Lubię wracać tam, gdzie byłem już...

Rekordowe 5 milionów euro za zawodnika sprowadzanego do ekstraklasy; (prawie) rekordowe 10 mln euro za transfer z niej wychodzący – niezwykłe jest w naszej lidze obecne okienko. I z dnia na dzień przynosi coraz większe niespodzianki, również w kontekście powrotów na polskie boiska graczy niegdyś stanowiących na nich sporą atrakcję.

Paweł Dawidowicz (z prawej) jeszcze wiosną siłował się z gigantami włoskich boisk. Teraz – po 12 latach – znów zobaczymy go w ekstraklasie. Fot. IPA/SIPA USA/PressFocus

Kacper Urbański, Kamil Piątkowski, Arkadiusz Reca – tymi przeprowadzkami ligowi kibice żyli pół roku temu - w letnim okienku transferowym. Nazwiska byłych, aktualnych i zapewne również przyszłych reprezentantów kraju spinała Legia – jedyny, jak się mogło wtedy wydawać, klub finansowo gotowy na płacenie pieniędzy zdolnych usatysfakcjonować zawodników zarabiających wcześniej we Włoszech, Hiszpanii czy Austrii. Ostatecznie jesienią żaden z nich nie uratował stołecznego zespołu od potężnego kryzysu sportowego.

Ich angaże przełamały jednak pewną barierę psychiczną i mentalną. U klubowych włodarzy, którzy odważniej ruszyli po piłkarskich emigrantów, krócej bądź dłużej zarabiających kasę w strefie euro. I u samych piłkarzy też; decyzja o kontynuowaniu kariery w ojczyźnie przestała być równoznaczna z pojęciem „powrotu z podkulonym ogonem” albo „znaczącego kroku w tył”. Dwunaste miejsce polskiej ekstraklasy w rankingu UEFA pozwala już powrót do rodzimej ligi sprzedawać kibicom w zupełnie nowej kategorii.

„Gdy odchodziłem powiedziałem, że Żabolem zostanę na całe życie. Nic się nie zmieniło. Górnik zawsze był w moim sercu i cieszę się, że wracam do domu” - ten wpis w mediach społecznościowych towarzyszy informacji po kontrakcie Pawła Bochniewicza przy Roosevelta w Zabrzu. Jeszcze chwila, a być może ktoś wykorzysta tytułową frazę tego materiału, napisaną przez Wojciecha Młynarskiego, a pięknie wyśpiewaną przez Zbigniewa Wodeckiego. Tym bardziej, że słowo „powrót” tej zimy pasuje nie tylko do Polaków; nasza ekstraklasa znów okazała się atrakcyjna dla paru obcokrajowców, dla których wcześniej zdawała się tylko przystankiem do lig atrakcyjniejszych sportowo i finansowo. Ich też umieściliśmy na naszej liście powracających.

Między pieniędzmi a poziomem

- Sprowadzamy coraz lepszych zawodników za coraz większe pieniądze – słowa Jacka Zielińskiego, bodaj najbardziej doświadczonego w tej chwili szkoleniowca w ekstraklasowym towarzystwie trenerskim, wypowiedziane przed kamerami TVP Sport, przywracają oczywiście właściwe spojrzenie na kilka zimowych przeprowadzek. Nie o sentymenty tu chodzi (albo raczej – nie przede wszystkim o nie), ale o to, że da się już nad Wisłą i Odrą zarobić całkiem nieźle, najwyraźniej już nie tylko przy Łazienkowskiej.

- Wiele się pod względem finansowym zmieniło w ostatnich latach w Polsce. Są właściciele klubów, którzy płacą bardzo duże pieniądze. Większe niż na Cyprze – Robert Stachura, były ligowiec, od wielu lat związany jest z Wyspą Afrodyty, działając tu (i w Turcji) w roli organizatora zgrupowań, ale także pośrednika i doradcy transferowego.

Nie tylko dla polskich piłkarzy przez kilkanaście lat cypryjska rzeczywistość (mocno wspierana pieniędzmi rosyjskimi) jawiła się jako piłkarskie eldorado. Wysokie kontrakty, przyjemny klimat, no i niekoniecznie wielkie wyzwanie sportowe. Choć z tym ostatnim elementem Stachura się nie zgadza. - Na Cyprze Liga Mistrzów gości zdecydowanie częściej niż w Polsce – mówi krótko.

A my możemy co najwyżej pokiwać głową: Lech w drodze do fazy ligowej Championse League nie dał rady Crvenej zveździe, która w kolejnej rundzie uległa ekipie z Pafos. Z drugiej strony – w bezpośredniej rywalizacji w ostatnich sezonach Raków dwukrotnie ogrywał ekipy cypryjskie...

