Kto albo co zwolni trenera Urbana?

SPORT I PARAGRAFY - felieton Roberta Kiłdanowicza

Choć już wystartowała liga, rozpoczęły się europejskie puchary, to chyba w dalszym ciągu wakacyjny slow motion wybija rytm czasu. W sezonie ogórkowym pojawiają się takie tematy, które mają wypełniać kontent różnego rodzaju mediów. To trochę nieetyczne kuglowanie z czytelnikami pozornie ważnymi sprawami, które mają imitować istotę opisywanych wydarzeń. Takich metod w „Sporcie" nie stosujemy.
W ostatnich dniach pojawił się mocno naciągany temat dotyczący rzekomo „zachwianej pozycji” selekcjonera Jana Urbana. Ze źródeł okołopezetpeenowskich dowiadujemy się, że nad trenerem Urbanem zbierają się czarne chmury. No właśnie, lecz nie wiadomo z jakiego powodu pozycja selekcjonera staje się coraz mniej pewna; cóż się takiego wydarzyło, że nią zatrzęsło?

Oczywista jest okoliczność, że ten trener nie był pierwszym wyborem prezesa Kuleszy. Szef PZPN dosyć długo, jak to ma w zwyczaju, dokonywał wyboru Urbana na bossa Biało-czerwonych po rezygnacji Michała Probierza. W istocie wyboru dokonała polska opinia publiczna, przymuszając do tego rozwiązania Cezarego Kuleszę. Trener Urban w swojej krótkiej karierze reprezentacyjnej popełnił kilka błędów, a najbardziej dotkliwy wydarzył się w barażu ze Szwecją o mundial. Doceniać jednak trzeba jego kunszt, którym wcześniej doprowadził do tego, że w ogóle mogło dojść do tego decydującego starcia w Skandynawii, bo wcale się na to nie zanosiło - z wielu przyczyn, ale to temat na inny tekst. Analizując teraz, co jest powodem  „zachwianej pozycji” oraz kto jest nią zainteresowany - bo w takich kategoriach należy takie kwestie rozpatrywać - rozbieramy na czynniki pierwsze posunięcia PZPN-u i zachowania Jana Urbana. 

Jan Urban, selekcjoner polskiej reprezentacji, musi liczyć się z podstawianiem nóg. Fot.Tomasz Jastrzebowski / Foto Olimpik / PressFocus

To oczywiste, że aktualny trener polskiej reprezentacji nie jest wybrańcem środowiska warszawskiego, zwłaszcza jest to widoczne po odejściu śp. Jacka Magiery i wyborze na asystenta Hiszpana Kibu Vicuny, choć faktycznie jest on naturalizowanym Polakiem, lecz nie ma to większego znaczenia, bo środowisko stolicy chciało mieć swojego człowieka w otoczeniu selekcjonera. Cóż więc takiego spowodowało opór środowiska, że rozpoczęła się krucjata anty-Urbanowa?

Opierając się na informacjach medialnych różnego pokroju żurnalistów i ekspertów, zarzuty przeciwko trenerowi biorą się stąd, że nie pojechał na mundial na żywo obserwować naszych bezpośrednich przeciwników w Lidze Narodów, tj. Szwecji oraz Bośni i Hercegowiny. To fakt, lecz wysłał w imieniu sztabu szkoleniowego swojego zaufanego człowieka, właśnie Vicunę.

Tu chciałbym rozprawić się z pewną legendą i mitem takich bezpośrednich obserwacji. W dawnych czasach, kiedy nie było dostępu technologicznego do obrazowania przestrzeni, rozkładania na czynniki pierwsze drużyny przeciwnej, wspomaganego wszelakim oprogramowaniem, nierzadko AI, może to miało jakiś sens, ale dzisiaj oznaczać może bardziej kwestie reprezentatywnego zaistnienia „na salonach”, bo chyba nie zawsze o to chodzi, żeby wyjechać z domu pod byle pretekstem. Pisząc z przekąsem, mam nadzieję, że sprawa ewentualnego rozstania się Urbana z polską reprezentacją z powodu jego absencji na mistrzostwach świata w ogóle by nie zaistniała w przestrzeni publicznej i brzmiała by jak dobry żart, gdyby nie był to sezon ogórkowy.

Jeśli rzeczywiście polska federacja chciała się pożegnać z selekcjonerem Urbanem, to lepiej było po nieudanym finale kwalifikacji w Sztokholmie. Aktualny kalendarz rozgrywek jest tak przeładowany, że to był jedyny rozsądny termin. Kolejne odsłony „dzielenia włosa na czworo”, że coś trener Urban robi nie tak i wiszą nad nim czarne chmury bez wskazywania konkretnej przyczyny, są obraźliwe dla intelektu kibiców, jednak pokazują, że rozpoczęło się zarządzanie percepcją opinii publicznej w kontekście trenera i chyba bardziej chodzi o unaocznienie na „jakim pstrym koniu łaska nie kibica, a mass mediów jeździ”.

Nie chce mi się wierzyć, że jest jakiś nowy, niespodziewany a realny kandydat na zastąpienie Jana Urbana i nie potrafię znaleźć żadnych racjonalnych przesłanek do zmiany personalnej, a i nie przesądza o tym fakcie okoliczność przedłużenia przez PZPN umowy z selekcjonerem wiosną tego roku. Akurat kwestię inżynierii prawno-negocjacyjnej prezes Kulesza, uwzględniając wcześniejszy fakt reprezentowania jednego z kandydatów na funkcję selekcjonera, posiada na profesjonalnym poziomie, dlatego jestem przekonany, że w przypadku niezadowalającego wyniku sportowego (tzw. cele pośrednie realizacji umowy) polskiej reprezentacji, PZPN będzie miał możliwość zakończenia współpracy z trenerem Urbanem przed terminem wygaśnięcia jego umowy (do końca eliminacji Euro w 2028 roku).

Bezspornie tylko forma drużyny taka, jak w końcówce eliminacji, w zasadzie poza rywalizacją ze Szwecją, gwarantuje wypełnienie umowy coacha zgodnie z terminem jej wygaśnięcia i tylko to będzie rozstrzygające. Teraz całe przepychanie powietrza i bicie piany to nic innego jak nieistotne didaskalia dotyczące uwarunkowań pozamerytorycznych, na które my, Polacy, trochę dajemy się nabierać.

_______________________________________
* Robert Kiłdanowicz jest doktorem nauk prawnych. W przeszłości występował m.in. w I-ligowych (wg dzisiejszego nazewnictwa ekstraklasowych) zespołach Stomilu Olsztyn, Widzewa Łódź czy Śląska Wrocław.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się