Limit pecha wyczerpany?!
Mam nadzieję, że nowy sezon będzie dla mnie łaskawszy i w końcu zadebiutuję w mistrzostwach świata – mówi obrońca Unii Oświęcim, Bartosz Florczak.
Bartosz Florczak po raz ostatni w Biało-czerwonych barwach zagrał pod koniec ubiegłego roku. Fot. Łukasz Sobala / Press Focus
Ma za sobą 213 meczów w polskiej lidze i 10 goli, do tego 22 występy w biało-czerwonych barwach, a mógłby mieć ich zdecydowanie więcej, lecz jest największym pechowcem ostatnich lat, bo ominęły go dwa mistrzowskie turnieje – tak można przedstawić 23-letniego Bartosza Florczaka, wychowanka Niedźwiadków Sanok, byłego gracza tamtejszego STS-u, który obecnie reprezentuje Unię Oświęcim.
Przeprowadzka
Jeżeli chłopak w Sanoku ma smykałkę do sportu, to musi trafić do hokejowych Niedźwiadków, gdzie szkolenie dzieciaków jest na wysokim poziomie, a drużyny juniorów młodszych i juniorów zdobywały mistrzostwo Polski. Bartek szybko robił postępy i już jako 18-latek występował w seniorach oraz w juniorskich reprezentacjach. W kadrze seniorów zadebiutował 6 kwietnia 2023 r. przeciwko Łotwie (5:3) i swoją postawą zwrócił uwagę działaczy silniejszych klubów. Ten sanocki ledwo wiązał koniec z końcem i było wiadomo że dwaj czołowi obrońcy młodego pokolenia, czyli właśnie Florczak i Karol Biłas, będą szukali innego miejsca, by doskonalić umiejętności oraz poprawić warunki materialne. Po zakończeniu sezonu 2024/25 obaj zadecydowali się na przenosiny do klubów o wysokich aspiracjach. Florczak wybrał Oświęcim, a Biłas – ECB Zagłębie Sosnowiec. Ten drugi w ostatnim sezonie cieszył się z brązowego medalu, kosztem... Unii.
Żebra i ręka...
Nim sanocki duet trafił do nowych klubów, miał zaliczyć mistrzostwa świata w Rumunii. Obaj wydawali się pewniakami w ekipie ówczesnego selekcjonera Roberta Kalabera, który odmładzał reprezentację. Na turniej pojechał jednak tylko Biłas, bo Florczak tuż przed wyjazdem nabawił się kontuzji.
– Dopadł mnie zwyczajny pech, bo podczas jednego z treningów na zgrupowaniu w Sosnowcu w starciu przy bandzie tak nieszczęśliwie upadłem, że pękło żebro – mówi nasz bohater. – O wyjeździe musiałem zapomnieć i przez półtora miesiąca leczyłem uraz. Z niecierpliwością czekałem na zajęcia w nowym klubie, bo to zawsze wyzwanie, ale szybko się w nim zadomowiłem. Szkoda że drużyna była oparta na obcokrajowcach, choć to ogólnokrajowa tendencja. Początkowo występowałem w drugiej formacji z Aleksim Mäkälą. Miałem jednak problemy z pachwiną, konieczna była przerwa w treningach i po powrocie byłem „rzucany” do niższych formacji. Nie narzekałem, bo taka była wola trenera i tyle. W ćwierćfinałach play offu znów dopadł mnie pech. Podczas czwartego meczu w Toruniu w walce z rywalem tak nieszczęśliwie upadem, że złamałem piątą kość śródręcza z przemieszczeniem. Konieczna była operacja, ręka została „zadrutowana” i przez sześć tygodni tak z nią paradowałem. Byłem wściekły, bo przecież patrzyłem, jak koledzy się męczą, a nie mogłem im pomóc. Skończyło się na czwartym miejscu w lidze, ale Unia ma przecież wyższe, medalowe aspiracje – podkreśla. – Dodatkowo kontuzja sprawiła, że zostałem wyeliminowany z przygotowań do mistrzostw świata w Sosnowcu. Kolejny turniej przeszedł mi koło nosa, choć oczywiście nie wiem, czy otrzymałbym nominację, niemniej walczyłbym o miejsce w drużynie.
Nowe nadzieje
Po sezonie Unia pożegnała się z trenerem Kalaberem i zaangażowała 38-letniego Fina Markusa Juurukkalę, któremu pomagać będą Krzysztof Majkowski i Sebastian Kowalówka. Działacze kompletują kadrę, a część zawodników pod kuratelą trenera przygotowania motorycznego, Marcina Smolarka, od połowy maja do najbliższego piątku ćwiczy na „sucho”.
– Z moją ręką jest wszystko w porządku, choć w siłowni staram się jej nie forsować – wyjawia Florczak. – Przystąpiłem z nowym nadziejami do przygotowań i staram się solidnie przykładać do obowiązków, jakie narzuca trener. Wiem jakie to ważne, choć gdy pod koniec lipca wejdziemy na lód, to i tak każdy z nas będzie „umierał” przez tydzień. Przygotowania na „sucho” i na lodzie to są zupełnie inne bajki – zaznacza. – Mam kontrakt przez dwa sezony i teraz chciałbym z Unią zdobyć medal, powalczyć o Puchar Polski. Do tego, rzecz jasna, droga daleka, bo przecież nie wiemy jeszcze, jaki będzie skład. Trenera głównego poznam dopiero pod koniec lipca. Na razie od piątku mamy dwutygodniowe urlopy i pojadę do Sanoka, by nacieszyć się rodziną. A potem pewnie zaliczę weekendowy wypad na baseny termalne na Węgry. Nie będzie żadnego leniuchowania, bo przecież każdy z nas otrzyma plan ćwiczeń i musimy być przygotowani do zajęć na lodzie. Mam nadzieję, że nowy sezon będzie dla mnie łaskawszy i w końcu zadebiutuję w mistrzowskim turnieju – podsumowuje obrońca.
Florczak w grudniu będzie obchodził 24. urodziny i ma przed sobą wiele meczów ligowych oraz reprezentacyjnych. Oby tylko pech omijał go szerokim łukiem.
Włodzimierz Sowiński
