Koszty, że nie daj Boże!
Dobra praca z Sośnicą sprawiła, że trener Michał Kubisztal odbiera telefony z ofertami. Szkoleniowiec jednak zapewnia, iż sezon bezdyskusyjnie dokończy w Gliwicach, a w sobotę pojedzie do Piotrkowa Trybunalskiego, żeby wziąć rewanż za Puchar Polski.
Jeden za wszystkie, wszystkie za jednego – to gliwicka recepta na sukces. Fot. Paweł Andrachiewcz / Press Focus
ORLEN SUPERLIGA KOBIET
Dwukrotnie w ciągu niespełna tygodnia zmierzą się zespoły Piotrcovii i Sośnicy. Pierwsze spotkanie odbyło się we wtorek w ramach 1/8 finału Pucharu Polski i był to najciekawszy mecz tej fazy. W Piotrkowie Trybunalskim wyżej notowane w lidze gospodynie bardzo długo prowadziły wyrównany bój ze znakomicie ostatnio spisującymi się podopiecznymi trenera Michała Kubisztala. Choć przez większość spotkania niewielką inicjatywę utrzymywały Gliwiczanki (14:12 do przerwy), to po zmianie stron role się odwróciły. Inicjatywę przejęły miejscowe, ale po godzinie gry był remis 25:25. O awansie do ćwierćfinału zadecydowały więc rzuty karne, w których minimalnie lepsze (5:4) okazały się Piotrkowianki.
Dodatkowe koszty i żenujące kwoty
– Pytania brzmią: czy potrzebujemy dodatkowych kosztów i jaki jest sens bycia trzecim zespołem w Pucharze Polski? – zastanawia się trener Kubisztal, mając na myśli absolutną dominację siódemek z Lubina i Lublina. – Bo udział w Final Four to są dodatkowe koszty, że nie daj Boże! Najpierw musielibyśmy jechać do Koszalina (faza ćwierćfinałowa PP została rozlosowana wcześniej – przyp. red.) i załóżmy, że tam byśmy wygrali, bo na tych rywali jestem bardzo cięty, więc chętnie bym ich ograł... Gdyby tak się stało, to w kwietniu pojechalibyśmy na Final Four do Kalisza i wydatki z tym związane byłyby już kosmiczne, ponieważ za grę na tym etapie przysługuje z ZPRP „aż”... 7500 złotych. Ja z Jarosławiem byłem już w finale i grałem w nim z Zagłębiem Lubin. W nagrodę dostaliśmy 15 000, więc teraz – nawet jeśli za 3. miejsce będzie do wzięcia 10 000 złotych – to i tak mówimy o żenujących kwotach.
Kto lepiej wykorzysta wiedzę?
Gliwicki szkoleniowiec uzmysławia, że w aktualnej sytuacji finansowej klubu „pozwolenie” sobie na taki luksus nie miałoby większego sensu. Co naturalnie nie oznacza, że jego dziewczyny nie walczyły, nie starały się wygrać, nie chciały sportowo awansować do ćwierćfinałowej rozgrywki. Były blisko, zabrakło niewiele – trochę łutu szczęścia w loterii rzutów z 7 metrów. – Odpadliśmy, ale jestem zadowolony, gdyż dziewczyny zobaczyły, że nawet bijąc się z nożem na gardle, można na równi rywalizować z aktualnie trzecią drużyną Superligi. Każda dostała ode mnie parę minut na boisku. W bramce cały mecz zagrała Marta Wawrzynkowska, tylko „Korek” (Weronika Glosar de domo Kordowiecka, zapewne stąd ta sympatyczna ksywka – przyp. red.) odpoczywała. Zobaczyliśmy „na żywo”, jak grają nasze najbliższe przeciwniczki, jak się ustawiają, jaką stosują taktykę, generalnie – w jakiej są formie. One też zobaczyły nasze ustawienia, więc przekonamy się, kto lepiej wykorzysta tę wiedzę.
