Kontynuować dobrą passę
Wygrana ze Zrinjskim Mostar może zapewnić Rakowowi miejsce w najlepszej ósemce Ligi Konferencji i awans od razu do 1/8 finału.
Do takich obrazków podczas meczów w Sosnowcu kibice Rakowa są przyzwyczajeni. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
LIGA KONFERENCJI
O ile w ekstraklasie Raków lepiej radzi sobie na wyjazdach niż u siebie, to w Europie największą moc pokazuje na swoim terenie. W Sosnowcu z kwitkiem odprawione zostały Universitatea Craiova (2:0) oraz Rapid Wiedeń (4:1). Wszyscy związani z klubem liczą, że podobnie będzie w starciu z wiceliderem bośniackiej ekstraklasy – Zrinjskim Mostar.
Most, który dzieli
Najbliżsi rywale, choć grają w lidze Bośni i Hercegowiny, nie mają z nią wiele wspólnego. Już sama nazwa - Chorwacki Klub Sportowy - oraz herb z charakterystyczną, czerwono-białą szachownicą, są bardzo wymowne. W klubie, którego najsłynniejszym byłym piłkarzem jest Luka Modrić (nie jest wychowankiem, Dinamo Zagrzeb wypożyczyło go tam na początku XXI wieku) najwięcej jest właśnie wychowanków Dinama oraz Hajduka, którzy mogą się tam ogrywać. W Mostarze kibicują mu jedynie etniczni Chorwaci. Podziały w mieście symbolizuje charakterystyczny most, który w zamyśle powinien ludzi łączyć, tam jednak dzieli. Przez most teoretycznie można swobodnie się przemieszczać, ale katoliccy Chorwaci nie odwiedzają muzułmanów po drugiej stronie rzeki, i odwrotnie.
W ostatnią niedzielę w Mostarze odbyły się derby z Veleżem, które mają opinie jednych z najbardziej niebezpiecznych w Europie. Tym razem obyło się na szczęście bez zamieszek, na boisku padł remis 1:1, a bramkę dla Zrinjskiego zdobył Nemanja Bilbija, którego można uznać za największą gwiazdę zespołu. Jak głębokie są zaszłości pomiędzy fanami Zrinjskiego i Veleżu najlepiej obrazuje fakt, że ci drudzy od ponad 30 lat oskarżają Zrinjskiego o… kradzież stadionu. Wojna na Bałkanach w latach 90. ubiegłego wieku zadecydowała o tym, że część miasta na której się znajdował akurat przypadła Chorwatom.
Nie lubią kompromisów
Przechodząc do spraw piłkarskich, Zrinjski to pierwszy w historii uczestnik europejskich pucharów, który dostał się tam z bośniackiej ligi. W obecnej edycji idzie im całkiem nieźle, a na pewno jest zespołem bezkompromisowym. Rywale Rakowa lubią popadać w skrajności. Byli pierwszym liderem Ligi Konferencji po wygranej na inaugurację 5:0 z Lincoln Red Imps z Gibraltaru, ale udziałem Zrinjskiego jest też najwyższa porażka obecnej edycji, do tego poniesiona w Polsce – z Dynamem Kijów podopieczni Igora Stimaca przegrali aż 0:6 (tak wysoko przegrało jeszcze tylko Aberdeen z AEK-iem Ateny). Po czterech seriach gier z sześcioma punktami na koncie mają spore szanse na kontynuację europejskiej przygody również wiosną.
Na papierze w Sosnowcu o jakikolwiek punkt powinno im być bardzo ciężko. Piłkarze Zrinjskiego według Transfermarktu warci są niewiele ponad 9 milionów euro – ponad cztery razy mniej od Rakowa. Wielkich gwiazd tam próżno szukać. Najdrożsi w kadrze – Vitalie Damascan oraz Stefano Surdanović wyceniani są na 600 tys. euro. Na warunki bośniackiej ligi to jednak potentat – w czterech ostatnich sezonach trzykrotnie sięgali po mistrzowski tytuł. W trwającym sezonie zajmują drugiej miejsce tracąc trzy punkty do ekipy Borac Banja Luka.
W Rakowie chcą kontynuować serię wygranych w roli gospodarza. W czwartek sztab szkoleniowy prawdopodobnie będzie mógł liczyć na nieobecnego w meczu z GKS-em Katowice (1:0) Frana Tudora, a możliwe, że do dyspozycji będzie również Ivi Lopez.
Mariusz Rajek
