Kosztowne błędy
Koszmarna środkowa tercja zadecydowała o drugiej w tym sezonie porażce Biało-czerwonych ze Słowenią.
Mateusz Bryk w 141. występie w reprezentacji zdobył 11. gola. Fot. Press Focus
EUROPEJSKI PUCHAR NARODÓW
Proste, wręcz szkolne błędy w drugiej odsłonie sprawiły, że polscy hokeiści w inauguracyjnym meczu w Europejskim Pucharze Narodów w Edynburgu przegrali ze Słowenią 3:4. To były, niestety, kosztowne pomyłki, bo straciliśmy trzy gole. Przecieraliśmy oczy ze zdumienia, jak zachowywali się nasi hokeiści na tafli Murrayfield, obiekcie przypominającym głębokie czasy poprzedniego stulecia. Dwie tercje w wykonaniu podopiecznych były więcej niż poprawne, jednak nie można ominąć jednej 20-minutowej części, która zadecydowała o porażce.
Doskonale zdawaliśmy sobie sprawę, że w trzecim turnieju EPN nie będzie łatwo. Kadrowicze przed zbiórką mieli za sobą trudne mecze ligowe, podróż z przesiadką, a w Edynburgu dwa treningi. Ponadto w składzie zabrakło kilku zawodników pierwszego wyboru. Gwoli sprawiedliwości trzeba stwierdzić, że jeden ze zmienników, Christian Mroczkowski, pokazał się z dobrej strony. Trzech z czterech goli można było uniknąć, bo wynikały z braku komunikacji, błędów indywidualnych i ze złego ustawienia. Rok Tičar, Anže Kuralt i Marcel Mahovec mieli ułatwione zadanie, bowiem stali w bezpośrednim sąsiedztwie Michała Kielera i ten był bez szans, jednak w kilku sytuacjach wykazał się dobrym refleksem i skutecznymi uchronił zespół przed stratą bramek. Za drugie trafienie Tičara nikt nie ponosi winy, bo doświadczony napastnik uderzył z daleka i krążek wpadł w tuż pod spojenie słupka z poprzeczką.
Wprawdzie nasi hokeiści pierwsi stracili gola, ale nie ustępowali rywalom. Grali odważnie i szukali szans w kontrach. Przy stanie 0:1 zdobyli gola, ale sędziowie wcześniej zauważyli, że bramka słoweńska wpadła z umocowania. Gdy do boksu kar powędrował Żiga Urukalo, szybko wyrównaliśmy. Michał Naróg uderzył z daleka, a tuż przed bramką lot krążka nieco zmienił Sebastian Brynkus. Po pierwszych 20 minutach byliśmy zadowoleni z postawy Bialo-czerwonych, a tymczasem w ciągu niespełna 3 min straciliśmy dwa gole, a drugi był pokłosiem pierwszego. Gdy rywale podwyższyli na 4:1, nie mieliśmy cienia nadziei na korzystny wynik, jednak hokeiści potrafili nas zaskoczyć, bowiem w ostatniej odsłonie wrócili do dobrej gry i po składnych akcjach zdobyli dwie bramki, a ich autorami byli Szymon Kiełbicki i Mateusz Bryk. Obaj potwierdzili reprezentacyjne aspiracje i byli czołowymi postaciami zespołu. Trener Pekka Tirkkonen wycofał bramkarza i ponad minutę trwało oblężenie bramki rywali w 6 na 5. Na kilkanaście sekund przed końcową syreną Patryk Wronka miał pustą bramkę, ale jakimś nadzwyczajnym sposobem krążek trafił do łapaczki Luka Kolina. Przed ostatnią tercją obawialiśmy się, że spotkanie zakończy się sromotną porażką, a tymczasem była szansa na dogrywkę.
– To był trudny mecz ze względu na specyficzną grę Słoweńców, którzy wybijają krążek i czyhają na błędy rywala – powiedział Mateusz Bryk. – Przez dwie tercje kreowaliśmy grę i byliśmy zespołem lepszym. Niestety, nie ustrzegliśmy się błędów i o drugiej odsłonie trzeba jak najszybciej zapomnieć. Nawet nie potrafię tego logicznie wytłumaczyć, dlaczego straciliśmy gola i wszystko się posypało. Trenerzy na takie momenty nas uczulają, ale się zdarzyło. Ten mecz był do wygrania, ale pod warunkiem dobrej gry przez 60 minut. Niestety, tak się nie stało.
Szkoda tej porażki, bo niefrasobliwa gra w drugiej odsłonie sprawiła, że przegraliśmy minimalnie. Takie błędy są niewybaczalne i trzeba się ich wystrzegać w kolejnych spotkaniach, z Ukrainą i Wielką Brytanią.
◼ Polska – Słowenia 3:4 (1:1, 0:3, 2:0)0:1 – Tičar - Sabolič - Mahkovec (14:46), 1:1 – Brynkus – Naróg (18:34, w przewadze), 1:2 – Kuralt – Jezovšek - Maver (24:09) 1:3 – Mahkovec - Sabolič (25:36), 1:4 – Tičar - Ćosić (36:53), 2:4 – Kiełbicki - Fraszko - Wronka (49:00), 3:4 – Bryk – Tyczyński – Ślusarczyk (57:08).
POLSKA: Kieler; Bryk – Bizacki, Górny (2) – Jaśkiewicz, Naróg – Schafer, Chodor; Fraszko – Kiełbicki – Wronka, Maciaś - Tyczyński – Zygmunt, Mroczkowski – Syty – Brynkus, Ślusarczyk – Jarosz – Lewandowski, Ł. Nalewajka. Trener Pekka TIRKKONEN.
SŁOWENIA: Kolin; Ćosić – Gregorec, Urukalo (2) – Bohin, Magovac (2) – Crnovič, Šlibar – Slivnik; Mahkovec - Tičar – Sabolič, Kapel - Sever - Simšič, Kuralt – Maver – Jezovšek (2), Petrovič – Sodja – Svetina. Trener Edo TERGLAV.
Kary: Polska – 2 min, Słowenia – 6 min.
Mecz Wielka Brytania – Ukraina zakończył się po zamknięciu wydania.
20. PORAŻKĘ zaliczyli Biało-czerwoni w 32. meczu ze Słoweńcami. Bilans bramkowy 71:58.
Włodzimierz Sowiński
