Ligi nie odpuścimy
Rozmowa z Patrykiem Makuchem, zawodnikiem Rakowa Częstochowa
Patryk Makuch (z prawej) zawsze walczy do końca. Fot. Ireneusz Wnuk/PressFocus
- Tak, ale nie wiem, czy mogę zdradzić. Musiałbym zapytać żony (śmiech).
Stricte piłkarsko w przypadku Rakowa ciężko w ostatnim czasie zacząć rozmowę od czegoś innego niż pytania o zdrowie. Niemalże po każdym meczu ktoś schodzi z urazem.
- U mnie, nie zapeszając, na razie na szczęście dobrze pod tym względem. Na takim etapie sezonu zawsze coś boli i doskwiera, ale to na szczęście takie delikatne, kosmetyczne sprawy. Odpukać, jest dobrze i oby tak do końca sezonu.
Kibice Rakowa trzymają kciuki, tym bardziej że indywidualnie w pana wykonaniu to udana runda.
- Wiadomo, że liczby zawsze mogłyby być lepsze, ale muszę przyznać, że jestem zadowolony z tego sezonu. Pozycja, na której gram, wymaga sporo kreowania sytuacji i uczestniczenia w grze ofensywnej. Oczywiście, zadowolenie nie sprawi, że spocznę na laurach. Przez długi czas graliśmy na trzech frontach, a to pierwszy taki mój sezon i bardzo dobre doświadczenie. Fajnie, że dość długo udało nam się pograć w Lidze Konferencji. Na pewno zabrałem z tych meczów fajne momenty.
Trener Łukasz Tomczyk znalazł panu na boisku trochę inną rolę niż Marek Papszun? Jakby to pan porównał?
- Założenia są w miarę podobne, tyle że teraz grania między liniami mam trochę więcej. To mnie bardzo rozwija, bo mam więcej udziału w grze z piłką, pewne różnice na pewno są.
Współpraca z Jonatanem Brautem Brunesem wygląda coraz lepiej.
- Na boisku szukamy gry pomiędzy sobą, siłą rzeczy chcemy współpracować. Zresztą nie tylko w meczach, ale też na treningach, więc przyznaję, że i tu jest coraz ciekawiej.
Wiele wskazuje, że w przyszłym sezonie - niestety - nie zagracie już razem…
- Udowodnił jakość i na pewno będzie spore zainteresowanie jego osobą. Jak wygląda na teraz jego sytuacja jednak nie wiem. W tym momencie najważniejszy jest ten sezon.
Gdyby odszedł, być może lukę szybko wypełniłby Isak Brusberg? Na razie ma trochę pecha, bo co pojawi się na boisku, to zaraz musi zejść z nie swojej winy, ale widać, że bardzo mu zależy.
- Zgadzam się w stu procentach. Dla mnie to zawodnik z naprawdę dużym potencjałem, do tego z niezłymi cechami wolicjonalnymi. Jest niesłychanie ambitny, chętny do pracy. Faktycznie brakuje mu szczęścia, bo najpierw złapał kontuzję pierwszej połowie meczu z Legią, a z Widzewem musiał zejść również przed przerwą z powodu czerwonej kartki Zorana Arsenicia i konieczności zmiany taktycznej. Z każdą kolejną szansą zapewne będzie łapał więcej pewności i udowadniał swoją wartość.
W niedzielę gracie z Cracovią – dla Rakowa to rywal wyjątkowo ciężki, a dla pana chyba też wyjątkowy – w końcu to ze stadionu przy Kałuży w Krakowie trafił pan na Limanowskiego.
- Mecze z Cracovią na pewno mają dla mnie dodatkowy ciężar emocjonalny. Fajnie będzie się też spotkać z kolegami z tamtych czasów – Karolem Knapem, Sebastianem Madejskim, Kamilem Glikiem czy Otarem Kakabadze. Nie wiem czy wymieniłem wszystkich, ale z tymi chłopakami miałem dobry kontakt i został nam on do dzisiaj. Teraz jednak jestem w Rakowie i skupiam się na tym żebyśmy wygrali i zbliżyli się mocniej do czołówki. Zrobię co w mojej mocy, aby zdobyć trzy punkty. Zapowiada się atrakcyjny mecz.
O ile indywidualnie może być pan zadowolony z tej rundy, to w klubie raczej panuje spory niedosyt. Pewnie panuje już mobilizacja na Puchar Polski, bo w lidze raczej niewiele możecie ugrać...
- To jest jeszcze taki etap, że naprawdę wszystko jest ważne. W ekstraklasie jeszcze dużo się może wydarzyć, na pewno chcemy skończyć sezon na możliwie jak najwyższym miejscu. Różnice punktowe naprawdę nie są duże. Taktyka, jaką obraliśmy, to skupianie się krok po kroku na każdym kolejnym przeciwniku. Z tych meczów, które nam zostały, każdy będzie miał wielką wagę. Tak musimy do tego podchodzić, jeśli chcemy coś osiągnąć. Puchar na pewno jest bardzo istotny, bo doszliśmy do finału. Świadomość, że możesz coś wygrać, mocno napędza. Na pewno nie jest jednak tak, że z powodu Pucharu Polski odpuścimy ligę.
Ten sezon jest absolutnie szalony. Dziennikarze i kibice cieszą się bardzo z tak wyrównanej ligi, a jak wy do tego podchodzicie?
- Obserwować taką ligę na pewno jest przyjemniej niż w niej funkcjonować (śmiech). Zgodzę się, że ten sezon jest szalony, ale trzeba się w nim odnaleźć, wygrywać mecze - najlepiej od niedzieli i wycisnąć z najbliższego meczu, ile się tylko da. To potem daje spokój mentalny, który jest bardzo potrzebny.
Rozmawiał Mariusz Rajek
