Lechici, oszczędzajcie nasze serca!

Rozmowa z Czesławem Jakołcewiczem, legendarnym obrońcą Lecha, trzykrotnym mistrzem Polski w jego barwach

Wojciech Mońka czasem wsadza głowę tam, gdzie inny nie wsadziłby nogi. Ale w pierwszym meczu z Szachtarem nawet to niewiele dało... Fot. Paweł Jaskółka / Press Focus

Oglądał pan pierwszy mecz Lecha z Szachtarem?

- Tak, ale... nie do końca. Muszę szanować moje serce, nie wolno mi się zbytnio denerwować. A jak tu się nie denerwować, jak się widzi taką grę w obronie?!

No właśnie miałem o to pytać! Co tam się stało w tej formacji i w grze obronnej całej drużyny?

- Bardzo zdziwiony byłem, że Poznaniacy tak optymistycznie zaczęli, tak otwarcie podeszli do tego spotkania. Odkryli się całkowicie, dali się kontrować. Jakby zgubiła ich pewność siebie, przekonanie, że z każdym rywalem mogą tak grać i wygrywać. Niestety, w pucharach nie można niefrasobliwie grać. Obrońcy zostawali „jeden na jednego” z rywalami, brakowało im wsparcia, asekuracji. Pojedynki z tyłu, osamotnieni obrońcy... Efekt jest taki, że odrobienie straty będzie strasznie trudne.

Faktem jest, że Brazylijczycy w szeregach Szachtara – wszyscy w okolicach dwudziestki – zagrali na poziomie w ekstraklasie w zasadzie nieoglądanym...

- To prawda. Ale to żadne zaskoczenie - oni grają dla siebie, bo chcą się sprzedać do jeszcze mocniejszych klubów europejskich. Puchary to dla nich świetne okno wystawowe.

Żeby myśleć o ewentualnym odrobieniu strat, nie wolno Lechowi w Krakowie stracić gola. Myśli pan, że da się to zrobić? W niedzielę w Lubinie się udało...

- Jednak, paradoksalnie, Poznaniacy popełnili tam podobne błędy! Natomiast być może byli bardziej skoncentrowani i lepiej się wzajemnie asekurowali. Rzecz natomiast w tym, że w Krakowie muszą wygrać. A więc znów muszą ruszyć do przodu, by strzelać gole. I ryzykować odkrycie w tyłach. Ale, cholera, to są profesjonaliści, niech więc zagrają jak profesjonaliści!

Jak Jagiellonia we Florencji!

- Na przykład. Tamten mecz pokazał, że w tym pucharze naprawdę można wygrać z każdym rywalem. Potrzeba tylko spokoju i motywacji. Pan patrzy: Sporting miał w Lidze Mistrzów do odrobienia trzy bramki. I zagrał z takim zacięciem, ambicją, że w drugiej połowie dogrywki jego zawodnicy już nie biegali, a chodzili. Ale dopięli swego.

Czego potrzeba Lechowi, poza pewnością w obronie?

- Szybszego grania. Zwłaszcza przy wyprowadzaniu piłki. Wie pan, ten biedny Bartek Mrozek chyba naprawdę uwierzył, że dobrze gra nogami. A tymczasem kiedy widzę zagranie Lecha do tyłu, przełączam na inny kanał, by oszczędzać moje serducho. On świetnie broni na linii, ale nie powinien brać się za rozgrywanie. Tym bardziej że często czeka z zagraniem do ostatniego momentu. I kiedy już wybierze partnera, któremu dogra piłkę, ten już ma zazwyczaj rywala na plecach!

Ale przecież nie z tego powodu Lech ma w tym sezonie tak wiele straconych bramek i tak mało meczów „na zero z tyłu”.

- Generalnie nie umiem zrozumieć tego zespołu. Dwa mecze zagra tak, że nie da się na niego patrzeć. A potem nagle, po fali krytyki, wszyscy w szatni się koncentrują i kolejnych kilka spotkań grają dobrze pod każdym względem: taktycznie, w obronie, w ataku. Asekurują się nawzajem, bronią całym zespołem i całym atakują. I kiedy już wygrają te mecze, znów przychodzi rozluźnienie, dekoncentracja.

Krótko mówiąc: więcej skupienia w każdej grze, a nie tylko w tych wybranych?

- No przecież musimy od nich tego wymagać! To – jak powiedziałem – profesjonaliści, którzy przyjechali tu zarabiać duże pieniądze. Niech pokażą, że są ich warci. Jak Polak wyjeżdża do obcej ligi, to nie ma „przeproś”: musi zapieprzać. Więc niech zagraniczni też zapieprzają u nas.

Narzekamy na grę obronną Lecha. A w tej defensywie to my mamy parę naszych piłkarskich nadziei: Gurgula, Mońkę...

- Szukajmy właśnie takich zawodników, takich obrońców jak Mońka. To nie musi być wirtuoz w rozgrywaniu, ale musi obrońca znający swój fach: wyprzedzenie, odebranie piłki i... oddanie koledze z II linii, żeby ją rozegrał. A stoper ma tylko nie przegrać „jeden na jeden”, wygrać górną piłkę, wyblokować, zablokować, przeciąć podanie, a ostatecznie – po prostu wybić. To jest jego główne zadanie. A ja mam wrażenie, że dziś obrońcy głównie chcą bramki strzelać.

Mówimy o nastolatkach w defensywie. A gdzie jest Mateusz Skrzypczak?

- Dobre pytanie. Popadł w totalny marazm. Bardzo dużo popełnia błędów w rozgrywaniu piłki, ma za dużo strat i złych podań. A na tej pozycji nie może mieć takiej niecelności, bo to się zawsze źle kończy. No i śpi chwilami w tej defensywie. Nie tylko on zresztą. Nie ma komunikacji, nie ma przekazania zawodnika. Ileś bramek mniej by padło, gdyby sobie piłkarze na boisku podpowiadali. A tu widzę, że ten zapomni, tamten się da wyprzedzić, jeszcze inny się zdziwi, skąd mu się rywal wziął za plecami. Przekazu słownego nie ma. Ech...

Narzeka pan, ale... wciąż pan w Lecha wierzy, prawda?

- Mam nadzieję, że da nam trochę radości. Może nawet i przegrać, ale niech pokaże dobrą grę. Tym bardziejże potem mamy jeszcze końcówkę ligi i nadzieje na obronę tytułu. Więc zaapeluję: Lechici, oszczędzajcie nasze serca!

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski

Czesław Jakołcewicz. Fot. Jakub Kaczmarczyk / Press Focus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się