Krótko, za to dosadnie

Pod Wawelem nie mogą dojść do siebie po porażce z Legią. Nie musiało tak być, a pretensje są kierowane w stosunku do arbitra. I nie tylko jego.

O meczu Wisły przy Łazienkowskiej głośno cały czas. Krakowianie kierują słuszne pretensje. Fot. Weronika Morciszek/Pressfocus.pl

WISŁA KRAKÓW

Biała Gwiazda ma w tym sezonie ogromne problemy z grą w delegacji. Na pięć wyjazdowych gier zaliczyła dwa remisy i trzy przegrane. Przegrane na trudnym terenie, bo oprócz porażki przy Łazienkowskiej w niedzielę wieczorem, także wcześniej w Zabrzu z liderem 1:2 i po wymianie ciosów z Piastem przy Okrzei 3:4. To był jeden z najciekawszych meczów w tym sezonie! A wszystkie wymienione drużyny to po dziesięciu kolejkach ścisła czołówka ligi.

Zamknięte przestrzenie

Z drugiej strony - z zespołów z czołówki ekstraklasy jedenastka prowadzona przez Mariusza Jopa jako jedyna na wyjeździe jeszcze w bieżących rozgrywkach nie wygrała. W Warszawie Wisła zaczęła dobrze, ale potem nastąpiła strata gola i już tak dobrze nie było.

- Jest rozczarowanie, uważam, że mimo wszystko był to wyrównany mecz i mógł się potoczyć w różne strony. Przede wszystkim myślę, że w drugiej połowie Legia bardzo dobrze zamykała przestrzenie. Kiedy mieli wynik, to bardzo ciężko było nam się przebić. No i trzeba przyznać, że jeśli chodzi o tę grę defensywną, to naprawdę zagrali bardzo dobry mecz – komentował dobrze grający Jakub Krzyżanowski. 20-latek żałował przede wszystkim początku spotkania. - Stworzyliśmy sobie sytuacje. I może gdybyśmy je wykorzystali, ten mecz mógłby potoczyć się trochę inaczej. Legia odrobiła lekcję i zagrała dobry mecz w defensywie – stwierdził młody zawodnik.

Trener się odgryzł

Krakowianie po meczu mieli wielkie pretensje do prowadzącego mecz Damiana Sylwestrzaka, który w pierwszej połowie nie dopatrzył się przewinienia w polu karnym Bartosza Kapustki na Juliusie Ertlthalerze. To nie wszystko. Trener Mariusz Jop  wszedł też w polemikę z Krzyszofem Marciniakiem, dziennikarzem Canal+. Kiedy ten mówił o aucie, po którym Legia trafiła na 1:0 w 17 minucie, Jop inteligentnie mu się „odgryzł”. - Decydujące jest to, żeby pokazać aut w dobrą stronę - skwitował krótko trener.   

Butelką w kierunku zawodników

To nie wszystko. Pamiętamy zamieszanie przed spotkaniem z niewpuszczeniem kibiców Wisły na stadion przy Łazienkowskiej. Już po zakończeniu spotkania swoje dodał prezes krakowskiego klubu, Jarosław Królewski.„Krótki komentarz do meczu: gol po aucie, 

1. którego nie było dla LW, 

2. który został źle wyrzucony”.

I kontynuował: „Skandaliczny brak ewidentnego karnego na Juliusie, wówczas gdy Wisła Kraków walczyła, by szybko odrobić straty. Butelka szklana rzucona w trakcie meczu na boisko w kierunku naszych zawodników (co by było, gdyby poleciała kolejna?), w takiej sytuacji przerywa się mecz aby uporządkować sytuację. Komentarz w TV żenujący: brak powtórek, brak omówienia sytuacji, brak jakiejkolwiek refleksji. Czyli w sumie, prawie wszystko czego się spodziewaliśmy jadąc do Warszawy. Oprócz tego nie byliśmy sobą w dzisiejszym spotkaniu. W piłce nożnej decydują szczegóły, które dodają wiatru w żagle drużyny lub podcinają skrzydła. Pracujemy dalej. Podziękowania dla kibiców, którzy byli dziś w Warszawie oraz tych, którzy nas przyjęli” – napisał w mediach społecznościowych.

Pobita rodzina!

I jeszcze jedna sprawa. Po meczu Jarosław Królewski powiedział, że na sektorze rodzinnym została pobita rodzina kibiców Wisły! - Została „namierzona” przez kiboli Legii, kiedy dziewczynka zaczęła płakać po tym, jak Wisła straciła bramkę. Mąż z żoną zostali pobici. Dzieci oszczędzono i wyprowadzono ze stadionu – powiedział.

(zich)  

   


Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się