Kto do kogo nie dojeżdża

Z DRUGIEJ STRONY - Mariusz Rajek

Choćby nie wiem, jak wybrzydzać na Ligę Konferencji – a to, że poziom nie taki, a to, że rywale z totalnych peryferii Europy (a nawet Azji) – chyba nie ma nikogo, kto nie uśmiechnąłby się z dumą, że po czterech seriach gier mamy zapewniony występ dwóch polskich klubów na wiosnę! A i trzeci pewnie się tam znajdzie.

To wydarzenie absolutnie bez precedensu, bo przez dekady granie naszych klubów na wiosnę na froncie europejskim było wręcz zjawiskiem paranormalnym i zdarzało się tak często jak burza z piorunami w styczniu. Raków i Jagiellonia zrobiły robotę. Po dwie wygrane i dwa remisy zapewniły ekipom Marka Papszuna i Adriana Siemieńca przedłużenie abonamentu na dwie kolejki przed końcem tegorocznego grania. Oba w zupełnie innych nastrojach i okolicznościach.

Raków z Papszunem jeszcze, choć w tej telenoweli wszystko zdarzyć się może. W momencie czytania tego tekstu szkoleniowca w Częstochowie może już nie być, może być odsunięty od drużyny. Nie można też całkowicie wykluczyć scenariusza, w którym wypełni kontrakt pod Jasną Górą do samego końca, mimo że myślami jest już w Legii – wprost mówi, że chce podjąć się misji ratowania stołecznych. Nie wiemy, co dokładnie zaszło pomiędzy nim a właścicielem klubu Michałem Świerczewskim, ale z pewnością nie było to błahe, skoro Papszun chce po blisko dziesięciu latach (z roczną „dziekanką”) zostawić piłkarskiego samograja. Bo tak dziś postrzegać trzeba Raków, który rozstawia po kątach uznane w Europie marki, z tymi z wyższej półki – jak Sparta Praga – potrafi walczyć jak równy z równym.

Przed laty, gdy Zlatanowi Ibrahimoviciowi średnio szło w Mediolanie, mówiono, że nie dojeżdżał do Interu. Gdy przeszedł do Barcelony, okazało się, że to Inter nie dojeżdżał do Ibrahimovicia. Analogiczne przeciąganie liny obserwujemy teraz w polskim wydaniu. W Rakowie są rozgoryczeni postawą szkoleniowca, słychać głosy o zdradzie i niewdzięczności. Jednak tylko przejście do Legii może udzielić odpowiedzi, czy trener Papszun jest już za duży na Raków i nie może dłużej czekać na większe wyzwanie. A może to w Częstochowie okaże się, że jednak istnieje życie po Papszunie, a sam szkoleniowiec podejmie (podjął) decyzję, która być może okaże się nawet błędem życia?

Papszun stawia przed sobą wyzwanie z kategorii tych największych. Legii nie dało się ujarzmić jeszcze nikomu, choć próbowało wielu. Posprzątanie stajni Augiasza to przy bałaganie, jaki panuje przy Łazienkowskiej, mały pikuś. Drużyna jest w zupełnej rozsypce. Ledwo wystaje ponad strefę spadkową, z Pucharu Polski odpadła na pierwszej przeszkodzie, a w Lidze Konferencji prawdopodobnie będzie jedynym polskim klubem, który zakończy zmagania na fazie ligowej. W czwartek była kompletnie beznadziejna, bezradna i bezzębna w starciu ze Spartą u siebie (0:1). Tą samą, z którą Papszun całkiem nieźle pograł w Pradze (0:0). Problem w Legii grającej bez trenera będzie się tylko pogłębiał, presja na jak najszybsze załatwienie sprawy będzie rosnąć z każdym dniem.

Jest tylko jeden problem – Świerczewskiego nikt i nic nie goni, może podbijać stawkę i przeciągać sprawę do woli. A do tego jak mało kto nie lubi, gdy ktoś próbuje wywierać na nim presję. Dalsze odcinki tego serialu będą z pewnością ciekawsze od niejednego meczu. Z jakim finałem? I czy będzie tylko jeden sezon? Czas pokaże – cytując pieśniarza kojarzonego akurat z Białymstokiem. Ale o Jagiellonii innym razem...

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się