Zamknąć temat utrzymania
Jak już wspominaliśmy, Sośnica w nowym roku spisuje się znakomicie. Jeszcze nie przegrała meczu, odnosząc cztery zwycięstwa z rzędu i również na Równinie Piotrkowskiej nie zamierza zakończyć najlepszej serii od momentu powrotu do elity klubowego handballu po 17 latach. – Czysta matematyka mówi mi jedno: jeśli wygramy dwa najbliższe mecze, to te punkty dadzą nam już spokój. Pozostaniemy w lidze, a ewentualne zwycięstwo z Piotrcovią na koniec rundy zasadniczej pozwoli nam wskoczyć na 7. miejsce w tabeli, a w takim przypadku 1. kolejkę w grupie spadkowej rozegramy z Kaliszem u siebie. Wygrywając z Niebieskimi, zamkniemy temat utrzymania, a do rozwiązania pozostanie jedynie kwestia, który zespół stanie do barażowej rywalizacji o utrzymanie, z wicemistrzem Ligi Centralnej.
Dobre relacje z rywalkami
Dla Sośnicy sobotni (18.00) mecz będzie już piątą w ciągu pół roku konfrontacją z zespołem z Piotrkowa Trybunalskiego. Każda z nich miała bardzo wyrównany przebieg, a to zwiastuje kolejne emocje. – Mamy bardzo dobre relacje z Piotrcovią – przyznaje trener gości. – Przed sezonem graliśmy ze sobą sparing, w trakcie reprezentacyjnej przerwy też zmierzyliśmy się towarzysko, a teraz w Pucharze Polski i wszystkie mecze były zacięte, toczyły się na styku. Z dużą dozą prawdopodobieństwa zakładam więc, że i sobotni pojedynek będzie miał emocjonujący przebieg, choć naturalnie życzyłbym sobie, aby był zacięty, ale przez nas wygrany, ponieważ punkty nadal są nam bardzo potrzebne. Nie chcielibyśmy składać broni, usatysfakcjonowani czterema kolejnymi zwycięstwami. Wręcz przeciwnie – zamierzamy dalej punktować i mam nadzieję, że to się nam uda w Piotrkowie.
Bez potrzeby napinania
Jak wspominały zawodniczki z Gliwic, chociażby ostatnio obrotowa Maja Tukaj na naszych łamach, ostatnie sukcesy są również efektem bardzo dobrej atmosfery w drużynie, dream teamu stworzonego wespół ze szkoleniowcem. Z naszych informacji wynika jednak, że dobra praca popularnego „Kubła” została dostrzeżona w kraju. Jego telefon na pewno nie milczy, a to oznacza, że... – Jeśli zawodniczki dobrze mówią o trenerze, to jest to bardzo miłe. Po to się w końcu pracuje – uśmiecha się Michał Kubisztal, przed laty niezwykle skuteczny reprezentacyjny rozgrywający. – Ja też z tymi dziewczynami dobrze się czuję. Mnóstwo czasu spędziliśmy już razem. Bardzo wiele przeżyliśmy wspólnie i to nas zahartowało. Ale sport nie jest zero-jedynkową rzeczywistością, jak się ludziom wydaje, więc nie chcę niczego deklarować. Czy nadal będziemy ze sobą grać, zależy od wielu czynników. Nie ukrywam, że pojawiły się oferty, z czego naturalnie się cieszę, bo to oznacza, że ktoś docenia moją pracę. Czy z tych wstępnych propozycji coś się urodzi? Nie wiem. Na dziś nie widzę potrzeby, żeby specjalnie się napinać. Wiem, jak ten sportowy świat wygląda. Wcale nie jest taki piękny i różowy, jak się rysuje w opowiadaniach. Ale proszę mocno zaznaczyć, żeby było jasne – sezon na 100 procent dokończę w Gliwicach. Nic innego nie wchodzi w grę, chyba że gliwiccy działacze mnie zwolnią – kończy z uśmiechem trener Sośnicy.
Zbigniew Cieńciała
◾ LUBLIN, 16.00: PGE MKS El-Volt - Energa Start Elbląg
◾ PIOTRKÓW TRYBUNALSKI, 18.00: Krasoń MKS Piotrcovia - SPR Sośnica Gliwice
Mecze: KGHM MKS Zagłębie Lubin - Tauron Ruch Szczypiorno Kalisz 39:25 (17:10), Enea MKS Gniezno - PR Koszalin 26:31 (15:17)
