Ławą, ale z rozumem
LIGOWIEC - Dariusz Leśnikowski
W obecnym sezonie – zdecydowanie najdziwniejszym i najbardziej szalonym od czasów, gdy w pierwszej dekadzie XXI wieku interwencja organów ścigania państwa urwała łeb hydrze korupcji – w dobrym tonie jest walenie jak w bęben w tych, którzy za ogromne pieniądze zbudowali jedynie zamki z piasku. Z każdej strony dostaje się więc przede wszystkim i Legii, i Widzewowi – w obu przypadkach dostępne/zainwestowane w zespół (i trenerów!) środki nijak się mają do sportowej wartości prezentowanych przez legionistów i widzewiaków na murawach.
Wobec zapaści tych dwóch klubów – należących historycznie do „elite group” rozgrywek o mistrzostwo Polski – nieco w cieniu pozostaje zadyszka Pogoni. A przecież to właśnie w Szczecinie chyba najbardziej zachłyśnięto się nazwiskami i wpisami w życiorysach kontraktowanych gwiazd („gwiazd”?). Mistrz świata (Benjamin Mendy), faceci prosto z Bundesligi (Attila Szalai) i z Premier League (Sam Greenwood), do tego jeszcze Angielski (choć polski...) snajper – mieszanka wydawała się absolutnie wybuchowa, może nawet na miarę pierwszego w historii klubu (jakiegokolwiek) trofeum, które wstawiłoby się do gabloty. Efekt? Widzimy go w tabeli: bardzo nieznaczna przewaga nad strefą spadkową, bez gwarancji skutecznej walki o utrzymanie. Walki, w której ciężar odpowiedzialności składa się w ostatnich tygodniach m.in. na barki... szesnastolatka!
Oczywiście fantastycznie, że wypatrzono w rezerwach Natana Ławę – skądinąd wielce utalentowanego, ale i charakternego (po tacie Bartoszu – ponad 200 gier w ekstraklasie) - i wpasowano go w seniorską ekipę. Tegosezonowy przykład Zagłębia Lubin pokazuje, że kiedy młodzież wchodzi do ligi – nomen omen – ławą, niekoniecznie szykować się trzeba na rozczarowanie. Czasami jednak przychodzi zapłacić frycowe – vide sześć ostatnich meczów „Miedziowych” i pięć porażek. Bo radzenie sobie z presją (i szansą na sukces) rzadko bywa wrodzonym przywilejem młodości (w piątek emocje zjadły Marcela Regułę, któremu zdecydowanie nie posłużyły szum wokół jego osoby i obecność na okładce portugalskiego magazynu A Bola). Czy szczeciński nastolatek – jedyny (!) Polak w wyjściowym składzie Pogoni – gotów jest na zmierzenie się ze stresem wartym miliony? Bo tyle przecież warte jest miejsce w ekstraklasie, o które teraz wychowanek Pogoni – a więc związany z klubem bardziej niż inni - walczyć ma w otoczeniu legii zaciężnej, która za chwilę, zwłaszcza w razie ewentualnego niepowodzenia, ruszy po prostu w świat?
I jeszcze dygresja, skoro przy Pogoni jesteśmy: odnotujmy na zasadzie wyjątkowości tej sytuacji, że w jej meczu z Cracovią gole strzelali wyłącznie Amerykanie, czego (chyba) do tej pory nie odnotowaliśmy w ekstraklasie. Większą wagę indywidualnie miał gol Kellyna Acosty; choć jego reprezentacyjny dorobek jest bardzo okazały, od ponad trzech lat powołania przestały doń przychodzić. Ale ponoć nadzieja umiera ostatnia... Kahveh Zahiroleslam to z kolei przypadek ciekawy – chciałoby się rzec – geopolitycznie: urodził się w Stanach Zjednoczonych, rodzice jednak są Irańczykami. Kiedy podpisywał kontrakt z Cracovią nie krył, że mundial 2026 to jego marzenie. Sezon w ekstraklasie nie otwarł mu jednak drogi do reprezentacji żadnej z jego dwóch „ojczyzn”, których barwy mógłby reprezentować. Tak czy siak – barwna ta nasza ekstraklasa...
