Kuba to zrobił, to ja też mogę!
Rzuciłam się na metę wszystkim, czym mogłam. Dzięki temu wyrwałam ten medal – podkreślała Pia Skrzyszowska, brązowa medalistka w biegu na 60 metrów przez płotki.
Pia Skrzyszowska wywalczyła w Toruniu swój drugi medal halowych mistrzostw świata. Fot. PAP/Łukasz Gągulski
Polska lekkoatletyka pod dachem płotkami stoi! Dwa z czterech medali w Toruniu były dziełem właśnie specjalistów od biegu na 60 metrów przez płotki - złoty i brązowy. Finał kobiet był jedynym z ostatnich finałów 21. edycji halowych mistrzostw świata. Stojący na znakomitym i niezwykle wyrównanym poziomie bieg - wszystkie osiem finalistek uzyskało czas 7,90 lub lepszy - Pia Skrzyszowska zakończyła jako trzecia, a czasem 7,73 sek. wyśrubowała rekord Polski, który od ubiegłorocznych HMŚ w Nankinie wynosił 7,74 i też należał do 24-letniej lekkoatletki z Warszawy.
Po raz trzeci z rzędu halową mistrzynią świata została 30-letnia Devynne Charlton z Bahamów. Pierwotnie wynik 7,65 uznano za nowy rekord świata, ale ostateczna analiza wykazała wyrównanie jej własnego najlepszego rezultatu w historii. Druga na mecie Holenderka Nadine Visser wyprzedziła Polkę zaledwie o pięć tysięcznych sekundy! Z kolei Skrzyszowska od czwartej z wielkich faworytek, mistrzyni świata z Tokio na 100 m ppł Szwajcarki Ditaji Kambundji, była szybsza o dwie setne.
Chyba lepiej nie mogłaś sobie wymarzyć tej niedzieli - zagadujemy Pię Skrzyszowską. - Medal i rekord Polski u siebie w kraju, przy pełnych trybunach!
- To piękne zwieńczenie tego sezonu halowego. Muszę się przyznać, że na mecie nie zorientowałam się, że zrobiłam rekord Polski. Cieszyłam się z medalu i dopiero Nadine Visser mi to uświadomiła. Tutaj liczyło się miejsce, ale przy tym medalu rekord kraju to podwójna radość.
Właśnie, jeśli chodzi o rekord Polski, to długo zajęło ci uporanie się z czasem 7,77 Zofii Bielczyk, a teraz śrubujesz ten wynik co sezon.
- Jest progres, o jedną setną. I znowu na najważniejszej imprezie sezonu. Nie dało się tego zrobić lepiej.
Jakie emocje towarzyszyły ci od rana w niedzielę?
- Rano miałam dużo stresu, trybuny były praktycznie pełne. Słychać było różnicę, gdy polski sportowiec stał na starcie. To mnie w południowych eliminacjach trochę zestresowało, ale po południu dodało mi już tej motywacji, aby walczyć o jak najwyższe miejsce.
Finisz na miejscach od drugiego do czwartego był „na żyletki”, bałaś się, że znowu jak rok temu w Nankinie zabraknie tysięcznych ułamków do medalu?
- Faktycznie, za metą nie byłam pewna, które miejsce zajęłam. Rzuciłam się na metę wszystkim, czym mogłam. Dzięki temu wyrwałam ten medal. Potem był wybuch emocji, no radość. Zrobiłam rundę honorową po hali, która spowodowała wielką zadyszkę (śmiech), ale widziałam wszystkich kibiców, którzy mnie dopingowali, rodzinę. To było wspaniałe!
Imponujesz ostatnio skutecznością – najlepsze wyniki na głównych imprezach sezonu. Nie jest to takie powszechne u innych…
- Czuję, że dobrze sobie radzę pod presją. Natomiast ona przy polskiej publiczności była czymś innym. Cieszę się, że tak to się skończyło i kolejny raz pokazałam, że w najważniejszym momencie daję z siebie wszystko.
To cała tajemnica twojego sukcesu?
- Jakieś dwa tygodnie przed docelowym startem dzieje się u mnie jakaś katastrofa. Odbijam się od dna i robię coś lepiej. W tym roku był to falstart na mityngu w Berlinie, którego moim zdaniem wcale nie było. Ale nie chcę do tego wracać. Byłam jednak tym występem podłamana. A gdy coś zakłóci mój spokój, dostaję dzięki temu dodatkowego kopa.
Devynne Charlton z Bahamów wyrównała własny rekord świata 7,65, czy jest w zasięgu?
- Jest fantastyczną zawodniczką. Ale zbliżam się do niej. Za dwa lata halowe mistrzostwa świata w Indiach. Może tam się uda?
To już twój drugi brąz HMŚ. Który cenisz bardziej?
- Szczerze mówiąc, nie wiem. Ten z Glasgow dwa lata temu dodał mi wiary, że mogę to zrobić, ale każdy z tych medali jest dla mnie bardzo ważny.
Czy o dzień wcześniejsze złoto Kuby Szymańskiego mogło cię natchnąć?
- Myślę, że tak! Bardzo dobrze się to oglądało, szalenie cieszy mnie jego sukces. Fenomenalny bieg. Spędziliśmy w Toruniu obóz przygotowawczy. Po tym jego złocie pomyślałam sobie – ok, Kuba to zrobił, ja też mogę. Polskie płotki stają się światową potęgą!
W ramach odpoczynku po mistrzostwach Kuba będzie spał ze swoim psem. A jaki ty masz plan na relaks po swoim sukcesie?
- Mam w plecaku czekoladę. Bardzo dużą, moją ukochaną. Obiecałam wielu osobom, że się z nimi nią podzielę, ale nie wiem, czy nie zjem jej sama. W Toruniu są moje siostry z psami. Chętnie się z nimi spotkam.
Tomasz Mucha.
