Lepiej niż oczekiwano

Rozmowa z Bogusławem Baniakiem, byłym trenerem Miedzi Legnica

Fot. Krzysztof Dzierżawa/PressFocus

Jak pan ocenia szanse Miedzi na bezpośredni awans do ekstraklasy? Jest w stanie pokrzyżować szyki duetowi Bruk-Bet Termalica Nieciecza - Arka Gdynia?

- Jestem uczuciowo związany z Miedzią, mile wspominam pracę w tym klubie. Przed rozpoczęciem sezonu zastanawiałem się, jaka wieża Babel zjedzie do Legnicy. Zazwyczaj latem Miedź dokonywała ogromnej rotacji w kadrze, niektóre zakupy były dobre, inne nieudane. Ku mojemu zaskoczeniu teraz nie sprowadzono tabunu obcokrajowców, zatrudniono miejscowego trenera, bo przecież Ireneusz Mamrot wywodzi się z Głogowa, szatnia w większości też jest polskojęzyczna. Twierdzę, że jeżeli zimą nie będzie zakupów na oślep, nie będzie „wariacji” transferowych, to Miedź awansuje bezpośrednio razem z Bruk-Betem. Arka sama podała legniczanom pomocną dłoń, zwalniając trenera Tomasza Grzegorczyka. Dla mnie to niezrozumiała decyzja, ale to problem działaczy z Gdyni.

Drużyna trenera Mamrota w 19 meczach zdobyła 38 pkt, czyli średnia to 2 punkty. Liczył pan może na... więcej?

- Wynik zdecydowanie przerósł moje oczekiwania. Spodziewałem się, że po pierwszej rundzie Miedź będzie na 5-6. miejscu, z perspektywą walki o pierwszą dwójkę. Jestem zatem mile zaskoczony.

Drużyna z Legnicy była jedną z najbardziej bramkostrzelnych na zapleczu ekstraklasy, lepsze były tylko Bruk-Bet i Arka Gdynia...

- Dla mnie wartością dodaną w Legnicy jest transfer Chorwata Benedika Miocza; bardzo fajnie i widowiskowo grają piłkarze na pozycjach „7” i „11”. Zarówno w statystykach u siebie i na wyjeździe Miedź jest w top 3.

W zespole znad Kaczawy nie zauważyłem zdecydowanego lidera, a akcenty są rozłożone na kilku zawodników. To pomaga czy przeszkadza?

- Taki układ sprawia, że drużynę trudniej rozszyfrować. Obowiązki rozkładają się na kilku zawodników, więc trudniej odgadnąć, kto w danym momencie będzie najgroźniejszy, na kim trzeba skupić największą uwagę.

Gole dla pańskiego byłego zespołu strzelało aż 16 zawodników!

- To bardzo dobrze, bo świadczy o tym, że na siłę nie lansujemy króla strzelców. To utrudnia „identyfikację” zespołu, bo powstaje dylemat, czy wyłączamy „9”, czy musimy zaopiekować się kilkoma zawodnikami.

Najbardziej zaskoczony był pan porażką...

- Nie tylko dla mnie najbardziej rozczarowująca była ostania porażka na własnym boisku z GKS-em Tychy. Nie nazwę jej kompromitującą, ale na pewno najbardziej boli sympatyków Miedzi. Koncentracja na najwyższym poziomie jest niezbędna w każdym meczu, zwłaszcza w tych pozornie łatwiejszych. Owszem, I liga jest nieprzewidywalna, wpadki były i będą, ale rolę przypadku trzeba ograniczyć do minimum.

Na jakich pozycjach w pańskiej ocenie zespół potrzebuje wzmocnień?

- Przede wszystkim trzeba zaostrzyć rywalizację na pozycji nr „9”, przydałby się lepszy lewy obrońca albo wahadłowy z dominującą lewą nogą. Myślę o takich transferach w kontekście występów w ekstraklasie, ale nie robiłbym więcej niż 2-3 ruchów. Jeżeli coś dobrze funkcjonuje, to nie powinno się tego na siłę ulepszać.

Rozmawiał Bogdan Nather