Legenda spełniona
Pech, który na igrzyskach prześladował Mikaelę Shiffrin, to już przeszłość - zdobyła złoto w slalomie.
Mikaela Shiffrin zbiera zasłużone gratulacje. Fot. PAP/EPA
Mikaela Shiffrin przyjeżdżała do Włoch jako pewniaczka do medali. 30-letnia Amerykanka to wszak najbardziej utytułowana narciarka w historii alpejskiego Pucharu Świata, pięciokrotna zwyciężczyni klasyfikacji generalnej PŚ. Po tym, jak zawaliła przejazd w w kombinacji, a potem była dopiero 11. na trasie slalomu giganta, w środę stanęła przed ostatnią szansą na medal. Od startu była bardzo skoncentrowana i jej pierwszy przejazd wypadł perfekcyjnie. Wyrobiła sobie ogromną zaliczkę, 0,82 sekundy nad drugą, Niemką Leną Duerr, która w finałowym przejeździe pomyliła się już na pierwszej tyczce! Trzecie miejsce zajmowała Szwedka Cornelia Oehlund, która w drugim przejeździe... złamała kijek. Amerykanka tymczasem uzyskała drugi czas drugiego przejazdu, czym wyprzedziła srebrną medalistkę Rast aż o 1,5 sekundy i trzecią w klasyfikacji Swenn Larsson o 1,71. — To moment, który wydaje się naprawdę wielki — mówiła wzruszona Shiffrin dla NBC. — Szczerze mówiąc, to na samej jeździe zależało mi najbardziej. Oczywiście medal i złoto to spełnienie marzeń, ale w tym tygodniu powiedziałam sobie po prostu: przestań marzyć, po prostu jedź. Przez cały ten czas czekałam na dwa dzisiejsze przejazdy po 45 sekund, żeby móc po prostu pojechać. Jestem taka szczęśliwa, że udało mi się zrobić właściwą rzecz we właściwym momencie - mówiła bohaterka dnia.
Jej przejazd na linii mety obserwowała matka, a gdy Mikaela przejechała „kreskę", publiczność zgotowała jej owację na stojąco. Niewykluczone, że to jej ostatnie igrzyska. Jest zaręczona i planuje założyć rodzinę. W Pucharze Świata rywalizuje już od 15 lat.
Polskę na zakończenie konkurencji alpejskich reprezentowała Aniela Sawicka. Z jej wyjazdem wiązało się sporo zamieszania, bo przypomnijmy, że PZN wytypował Nikolę Komorowską (wbrew zasadom, które sam opracował), a ta po kilku dniach jednak zrezygnowała, co otworzyło drogę dla Sawickiej (ona spełniła wymogi). W pierwszym przejeździe nasza zawodniczka skupiała się, by nie wypaść z trasy. Jechała zachowawczo. Straciła blisko sześć sekund do prowadzącej po pierwszej serii Shiffrin i zajmowała 49. miejsce.
- To mój debiut w igrzyskach. Wszystkiego wokół jest dużo więcej niż na normalnych zawodach. Starałam się wyciszyć, bo czułam się trochę jak w wesołym miasteczku. Nie jestem zadowolona z pierwszego przejazdu. Czuję, że powinnam być bardziej agresywna. Miałam swoją wizję, ale nie do końca ją wykonałam - mówiła po pierwszym przejeździe na antenie Eurosportu. W drugim pojechała odważniej, ale po kilku sekundach wypadła z trasy i nie została sklasyfikowana.
(pp)
