Łzoterapia
REMANENT – felieton Jerzego Chromika
– Nim pierwszy niepewnie zrobiłem swój krok
nim matka mówiła, co dobro, co zło
już z bólu płakałem, nie wiedząc, że świat
to także łzy
to także płacz...
Gdy wreszcie poznałem, co czerń, a co biel
gdy w szkole uczyli: to mnóż, a to dziel!
tak dumny wierzyłem, że wszystko już wiem
lecz bałem się łez
gdy ojciec mi rzekł
Prawdziwy mężczyzna nigdy nie płacze
prawdziwy mężczyzna nie wie, co łzy
prawdziwy mężczyzna nie zna rozpaczy
mężczyzna i łzy to śmieszne, to wstyd
I lata minęły
i zmienił się świat
i prysły złudzenia, że jestem coś wart
i choć za wygraną nie chciałem wciąż dać
to bliski już łez myślałem znów tak (...)
Prawdziwy mężczyzna nigdy nie płacze
prawdziwy mężczyzna nie wie, co łzy
prawdziwy mężczyzna nie zna rozpaczy
mężczyzna i łzy to śmieszne, to wstyd
Tak śpiewał i przekonywał nas dawno temu Gang Marcela, korzystając z pięknych słów Andrzeja Kosmali. A czy dotyczy to także sportowców? Nie wszystkich i nie zawsze, ale... Płakał nawet Włodek Lubański po finale igrzysk olimpijskich w Monachium. Był rok 1972 i te złote medale na szyjach piłkarzy narodowej rozczuliły niejednego. Mnie też. Bo mi akurat niewiele potrzeba. Hymn, wzruszająca scena filmowa pożegnania kochanków? To wystarczy, by uronić łzę. I to niejedną.
A czy chłopaki nie płaczą? Starał się nas o tym przekonać w tytule filmu Olaf Lubaszenko, nie wspominając o Muńku Staszczyku i zespole T. Love. Eee tam, i to nieprawda, bo ci najczęściej. Nawet grubo po dziesiątych urodzinach wystarczało wpaść w pokrzywy, przebić jedyną gumową piłkę na podwórku albo być wskazanym przez starszych jako winowajca zbicia szyby w oknie niesympatycznej sąsiadki. I już przyklejano na długo małemu człowiekowi etykietkę „Beksa”. I śpiewano na przerwach...
Beksa lala w kącie stała i płakała.
Pojechała do szpitala.
A w szpitalu powiedzieli:
„Takiej beksy nie widzieli”!
Posolili, doprawili
i do kosza wyrzucili!
„Baby są jakieś inne” to prowokacyjny tytuł filmu Marka Koterskiego. Ale to nie dlatego, że łzy są zwyczajowo przypisane płci pięknej. Co znajduje potwierdzenie w sporcie, ostatnio najczęściej na kortach całego świata. Co druga tenisistka łka, co druga nie umie powstrzymać łez. A ostatnio Iga Świątek nawet po zwycięstwie w meczu nakryła się ręcznikiem i długo spod niego nie wychodziła. Dlaczego, przecież wygrała z Taylor Townsend. Nie o to chodziło! Przygniotła ją zapewne świadomość, jak blisko było porażki w pierwszej rundzie Wimbledonu. A porażek ostatnio miała aż nadto i ta, o którą się otarła, byłaby tą o jedną za daleko. Tak jest nie tylko w sporcie, tak bywa także w świecie dorosłych obojga płci, dawno temu zwolnionych z wuefu. No bo przecież dorośli to tylko wyrośnięte dzieci. I też rzadko kiedy radzą sobie po poparzeniu przez życie. Jak kiedyś ci mali przez... pokrzywy.
Ale czy ktoś widział ostatnio płaczącego naszego siatkarza? Nie, bo ci nie przegrywają. A jak już przegrywali, to najczęściej w ćwierćfinałach igrzysk olimpijskich. To może ci nasi herosi przynajmniej płaczą ze szczęścia? Ci akurat nie, bo tak często wygrywają, że zdążyli się z tym oswoić i pewnie nawet do tego przyzwyczaić. No bo jeśli wygrywasz łatwo z Brazylią i parę razy z rzędu ze Stanami Zjednoczonymi, to jak tu się wzruszać? A gdy nawet takie USA już są pewne zwycięstwa nad nami i wystarczy im kilka piłek nie do odebrania, by nas pokonać, to mężczyzna stuprocentowy, niejaki Fornal, krzyknie bez ostrzeżenia: „Dawać, ku**, napier** się z nimi!”
Taki okrzyk to w każdym życiu najlepsze remedium na chwilowe porażki i okazjonalne zwycięstwa oraz ból istnienia. Plaster na każde serce w rozterce! Bo nie ma odpornych rywali, są tylko źle trafieni, o czym przekonywał dawno temu mistrz pięści Kulej, a pamięta o tym teraz siatkarz Fornal. Naśladujmy go i nie płaczmy nad sobą!
Oto polski wzór do naśladowania! Fot. Piotr Matusewicz / PressFocus
