Licho z płacami i szkoleniem

Z DRUGIEJ STRONY - Michał Zichlarz

Czy coś się ruszyło w szkoleniu młodych zawodników? Patrząc na ostatnie wyniki, bezstronny obserwator mógłby powiedzieć, że tak. Młodzieżówka awansowała do finałowego turnieju do lat 21, który latem 2025 roku zostanie rozegrany na słowackich stadionach. Przed drużyną prowadzoną przez Adama Majewskiego ta sztuka udała się ekipie Czesława Michniewicza (MME w 2019). Wcześniej graliśmy w tej imprezie w 2017, ale jako gospodarz, bez eliminacji. Jeszcze wcześniej było to w… 1994 roku.

Inne pozytywne przykłady? Dziewczyny do lat 17 – jak na razie – dają sobie radę na mistrzostwach świata na dalekiej Dominikanie. Zremisowały z Japonią, wygrały z Zambią i są o krok od awansu do kolejnej rundy. Na tych samych mistrzostwach grali rok temu nasi 17-latkowie. Turniej w Indonezji nie był dla nich udany. Pamiętamy niesławną aferę alkoholową z udziałem czwórki młodziutkich zawodników, których za „wyczyn” karnie odesłano do domu.

Latem 2023 roku po długiej przerwie w mistrzostwach Starego Kontynentu zagrali także nasi 19-latkowie prowadzeni przez Marcina Brosza. W finałowym turniej wystąpili po raz pierwszy od 2006 roku, a gęste sito eliminacyjne przeszło wtedy ledwie siedem europejskich reprezentacji. Teraz nasza „19” łatwo przeszła przez eliminacje w Stalowej Woli i Mielcu, gdzie wygrała turniej z udziałem Turcji, Malty i Gibraltaru, strzelając przeciwnikom tuzin bramek i nie tracąc żadnej. W tej drużynie jest kilku ciekawych graczy jak Michał Gurgul, Dominik Szala, Karol Borys, Maksymilian Sznaucner czy Daniel Mikołajewski.

Pojedyncze sukcesy odnoszą też najmłodsi. Kilka dni temu nasza reprezentacyjna drużyna do lat 15 rozgromiła Łotwę aż 9:3, a wcześniej Czarnogórę 7:1.

Czy wobec tego bić brawo naszej zdolnej młodzieży? Powiedziałbym, że raczej niekoniecznie. Owszem, coś w szkoleniu najmłodszych i ich wynikach drgnęło. Mamy działający od 2019 roku system certyfikacji, który wymusza na klubach odpowiedni poziom szkolenia. Złota, srebrna i brązowa gwiazdka to pieniądze z systemu PZPN, ale w zamian ma być jakość, odpowiednia baza i oczywiście trenerzy.

Ci ostatni są najważniejsi. Ileż to razy powtarzaliśmy i od ilu lat piszemy, że z najmłodszymi powinni pracować najlepsi fachowcy? Ale jak tak ma być, skoro trener w jednej z nieźle działających akademii na Górnym Śląsku za trening dostaje 90 złotych brutto, a za mecze w sobotę po 50 złotych? Są oczywiście kluby, w których stawki są jeszcze mniejsze, albo pieniędzy nie ma wcale.

Mamy setki, a może nawet tysiące akademii i klubików. Część z nich nazywana jest „składkowymi”. Rodzice płacą co miesiąc za swoją pociechę po 150, 200 czy więcej złotych. Tak to wygląda do 14 roku życia. Potem… to się kończy. Z przerażeniem dowiedziałem się niedawno od jednego z trenerów, że na tak bogatym piłkarskim terenie jak podokręg rybnicki jest zaledwie sześć zespołów juniorów i właśnie zlikwidowano tam klasę C! W wielu klubach na gwałt szuka się zawodników do grania. Tutaj są ogromne braki, a przecież ile było przykładów z przeszłości, że chłopcy tak naprawdę „odpalali” dopiero w starszym wieku, mając 17, 18 czy 19 lat. Wiele pracy przed nami, żeby odbudować siłę polskiej piłki. Jak mawiał przed wiekami sławny kanclerz Jan Zamoyski: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. Ta przesławna sentencja obowiązuje także w piłce nożnej.