie zepsuł poprzedni mecz z Puszczą. Pojawiła się więc nutka niepewności. Na szczęście do gry wrócił Krystian Miś po długim leczeniu kontuzji, której nabawił się we wrześniu. Jego brak był dla nas bardzo bolesny, bo wiele razy powtarzałem, że Krystian w poprzednim sezonie był na lewej stronie najlepszym obrońcą ligi. I właśnie ten mecz ze Zniczem pokazał, jak jest nam potrzebny. Po takim urazie, operacji i rehabilitacji wrócił i zagrał naprawdę bardzo dobrze. Cieszę się więc z jego powrotu, bo jest w stu procentach profesjonalistą i zrobił wszystko, żeby wrócić jak najszybciej i w jak najlepszej formie. Jestem więc przekonany, że z nim znowu będziemy mocni w obronie.

A co robicie, żeby być skuteczniejsi pod bramką rywali, bo w I lidze tylko jeden zespół ma mniej strzelonych goli niż Pogoń?

– Sporo czasu poświęcamy na treningach naszej grze „do przodu” i mogę powiedzieć, że to, w jaki sposób strzeliliśmy zwycięskiego gola, daje nam sporo satysfakcji. To była długa akcja, po odbiorze piłki na połowie rywali. Spokojnie rozegraliśmy swoją akcję, wymieniając 16 podań, wycofaliśmy piłkę na własną połowę i od Marcina Flisa poprzez Krystiana Misia wypracowaliśmy sytuację, w której po sprytnym odegraniu Bartka Poczobuta nasz napastnik Karol Podliński wolejem z 10 metrów postawił pieczęć. To było ładne, dobre i skuteczne. Ta akcja pokazała, że mamy zawodników z wysokimi umiejętnościami. Ręce same składały się do oklasków. A przypomnę, że chwilę wcześniej Kuba Zbróg miał sytuację sam na sam, ale Piotr Misztal nie dał się pokonać.

Czy w tym sezonie siedlecka drużyna jest lepsza od tej, którą miał pan w poprzednich rozgrywkach?

- Hmm… Trudno porównywać, bo po pierwszej rundzie mieliśmy rok temu tylko dziewięć punktów i dlatego wiosną w każdym meczu musieliśmy grać o życie. Uniesienie tej presji było więc wielkim wyczynem i chwała drużynie, że się nie poddała. Teraz natomiast jest więcej komfortu i są też zawodnicy, którzy nam podnieśli rywalizację, bo Bartek Poczobut czy Maciek Rosołek nie przez przypadek grali w ekstraklasie. Zespół jest więc inny, a zdobycz punktowa lepsza i to się też przekłada na jakość naszych boiskowych poczynań. Wiem jednak, że stać nas na jeszcze więcej, a przede wszystkim na ustabilizowanie formy, bo po bardzo dobrym meczu z Ruchem i drugiej połowie z Polonią Bytom, zaliczamy „wpadkę” w Niepołomicach. Wiemy, że grając dobrze w tyłach, zdobywamy punkty, a one w takich klubach jak Pogoń są najważniejsze. Mówiąc „w takich klubach”, mam na myśli budżet. Jestem praktykiem i staram się wydobyć jak najwięcej z tych piłkarzy, których mam do dyspozycji. Może gdybyśmy mieli budżet Wisły Kraków, martwiłbym się, że nie gramy „ładnie”. To nie znaczy jednak, że nie pracujemy nad finezją, ale dopasowujemy ją do skali możliwości zawodników, którzy są w Pogoni, bo chcemy strzelać więcej goli.

Powiedział pan słowo „budżet”. Czy w tym sezonie jest lepiej niż rok temu?

– Ewidentnie lepiej. Włodarze miasta na czele z prezydentem Tomaszem Hapunowiczem, który jest kibicem naszej drużyny i często można go spotkać na naszych meczach, w tym trudnym dla klubu momencie, jaki był w minionym roku, nie odwrócili się od nas, a my staramy się pokazać, że pieniądze przekazywane na Pogoń nie zostały zmarnowane. Postaramy się to udowodnić także w najbliższym meczu z Chrobrym, który przyjeżdża do Siedlec jako ekipa walcząca o awans. „Niestety”, po zwycięskim meczu ze Zniczem piłkarze wyprosili u mnie dwa dni wolnego, ale ponieważ gramy w niedzielę, to myślę, że zdążymy z przygotowaniem na walkę o kolejne punkty (uśmiech).

Rozmawiał Jerzy Dusik

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się