Waga wypowiedzianych słów

Do Rakowa z Cypru wrócił już wcześniej Karol Struski. Tej zimy futbolowych pasażerów na liniach z Larnaki czy Nikozji do Polski było więcej. I to raczej niespodziewanych, przynajmniej z perspektywy trzech godzin lotu. Bo przecież Mariusz Stępiński na przykład w poprzednim sezonie dla Omonii strzelił kilkanaście bramek na wszystkich frontach, przez niemal pięć lat wyrabiając sobie niezłą markę na wyspie. Karol Angielski zaś minionej jesieni zdobył dla AEK Larnaka parę ważnych goli w pucharach europejskich. Ich dorobek meczowy i minutowy w jesiennych spotkaniach Protathlima A’Kategorias (ekstraklasy cypryjskiej) był jednak mizerny...

Stępiński – można przypomnieć ten incydent – naraził się trzynaście miesięcy temu... wywiadem prasowym na temat polskiej historii i kibiców Omonii (po pucharowym meczu z Legią). Być może parę słów prawdy wówczas wypowiedzianych mocno zaszkodziło jego przyszłości.

Angielski? Mocny wywiad – ale w polskich mediach – dał kilka tygodni temu; nie brakło w nim szpileczek wbijanych trenerowi Imanolowi Idiakezowi. „Skoro wchodzę z ławki i daję pozytywny impuls drużynie, strzelam gola na wagę trzech punktów, a następny mecz znowu zaczynam na ławce i się z niej nie podnoszę, by w kolejnym wejść na kilka minut, to w ten sposób nie buduje się zaufania i relacji (…) Czego bym nie zrobił, w kolejnym meczu i tak nie gram. Nawet gdy trener decydował się grać dwójką napastników, to dla mnie nie było miejsca” - to fragment, który jedni nazwaliby walką o sportową uczciwość, inni – gorzkimi żalami.

Wartościowych się nie wypycha

- Znam i Mariusza, i Karola. Rozglądali się za nowymi pracodawcami, bo po prostu przestali grać regularnie w swych drużynach – mówi nam Stachura. Po czym dzieli się już własnym spostrzeżeniem, niekoniecznie wyłącznie z polskiej perspektywy. - Nie znam trenerów, którzy - mając superwartościowych piłkarzy, strzelających bramki, wnoszących wartość do zespołu i dających mu punkty, na dodatek z ważnymi kontraktami - wypychaliby ich z klubu – kręci głową z niedowierzaniem. A potem nawiązuje bezpośrednio do wspomnianego wywiadu Angielskiego. - Był sfrustrowany, owszem. Ale jakby strzelił 10 bramek, to trener na pewno by na niego stawiał. Ale 2-3 bramki w Europa League czy Conference League jeszcze nie otwierają ci na Cyprze drogi do regularnej gry. Musisz potwierdzać dyspozycję w każdym spotkaniu, również ligowym. Argentyńczyk Enzo Cabrera, również mój znajomy, jakoś sobie ten skład wywalczał... - dodaje.

Sprawdzamy: liczba goli i asyst bardzo podobna. Cabrera zdobywał gole głównie w lidze, niemal w ogóle – w pucharach; odwrotnie niż Angielski.

Przykrą niespodzianką – pozostając jeszcze przez moment przy powracających z Cypru – jest fakt, że od Protathlima A’Kategorias odbił się Miłosz Matysik. Młodzieżowy reprezentant kraju jest ważną postacią niepokonanej w eliminacjach MME reprezentacji Jerzego Brzęczka, ale w Arisie Limassol sobie zupełnie nie poradził. - Miał tam znaczącą konkurencję na środku obrony. Dla niego powrót do kraju to dobry krok. Potrzebuje grania, zwłaszcza w kontekście pozycji w młodzieżówce – uważa Stachura. Pytanie tylko, czy akurat zespół zamykający po jesieni tabelę ekstraklasy będzie najlepszym miejscem na sportową odbudowę...

„Stranieri” też mają sentymenty

Do ekstraklasy – o czym już wspomnieliśmy – wracają też obcokrajowcy. - Wracam do Polski, bo dobrze się tu czuję. Można powiedzieć, że to mój drugi dom – mówił sentymentalnie Vladislavs Gutkovskis. W jego przypadku nasza ekstraklasa – a sięgał w niej po mistrzostwo z Rakowem (ale też dwukrotnie po Puchar Polski) – jawi się swego rodzaju sufitem. W Korei Płd. spędził 2,5 roku, sięgnął nawet po srebro w rozgrywkach ligowych, ale... - Nie dostawałem tyle minut, ile bym oczekiwał. Chcę grać regularnie – tłumaczył w rozmowie z klubowymi mediami Arki, w której trafia pod skrzydła dobrze sobie znanego Dawida Szwargi. Sportowo Łotysz pewnie ligi „nie wciągnie nosem”; zawsze był jednak postacią mocno wyrazistą na murawach i poza nimi.

