Królewska przygoda na grzbiecie wielbłąda

Jan Urban opowiedział nam o świąteczno-noworocznych realiach w słonecznej Hiszpanii, czyli jego „drugiej ojczyźnie”. Podróż w czasie i przestrzeni przyniosła niezwykłe wspomnienie.

Właściwy człowiek na właściwym miejscu! Jan Urban na królewskim tronie! Fot. archiwum Jana Urbana

Rzut oka na pogodową mapę Hiszpanii w świątecznym czasie? 14 stopni w Barcelonie, jeszcze ciut więcej – w Sewilli. A w Pampelunie, w której niejeden z Czytelników chciałby być może spędzić końcówkę roku – coś koło zera... I możliwość wystąpienia deszczu, a nawet deszczu ze śniegiem.

- Akurat w tym rejonie Hiszpanii, na jej północy, pogoda nie jest specjalnie odmienna od tej, jaką zimą miewamy w Polsce – Jan Urban bez zdziwienia przyjmuje te prognozy. Od paru dekad dzieli swe życie między „dwie ojczyzny” i dwa domy. Ten pierwszy – w stolicy Małopolski. Drugi – w stolicy hiszpańskiej Nawarry. - Ze względu na bliskość Pirenejów, w okolicy Pampeluny opady śniegu zdarzają się dość często. Co prawda zazwyczaj po paru dniach topnieje, ale białe święta nie są tu niczym niezwykłym. Zresztą to właśnie w Hiszpanii nauczyłem się jeździć na nartach! - wyznał nam selekcjoner Biało-czerwonych, który w tym roku – wzorem wielu wcześniejszych lat – na końcówkę roku wybrał się na Półwysep Iberyjski.

Żurek, barszczyk i prosiaczki

Świąteczne zwyczaje w Hiszpanii niespecjalnie różnią się od tych polskich. Przede wszystkim tym, że większy jest wybór potraw; dochodzą dania mięsne, w polskiej tradycji nieobecne na wigilijnym stole. - U nas w zasadzie mieszamy obie tradycje. Są polskie dania – żurek i barszczyk dowieziony z kraju, uszka, kluski z makiem. Do tego różnego rodzaju ryby. Bez karpia, bo w Hiszpanii go nie jedzą; tu dominują ryby morskie oczywiście. A wybór jest niesamowity, łącznie z wszelkiego rodzaju owocami morza – opowiadał nam selekcjoner. Jeśli jednak ktoś ma ochotę na mięso, nie stanowi to żadnego problemu. – Miejscowym specjałem są malutkie prosiaczki, pieczone w całości – przypomina Jan Urban. Potrawa nazywa się „cochinillo”, a historia jego przyrządzania (nie tylko na święta) sięga w Hiszpanii XVII wieku, a może i głębiej w przeszłość.

Jaka jest rola selekcjonera w przygotowaniu menu? Na to pytanie Urban wybucha śmiechem. - Nie mam szczególnych zadań w kuchni – odpowiada w końcu. – Jestem tym, który dba, aby niczego w niej nie zabrakło. „Jedź po to czy tamto do sklepu” – oto moja „kuchenna” rola – precyzuje.

Smak bez ściemy

Drobna dygresja... – U selekcjonera widać duże przesiąknięcie kuchnią hiszpańską – powiedział ostatnio serwisowi „Łączy nas piłka” reprezentacyjny kucharz, Tomasz Leśniak. Nie zdradził ulubionej potrawy trenera, ale jego spostrzeżenia są bardzo ciekawe. - Najważniejsza jest jakość produktu i wydobycie z niego maksimum smaku. Jeśli mamy dobrą wołowinę na steka, potrzebujemy dobrej soli morskiej. Stek musi być odpowiednio zrobiony, nieprzeciągnięty, krwisty, odpoczęty. To samo z rybą. Dobra jakość, odpowiednia obróbka, sól, grillowane warzywa i nic więcej nie potrzeba. Im prostsze, tym lepsze. Po prostu: bez ściemy – ocenił Leśniak.

W wigilijny czas selekcjoner do domowej kuchni zagląda rzadko. Za to w całości na jego barkach spoczywa dbałość o świąteczne – szeroko rozumiane – ciepło. - To ja muszę zadbać o drewno do kominka, żeby atmosfera była ciepła i świąteczna. I jeszcze o przygotowanie ozdób na choinkę oraz przystrojenie domu, również na zewnątrz – dopowiada. No i ma swój udział w tym, aby pod świątecznym drzewkiem nie zabrakło prezentów – ale do tego tematu jeszcze wrócimy.

