Lato lubi to
Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado
Uwielbiam losowania piłkarskich mundiali. Oglądam je od 1985 roku, ich czarująca atmosfera zawsze była odświętna, one sprawiały, że już jako bajtel z przejęciem wertowałem atlasy. Po raz pierwszy zdarzyło się, że jesteśmy losowani, choć nie wiadomo jeszcze, czy... w ogóle zagramy. Zaczęło się jednak od godzinnego, mocno żenującego, bezwartościowego kłapania paszczami i przyznania pokojowej nagrody FIFA nadymającemu się jak paw Donaldowi Trumpowi. Szkoda miejsca, przejdźmy do meritum.
Jeśli Polska awansuje - zagra z dwiema drużynami, z którymi już w finałach mundiali grała i z jedną, z którą spotka się po raz pierwszy. Tunezję pokonała 1:0 w 1978 roku po golu Grzegorza Lato, Japonię w identycznym stosunku czterdzieści lat później po golu Jana Bednarka. Tylko z Holandią jeszcze nie graliśmy (tak, wiem, jak to brzmi). Myślę, że możemy powalczyć. Trudno o - uważam - więcej konstatacji. Najpierw awansujmy.
Jan Urban rozmawiał podczas losowania z Javierem Aguirre, selekcjonerem reprezentacji Meksyku, z którym zna się jeszcze z czasów gry w Osasunie Pampeluna, obaj byli jej zawodnikami. Meksykanin przyznał, że chętnie zagrałby z nami w sparingu przed turniejem. Taki rekonesans u współgospodarza mundialu miałby sens...
A inne grupy? Jest parę starć, które wywołują mnóstwo wspomnień. Grupa śmierci? Tym razem takiej nie znajduję. Z pewnością uśmiechają się w Buenos Aires i okolicach. Nie wydaje się, że ktoś z grona Algieria - Austria - Jordania mógłby Scalonecie w grupie J zagrozić. W grupie C zagra Brazylia ze Szkocją, zaraz mam skojarzenie z 1982 rokiem, kiedy Canarinhos w grupie rozbili w fantastycznym stylu Dudziarzy 4:1, choć przecież przegrywali. Zico, Eder, Oscar i Falcao załatwili potem jednak sprawę. W grupie H Urugwaj zmierzy się z Hiszpanią. Zaraz przypomina się rok 1950 i grupa mistrzowska, jedyna w dziejach, w której Urusi, w drodze po sensacyjny tytuł, zremisowali z rywalami 2:2. No i rok 2002, czyli słynny mecz między Francją a Senegalem. Wtedy broniący tytułu Tricolores byli stuprocentowym faworytem w starciu z debiutującymi w finałach Lwami Terangi. Tymczasem w meczu otwarcia tamtych finałów przegrali 0:1, a jedynego gola strzelił zmarły dwa lata temu Pape Bouba Diop z ludu Wolof, mierzący 197 cm pomocnik, zwany Mastodontem. Teraz zmierzą się w grupie I - każdy inny wynik niż zwycięstwo Francuzów znów będzie sensacją.
Wyobraźcie sobie ogromne poruszenie u debiutantów. Jestem przekonany, że całe Curacao będzie oglądać mecz z Niemcami (podejrzewam, że gdyby nasi sąsiedzi wystawili reprezentację, dajmy na to, Lipska - i tak byliby faworytami. Jestem również przekonany, że wszystkie Wyspy Zielonego Przylądka (przedwczoraj nad nimi przelatywałem!) będą drżeć z ekscytacji w trakcie starć z Hiszpanami i Urugwajczykami. Gospodarze? Miejsca losowali im przywódcy narodu, Trump znów mógł błysnąć. Wszyscy mogą realnie myśleć o awansie. Nie byłoby fajnie, gdyby USA, Kanada czy Meksyk nie dały rady wyjść z grupy...
Tak czy inaczej - aż 104 mecze czekają nas latem przyszłego roku. Będzie się działo.
