Lepszy w obronie?

Wiktor Staszak pozytywnie ocenia pięciomiesięczne wypożyczenie do włoskiego Lecce.

Rok temu Wiktor Staszak nie zaistniał w Wiśle. Czy po włoskiej przygodzie będzie mu łatwiej? Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus

WISŁA KRAKÓW

Pomocnik i trener Mariusz Jop liczą, że powtórzy się historia Jakuba Krzyżanowskiego, którego zagraniczne doświadczenie mocno pchnęło do przodu.

„Italiano, italiano!”

Wiktor Staszak wrócił z Włoch z nową fryzurą. Ma znacznie dłuższe włosy, które zaczesuje do tyłu. Nauczył się też nowego języka, którego znajomość w czasie obiadu po pierwszym treningu sprawdzał Jordi Sanchez. Przy okazji zaskoczył nas, że mówi po włosku. A Angel Rodado, kapitan drużyny, usiadł naprzeciwko nich i z rozbrajającym uśmiechem kilka razy powtórzył „Italiano, italiano”, próbując nieco onieśmielić kolegę z szatni, którego nie widział od końca roku. Staszak dopiero co zaaklimatyzował się w Krakowie po przejściu latem z KKS-u 1925 Kalisz, a już musiał się ponownie pakować. Choć musiał to nie najlepsze słowo. Chciał. - Z takiej okazji trudno było nie skorzystać - podkreśla. Włochy tak bardzo mu się spodobały, że po zakończeniu wypożyczenia do Lecce wrócił do tego kraju na wakacje! Grał tam w Primaverze, czyli lidze dla zawodników do 20. roku życia. Zadebiutował już tydzień po wypożyczeniu, uzbierał 15 występów i czerwoną kartkę przeciwko Genui. Po sprzeczce piłkarzy sędzia wyrzucił po jednym zawodniku z każdej drużyny. - To była przygoda życia. Super doświadczenie innej kultury gry w piłkę i typowo zagranicznej szatni, w której podstawą był język włoski. Spotkałem wielu naprawdę dobrych piłkarzy, od których też się uczyłem. Tam się gra i trenuje inaczej. Jest wiele pojedynków na całym boisku, trening to głównie gierki 11 na 11. Mniej ważny jest indywidualny rozwój zawodników, liczy się przede wszystkim wynik zespołu. To jemu jest podporządkowana cała praca w tygodniu - mówi Staszak.

Kibicował Bośni

W szatni najbliższych kolegów miał m.in. ze Szwajcarii, Słowenii, Hiszpanii, do dziś ma z nimi kontakt. Rozmawiali po angielsku, jednak mocno skupił się na szlifowaniu włoskiego. Korzystał z lekcji zapewnionych przez klub, sam zorganizował sobie dodatkowe zajęcia z Polką. - W czasie pierwszego treningu i po rozmowie z trenerem byłem w szoku. Nie znał ani jednego słowa po angielsku! Całe szczęście, że było dużo obcokrajowców i mogłem liczyć na ich pomoc, gdy potrzebowałem coś załatwić - przyznaje.

Przekonał się, jak Włosi żyją calcio. Na każdym kroku kawiarnie i bary z transmisjami meczów, ludzie intensywnie czytający sportowe gazety. Sporo kibiców przychodziło na mecze Primavery, a niektórzy fani Lecce są tak zapalonymi kibicami, że jeździli na wyjazdowe spotkania, na które drużyna wybierała się samolotem. - Jak Lecce wygra, to miasto żyje. Po porażce ludzie są smutni i siedzą w domu - opisuje. Włosi podzielili los Polaków i nie grają na mistrzostwach świata. Awans zaprzepaścili w meczu z Bośnią i Hercegowiną. Prowadzili w nim, jednak odpadli po karnych. - Miałem też kolegę z Bośni i kibicowałem jego drużynie. Wszyscy inni byli smutni po barażu i - nie ukrywam - potem trochę się z tego śmialiśmy.

Dorósł do ekstraklasy?

Staszak w ciągu roku miał trzy kluby. Poprzedni sezon kończył w KKS-ie 1925 Kalisz, który dostał się do baraży o I ligę i w półfinale odpadł z Wieczystą. Przygodę z Wisłą - którą podpisała z nim kontrakt już zimą - zaczął pechowo od kontuzji w sparingu. Potem grał mało, częściej pomagał rezerwom. Wraca, gdy drużyna jest już w ekstraklasie. - Na pewno wróciłem jako lepszy zawodnik. Jestem zdecydowanie mocniejszy w defensywie, a to nie było moją mocną stroną. Zrobię wszystko, by dostać szansę od trenera i pomóc drużynie po awansie. Fajnie byłoby dobrze zacząć sezon - ma nadzieję Staszak. W Wiśle liczą, że pójdzie drogą obrońcy Jakuba Krzyżanowskiego, który był na dłuższym wypożyczeniu w Torino. Po powrocie potrafił odcisnąć piętno na drużynie grającej o ekstraklasę. Taki wyjazd, poza innym treningiem, uczy samodzielności. To ważny element, pod względem mentalnym na pewno się wtedy dojrzewa. Chciałbym, żeby tak było - żeby Wiktor był na dobrym poziomie, lepszym niż przed odejściem. Taki był cel tego wypożyczenia. Natomiast to wszystko będziemy obserwować i weryfikować w trakcie treningów i sparingów - mówi trener Mariusz Jop. Lepsza gra w obronie może się okazać czynnikiem, który przybliży go najpierw do kadry meczowej, a potem składu. - Rok temu przyszedł do nas z zespołu z niższej ligi i tam były trochę inne wymagania. My zwracamy mocną uwagę na pojedynki i na grę obronną. Na pewno było to coś, co wymagało korekty. Jeżeli jest tak, jak mówi, to tym lepiej dla niego, bo zwiększa to jego szanse, żeby realnie zafunkcjonować w pierwszym zespole - zaznacza szkoleniowiec.

Michał Knura



Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się