Leo, oddaj Złotą Piłkę!

Rozmowa z Romanem Koseckim, byłym reprezentantem Polski, triumfatorem rozgrywek MLS w barwach Chicago Fire

Wszystko, co najważniejsze, dzieje się teraz za oceanem – zdaje się wskazywać Robert Lewandowski. No to też tam jedzie. Fot Tomasz Jastrzębowski/Press Focus

Miały być dziesiątki milionów dolarów w Arabii Saudyjskiej, będzie marne 20 za sezon Roberta Lewandowskiego w Chicago. Co pan na to?

- Kiedy tylko pojawiła się informacja o odejściu Roberta z Barcelony, od samego początku mówiłem, że najlepiej mu będzie w Chicago Fire. Myślałem, że trafi tam jeszcze przed mistrzostwami świata. Nie doszło do tego. A jeśli teraz wszystko się potwierdzi już tak na 100%, to jest to bardzo dobry news dla tamtejszej Polonii, z niecierpliwością oczekującej na jego przybycie.

Bo będzie mieć swoją gwiazdę, jak miała prawie trzy dekady temu?

- Robert będzie gwiazdą MLS-u, razem z Leo Messim czy Thomasem Muelllerem. Nie mam co do tego wątpliwości. A co do polskich gwiazd: był nią w tamtym czasie przede wszystkim Piotrek Nowak, pod którego była drużyna budowana. Był liderem, kapitanem. A my, z Jurkiem Podbrożnym i Luboszem Kubikiem u jego boku, uczyliśmy wtedy Amerykanów soccera. I – jak widać – nieźle ich podszkoliliśmy (śmiech). Mieliśmy wtedy w szatni jeszcze m.in. Chrisa Armasa i Jessego Marscha – dzisiejszego selekcjonera Kanadyjczyków.

Mundial wyraźnie pomaga w promocji soccera?

- Generalne MLS zrobiła ogromny postęp, jeżeli chodzi o organizację i finanse w porównaniu do czasów, kiedy my w niej graliśmy. Robert będzie zadowolony! Kontrakt ma bardzo dobry, do tego bonusy. Będzie też robić swoje biznesy, a i żona poprowadzi swoje projekty.

A Chicago jako miejsce do życia?

- Niczego mu nie brak. Trenowaliśmy w ośrodku 20 mil od downtown, czyli centrum miasta. Jedynie na mecze jeździliśmy na Soldier Field. Po meczach – na które przychodził często Andrzej Gołota – z reguły było after party...

na które pewnie Gołota też zaglądał?

- Oczywiście. Poza tym były spotkania i grille, najczęściej nad jeziorem Michigan. O właśnie! Robert sobie jacht kupi i po tym jeziorze będzie pływać; bo wiemy, że to lubi. Rodzinka powinna być tam szczęśliwa.

Sportowo nie straci?

- Będzie mieć tam dużo wyzwań sportowych, nie jedzie tam na wypoczynek. Życzę mu, żeby zdobył mistrzostwo z Chicago Fire. Co więcej, życzyłbym sobie, żeby w finale Strażacy zagrali z Interem Miami, skoro tam gra Messi, i żeby go pokonali. Robert mógłby wtedy podejść po meczu do Leo i powiedzieć mu prosto w oczy: „Wiesz, wtedy ta Złota Piłka to mnie się należała. Teraz możesz mi ją oddać” (śmiech).

Mówił pan o rozwoju MLS. Rozumiem, że za waszych czasów jeszcze z kontraktów piłkarskich nie można sobie było kupić jachtu?

- To był dopiero początek MLS-u, więc kontrakty nie były takie, jak w tej chwili. Ale nie można czasów porównywać. Jak grałem w piłkę, to też mi Robert Gadocha czy Jan Tomaszewski mówili, że za ich czasów grywali za dużo mniejsze pieniądze. Ja tam w kieszeń nikomu nie zaglądam. Ja po prostu się cieszę, że Polonia będzie zadowolona.

A rdzenni Amerykanie zauważą, że „Lewy” przyjechał?

- Oczywiście, że Amerykanie mają swoje sportowe religie: football – ten ichni, z jajowatą piłką, a nie nasz; baseball, basketball, ice hockey... Ale na piłce – soccerze – też się znają coraz lepiej, a mundial pokazuje, że jest na niego boom. Chicago ma teraz wspaniały ośrodek treningowy, więc nie mam wątpliwości, że Robert trafia do klubu bardzo dobrze zorganizowanego, może nawet jednego z TOP 10 na świecie?

Ile jeszcze mu tego przygotowania fizycznego starczy? I mentalu, by bić się o najwyższe cele?

- Nie wiem, ile jeszcze będzie chciał grać, ale spokojnie ze trzy sezony mógłby jeszcze poczarować w MLS.

I będzie – zwłaszcza wśród Polonii - boom na jego koszulki i biznesy pani Anny?

- Myślę, że tak. Tam się prowadzi sportowy, proaktywny styl życia, Amerykanie lubią różnego rodzaju diety. Widziałem na własne oczy, jak ktoś kupował w sklepie hamburgera i hot doga, ale za to z colą zero (śmiech). Myślę, że Lewandowscy spokojnie będą mogli realizować różne fajne pomysły.

No to jeszcze przekornie spytam na koniec: skoro Lukas Podolski przyjechał – jak obiecał – pograć w Polsce, to nie żal panu, że „Lewy” pięknej kariery nie skończy w Lechu?

- Nie wiem, co mu tam w głowie gra. Pewnie fajnie by było... Messi – o ile wiem – też na koniec chce wrócić do swojego macierzystego klubu w Argentynie. Na razie Robert, jak widać, wybrał jednak wyzwanie sportowe. Chicago szykuje jeszcze parę ruchów transferowych. W końcu ktoś musi piłki dogrywać „Lewemu”, co nie?

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski

Roman Kosecki jest przekonany, że Robert Lewandowski „odnajdzie się” w Chicago... Fot. Piotr Matusewicz / Press Focus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się