Sylwester w karnawałowym stylu

Pampeluna – nawet na tle całej prowincji Navarra – ma własną specyfikę. To właśnie tu w lipcu odbywa się słynne „Encierro”, czyli gonitwa byków uliczkami starego miasta. Wyjątkowy jest też Sylwester. – Tu przypomina on karnawał. Tego dnia mieszkańcy wychodzą z domów, poprzebierani w różne stroje karnawałowe – tłumaczy Jan Urban. Sięgając pamięcią wstecz, wspomina własne „przebieranki”. – Byłem i piratem, i – z twarzą posmarowaną pastą – czarnoskórym z Afryki. Ludzie w różnych przedziwnych strojach spotykają się na rynku, na starym mieście; przez całą noc otwarte są wszystkie lokale – opisuje pampeluński klimat selekcjoner Biało-czerwonych.

Na grzbiecie wielbłąda

Najwięcej emocji wśród mieszkańców Pampeluny wzbudza jednak Święto Trzech Króli. Orszaki to tradycyjny sposób przypomnienia biblijnej opowieści o wizycie trzech monarchów (mędrców) w betlejemskiej grocie. Monarchowie, w zależności od regionu, pojawiają się w różny sposób. W portowych miastach przypływają łodziami, gdzie indziej... przylatują helikopterem – przywołuje hiszpańskie zwyczaje Jan Urban. W Pampelunie orszak jest bardzo uroczysty, gromadzi na ulicach dziesiątki tysięcy mieszkańców i turystów, i jest szeroko relacjonowany w mediach. – A możliwość wcielenia się w któregoś z trzech króli jest wielkim zaszczytem i wyróżnieniem – opowiada Jan Urban. Warto więc „napocić się” przez kilkanaście godzin – dosłownie, bo przygotowania do roli zaczynają się o ósmej rano, a świętowanie połączone z zamówionymi wizytami w domach, kończy się... późną nocą – by wpisać się w grono tych, którzy owego zaszczytu dostąpili.

Spoglądamy na miejscowe portale i gazety sprzed dekady. „Dzieci z Pampeluny po raz kolejny z radością przywitały Mędrców Wschodu, którzy przybyli do stolicy Nawarry przy romańskim moście Magdaleny (…). Ale wielu rodziców, zwłaszcza będących kibicami Osasuny, było mocno zaskoczonych, gdy uświadomili sobie wielkie podobieństwo króla Gaspara (Kacpra – dop. aut.) z trenerem drużyny. Spójrzcie na zdjęcie i osądźcie sami” - czytamy m.in. w serwisie „Noticias de Navarra” ze stycznia 2015. Przyglądamy się fotkom uważnie. Hm...

Jan Urban, który na przełomie 2014 i 2015 roku był szkoleniowcem Osasuny, występującej w LaLiga 2, rozwiewa nasze wątpliwości. - Owszem, miałem wówczas przyjemność pełnić rolę jednego z trzech monarchów. Podróżowałem przez miasto na wielbłądzie – po raz pierwszy w życiu zresztą, w przebraniu, w królewskich szatach! – potwierdza. I wyjaśnia tajemniczość medialnego wpisu. - Dorośli zazwyczaj wiedzą, kto się wciela w poszczególne role; ale dzieciom, które mają największą frajdę, się tego nie zdradza. Swoją drogą dzieci – podobnie jak w wigilijny wieczór – w Święto Trzech Króli też otrzymują prezenty – zaznacza nasz rozmówca.

Piękne słowo „awans”

W ten sposób – zgodnie z obietnicą – wracamy na koniec do tematu świątecznych podarków. U Urbanów spod choinki wyciąga je – i rozdaje obdarowanym – Teo, wnuk selekcjonera. On sam w minione święta miał tylko jedno prezentowe życzenie, wyrażone wcześniej w liście do Świętego Mikołaja. - Oczywiście chciałbym z drużyną awansować na mundial! - mówi nam z uśmiechem trener Biało-czerwonych.

Historia w ten sposób zatacza koło. Kiedy Jan Urban w szatach Gaspara w styczniu 2015 podróżował ulicami Pampeluny, w mediach społecznościowych wielu fanów Osasuny dzieliło się swymi nadziejami i oczekiwaniami. „Zamierzam poprosić go o awans do pierwszej ligi, myślę, że może coś z tym zrobić” – napisał wtedy, z emotką mrugnięcia okiem, jeden z nich (@BotasSinGato). Bo przecież my dziś też prosimy selekcjonera o awans. I myślimy, że będzie w stanie coś z tym naszym życzeniem zrobić!

Zbigniew Cieńciała, Dariusz Leśnikowski

Król Gaspar Anno Domini 2015 na grzbiecie wielbłąda, uchwycony w kadrze uczestników świątecznego orszaku. Fot. X.com/BotasSinGato

Orszak Trzech Króli największą frajdę sprawia dzieciom. Fot. archiwum Jana Urbana

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się