- Podobnie jak Luquinhas – przypomina Tomasz Sokołowski. Jako były legionista przywołuje postać mikrego pomocnika brazylijskiego, który dwukrotnie w ostatnich latach reprezentował barwy ekipy z Ł3. Najpierw wypromował się w niej na miarę transferu do MLS, w której miał udany okres w New York Red Bull. Druga przygoda z Legią zaowocowała powrotem do ojczyzny, ale w Fortalezie nie ugrał niczego, a w portugalskim średniaku przez cztery miesiące – też bardzo niewiele. - Ale jego angaż w Radomiaku to bardzo ciekawy ruch dla obu stron – uważa „Sokół”. - Piłkarz zna polską ligę i zna Goncalo Feio. Idealnie też pasuje do polityki personalnej klubu, który już jakiś czas temu postawił na „portugalskojęzyczną szatnię”. I ten model nieźle mu się sprawdza. Jeżeli uda się zatrzymać Capitę, z Luquinhasem w środku pola radomianie mogą wiosną być pozytywnie nieobliczalni – dodaje były reprezentant, a dziś komentator sportowy „Radia dla Ciebie”.

W poszukiwaniu straconego czasu

Najciekawsze nazwiska powracających przyniosły ostatnie dni. Oba to jednak wielkie zagadki. Paweł Bochniewicz – ze względu na ponadroczną rekonwalescencję po zerwaniu więzadeł krzyżowych. Paweł Dawidowicz – z racji wielomiesięcznego okresu bez przynależności klubowej, a więc i bez regularnych treningów i gier z konkretnym zespołem. Wiosna będzie więc w ich przypadku wyprawą „w poszukiwaniu straconego czasu”.

- Jeżeli go „dogonią”, to – podobnie jak dla Bartka Drągowskiego, wracającego do ojczyzny po włoskich i greckich przygodach – polskie kluby wcale jeszcze nie muszą być ostatnimi w karierze. Są w takim wieku, że być może jeszcze będą w stanie za rok-dwa spróbować szans gdzie indziej – uważa Sokołowski. Najpierw jednak muszą się zmierzyć z rzeczywistością, która przez pięć (Bochniewicz), dziesięć (Drągowski), a nawet dwanaście (Dawidowicz) lat mocno się zmieniła. - Liga robi się coraz ciekawsza taktycznie, z coraz większą intensywnością gry – raz jeszcze przywołajmy w tym kontekście Jacka Zielińskiego. Jak sobie „powracający” poradzą w tych warunkach?

Dariusz Leśnikowski

Karol Angielski w przegranym główkowym pojedynku z Arturem Jędrzejczykiem w meczu kwalfiikacji Ligi Europy. Teraz podobne potyczki czekają go w ekstraklasie, w koszulce Pogoni. Tomasz Jastrzebowski / Foto Olimpik / PressFocus


POWRACAJĄCY

(wg długości okresu nieobecności w ekstraklasie)

◼ Paweł Dawidowicz (rocznik 1995)
obrońca
bez klubu ➡️ Raków Częstochowa
poza Polską – od 1.07.2014
w tym sezonie w lidze – bez gry
wartość rynkowa – 2,0 mln euro*


Bartłomiej Drągowski (rocznik 1997)

bramkarz
Panathinaikos Ateny ➡️ Widzew Łódź
poza Polską – od 4.07.2016
w tym sezonie w lidze – 6 m./540 min

wartość rynkowa – 2,5 mln euro*

Mariusz Stępiński (rocznik 1995)
napastnik
Omonia Nikozja ➡️ Korona Kielce
poza Polską – od 29.08.2016
w tym sezonie w lidze – 4 m./133 min

wartość rynkowa – 0,65 mln euro*

Paweł Bochniewicz (rocznik 1996)
obrońca
Heerenveen SC ➡️ Górnik Zabrze
poza Polską – od 10.09.2020
w tym sezonie w lidze – 1 m./2 min

wartość rynkowa – 1,8 mln euro*

Karol Angielski (rocznik 1996)
napastnik
AEK Larnaka ➡️ Pogoń Szczecin
poza Polską – od 28.07.2022
w tym sezonie w lidze – 11 m./1 gol/221 min

wartość rynkowa – 0,65 mln euro*

Vladislavs Gutkovskis (rocznik 1995)
napastnik
Daejon Citizen ➡️ Arka Gdynia
poza Polską – od 10.07.2023
w tym sezonie w lidze – 2 m./39 min

wartość rynkowa – 0,4 mln euro*

Miłosz Matysik (rocznik 2004)
obrońca
Aris Limassol ➡️ Termalica Nieciecza
poza Polską – od 1.01.2024
w tym sezonie w lidze – 4 m./99 min

wartość rynkowa – 0,5 mln euro*

Luquinhas (rocznik 1996)
pomocnik
Santa Clara ➡️ Radomiak
poza Polską – od 30.06.2025
w tym sezonie w lidze – 9 m./208 min
wartość rynkowa – 1,0 mln euro*
 
* wg portalu „transfermarkt”

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się