Los był przewrotny

Korona dopięła swego i wygrała w Łodzi.

Mecz w Łodzi nie zachwycił, a punkty pojechały do Kielc. Fot. PAP/Marian Zubrzycki

Jacek Zieliński przed startem spotkania w Łodzi miał duży dylemat. Tuż przed spotkaniem Korona poinformowała, że w kadrze nie ma kontuzjowanegp Xaviera Dziekońskiego. Był to ogromny cios dla defensywy zespołu z Kielc, który rozpaczliwie potrzebował kompletu punktów. Miał więc do wyboru dwóch zawodników - Rafała Mamlę bez debiutu w ekstraklasie oraz Marcela Zapytowskiego ze zdecydowanie większym doświadczeniem. Ten jednak często nawet nie łapał się na ławkę. Stąd też trener Zieliński postawił na Mamlę.

20-latek stał przed ogromnym wyzwaniem. W końcu nie tylko po raz pierwszy stanął między słupkami w lidze, ale w dodatku na stadionie wypełnionym kibicami do ostatniego miejsca. Ponadto Widzew atakował zawzięcie. Często meldował się w polu karnym Mamli. Ten jednak zachował stoicki spokój. W dodatku łodzianie nie potrafili nawet zbyt często uderzać celnie na jego bramkę.

Los bywa przewrotny. Korona, wizualnie zespół gorszy, strzeliła gola! Dawid Błanik wywalczył rzut wolny. Sam poszkodowany uderzył na bramkę Rafała Gikiewicza. Doświadczony bramkarz „wypluł” piłkę pod nogi Shumy Nagamatsu, który ją dobił, jak i cały Widzew. Korona wygrała i powiększyła przewagę nad strefą spadkową. 

(ptom)


MÓWIĄ LICZBY
WIDZEW KORONA
62 posiadanie piłki 38
1 strzały celne 7
19 strzały niecelne 3
7 rzuty rożne 4
0 spalone 2
12 faule 12
1 żółte kartki 4