Lis zamiast lwa

Erik Exposito – niekwestionowany lider Śląska i killer z prawdziwego zdarzenia. Fot. Wojciech Dobrzyński/PressFocus


Lis zamiast lwa

Aktualny lider PKO BP Ekstraklasy zaimponował serią szesnastu meczów bez porażki.

 

Zdaję sobie sprawę z tego, że mogę narazić się sympatykom wrocławskiego Śląska, ale moim zdaniem drużyna prowadzona przez trenera Jacka Magierę nie jest głównym pretendentem do zdobycia mistrzostwa Polski. Nie zmienia to faktu, że jestem pod wrażeniem osiągnięć zielono-biało-czerwonych w rundzie jesiennej. Przede wszystkim wstrząsająca jest zdobycz punktowa zespołu ze stolicy Dolnego Śląska.

Start nie był wymarzony, bo podopieczni Jacka Magiery po trzech kolejkach zajmowali... ostatnie miejsce w tabeli (!) i mogli się „pochwalić” zaledwie jednym zdobytym punktem. Tyle samo uciułała Korona Kielce, więc przed wrocławianami nie rysowały się różowe perspektywy. Szkoleniowiec Śląska nie zamierzał czekać z założonymi rękami na rozwój wypadków i dokonał rzeczy z pozoru niemożliwej. Mianowicie w następnych szesnastu potyczkach ligowych jego zespół nie znalazł pogromcy, zdobywając w nich aż 40 punktów. Rzecz niebywała. Popularny „Magic” zmienił sposób gry drużyny i do maksimum wykorzystał atuty swoich piłkarzy, umiejętnie tuszując ich mankamenty. Zrobił to w myśl zasady „nie potrafisz być lwem, musisz zamienić się w lisa”. Oczywiście misterny plan trenera Magiery wziąłby w łeb, gdyby nie fenomenalny dyspozycja strzelecka kapitana drużyny, Erika Exposito. Hiszpan strzelał gole jak na zawołanie, a bramkarze przeciwnika przy okazji jego każdej wizyty w ich polu karnym drżeli ze zdenerwowania, zaś ich zęby klekotały niczym kastaniety. Bali się strzałów 27-letniego napastnika jak w średniowieczu niewierni bali się łamania kołem. W takich okolicznościach atmosfera w zespole przeciwnika na pewno nie przypominała festynu. Swoją cegiełkę - i to poważnych rozmiarów - do tego imponującego osiągnięcia dołożył blok defensywny, z bramkarzem Rafałem Leszczyńskim na czele. Średnia 0,78 straconych bramek na jeden mecz mówi sama za siebie. Oczywiście w grze lidera nie brakowało mankamentów i niedoróbek, ale z tego doskonale zdaje sobie sprawę sztab szkoleniowy Śląska i nie zamierzam wyręczać trenerów. Zresztą oni zrobią to znacznie lepiej ode mnie, postawią właściwą diagnozę, ale...niekoniecznie zdecydują się na zmianę stylu i sposobu gry. Skoro ten przynosi wymierne efekty i korzyści, to nie ma sensu na siłę tego zmieniać. Zresztą sam jestem zwolennikiem tezy, że lepsze zazwyczaj jest wrogiem dobrego. Zatem pożyjemy i zobaczymy. Prawie wszystko może wywrócić do góry nogami niedyspozycja lub kontuzja (odpukuję w niemalowane drewno) Erika Exposito. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że bez niego w składzie Śląsk traci połowę wartości.

Na pewno warto wspomnieć również o piłkarzu, którego postawa była największym zaskoczeniem i miłą niespodzianką dla trenerów. To 22-letni skrzydłowy Piotr Samiec-Talar, który długo nie mógł przekonać do siebie trenerów. Z tego powodu był wypożyczany do Widzewa Łódź i GKS-u Katowice, często był „zsyłany” do rezerw. W ubiegłym sezonie grał już znacznie więcej niż w poprzednich latach, ale w minionej rundzie nastąpiła prawdziwa eksplozja. Jeżeli utrzyma ten kurs wiosną, to kto wie? Może zapracuje na transfer zagraniczny.

Jaki Śląsk chciałbym oglądać w rundzie wiosennej? Na pewno taki, który rozłożył na łopatki Legię Warszawa. A może to nie był szczyt możliwości drużyny Jacka Magiery?

 

Bogdan Nather