Koniec wspaniałej epoki

Zawsze w życiu przychodzi moment, kiedy musisz się pożegnać. Odchodzę dla dobra klubu, żeby miał szansę wygrać Superligę - po 12 latach trener Tałant Dujszebajew rozstaje się z Industrią Kielce i Polską.

Największym sukcesem Tałanata Dujszebajewa było bez wątpienia zwycięstwo w Lidze Mistrzów w 2016 roku. Fot. Norbert Barczyk / Press Focus

W piątek, 24 kwietnia, po godzinie 15 Tałant Dujszebajew spotkał się z zawodnikami i sztabem szkoleniowym Industrii. Razem z pełniącym obowiązki prezesa wicemistrzów Polski Pawłem Papajem poinformowali, że czas 57-letniego szkoleniowca w klubie dobiegł końca. Trener podkreślił, że decyzja nie została podjęta pod wpływem chwili, lecz była wynikiem głębokich przemyśleń oraz wnikliwych rozmów z władzami klubu.

- To jest najlepsza decyzja dla obu stron, a przede wszystkim dla klubu. Jestem głęboko przekonany, że drużyna potrzebuje zmian przed wejściem w decydującą fazę sezonu. Mam nadzieję, że moja decyzja będzie nowym impulsem dla zespołu, który skutecznie powalczy o mistrzostwo kraju – powiedział na odchodne Dujszebajew, przekazując jeszcze w specjalnym nagraniu, zamieszczonym w mediach społecznościowych Industrii, podziękowanie kibicom. - Zawsze w życiu przychodzi moment, kiedy musisz się pożegnać. Dla mnie jesteście najlepsi na świecie, pokazaliście to wiele razy. Odchodzę dla dobra klubu, żeby miał szansę wygrać Superligę - ukłonił się z wielką estymą.

Z pełnym zrozumieniem

Z kolei klub, dziękując trenerowi za lata pracy, zaangażowanie oraz wspólne chwile, życząc powodzenia w dalszej karierze zawodowej, zaznaczył, iż przyjmuje tę decyzję z pełnym zrozumieniem motywacji trenera oraz w poczuciu odpowiedzialności za dalszy rozwój zespołu. Jednocześnie oświadczył, że współpraca z trenerem Dujszebajewem była okresem „pełnym sportowych emocji” oraz „wielkich zwycięstw”, a wkład szkoleniowca w budowanie pozycji drużyny w Europie pozostaje „nieoceniony”. „Na szczegółowe podsumowania i podziękowania przyjdzie odpowiedni moment. Mamy nadzieję, że będziemy mogli je wyrazić przy najlepszej okazji, przy pełnej hali na meczu o najwyższą stawkę, które wciąż przed nami” – podkreślono, informując jednocześnie, że do końca trwających rozgrywek zespół poprowadzi dotychczasowy asystent Krzysztof Lijewski. To na nim spocznie odpowiedzialność za przygotowanie drużyny oraz walkę o tytuł mistrza kraju, co jest najważniejszym celem zespołu.

Szok nad Wisłą

Tymczasem w kraju wybuchła bomba. Telewizje informowały o nagłej rezygnacji legendy, która przecież miała kontrakt na kolejny sezon. Media pisały o szoku, sensacyjnym rozstaniu, rozpisywały się o trzęsieniu ziemi w Kielcach. Podkreślały, że skończył się jeden z najważniejszych etapów w historii kieleckiego klubu i polskiej piłki ręcznej. „Kapitulację” słynnego kirgiskiego wojownika łączyły z ostatnimi tygodniami, które przyniosły wielkie rozczarowanie. Choć kieleccy piłkarze ręczni zdobyli w tym sezonie Superpuchar Polski, to w Lidze Mistrzów odpadli na etapie 1/8 finału, a lepszy do nich w dwumeczu był węgierski OTK Bank-Pick Szeged. Industria nie zdobyła również Pucharu Polski, przegrywając w półfinale z Orlenem Wisłą Płock, odwiecznym i największym rywalem. Te porażki z przelały czarę goryczy. Dało się odczuć coraz mniejszą chemię między trenerem a zarządem i sponsorami klubu.

Ambicje sięgały wyżej

- Nasze ambicje sięgały znacznie wyżej niż play off Ligi Mistrzów – powiedział Paweł Papaj, p.o. prezesa, gdy wicemistrzowie Polski tylko zremisowali (32:32) w Hali Legionów z OTP Bank-Pick Szeged (musieli odrobić 3 bramki z pierwszego spotkania) odpadli z elitarnych rozgrywek. Oceniając spotkanie, wskazał na niewykorzystany potencjał i błędy w zarządzaniu jego końcówką. - Zawaliliśmy ten mecz. Wszystko mieliśmy w swoich rękach, wyszliśmy na prowadzenie w dwumeczu, a na dodatek byliśmy przy piłce. W decydującej fazie drużyna powinna zachować więcej zimnej krwi, grać spokojniej i maksymalnie wydłużać akcje, aby kontrolować upływający czas – oceniał mocno rozczarowany szef klubu i dywagował dalej. - Może zbyt pewnie stawialiśmy się w roli faworytów... Po sześciu wygranych z rzędu w fazie grupowej wpadliśmy w wielką euforię i myśleliśmy, że wrota do Final Four w Kolonii są dla nas otwarte. My jesteśmy Iskrą Kielce. Nie jesteśmy klubem, który może się zadowolić tym, że jest w play offie Ligi Mistrzów. Zawsze gramy o zwycięstwo – zaznaczył stanowczo Papaj, zwracając uwagę na kolejną kwestię. - Liga Mistrzów stanowi główny magnes dla kibiców, gwarantując wysoką frekwencję na trybunach, której trudno byłoby oczekiwać wyłącznie przy rozgrywkach krajowych. Bez niej niemożliwe byłoby utrzymanie zespołu na światowym poziomie i przyciągnięcie kibiców na trybuny. Liga Mistrzów stanowi fundament funkcjonowania, choć jej aspekt finansowy znacząco odbiega od piłki nożnej (zwycięzca LM otrzymuje łącznie około miliona euro nagród za cały sezon, podczas gdy sam udział w wielkim finale daje czwartej drużynie jedynie około 75 tys. euro. System premiowania opiera się na konkretnych stawkach - 10 tys. euro za każdy rozegrany mecz oraz 5 tys. euro za każdy zdobyty punkt - przyp. red.). Wyjazdy do odległych i drogich destynacji, takich jak Francja, Portugalia czy kraje skandynawskie, często balansują na granicy opłacalności – nie ukrywał p.o. prezesa kieleckiego klubu. - Suma lotu, hoteli, wyżywienia czasami równa się ewentualnemu bonusowi za rozegranie meczu, więc nic się nie zarobi. Można wyjść na zero. Gorzej jeśli się przegra, bo wtedy niejednokrotnie dokłada się do takiego wyjazdu.

Bielecki, Jurecki i Szmal tłumaczami

Tałant Dujszebajew pracę w Kielcach rozpoczął 8 stycznia 2014 roku. Pochodzący z Kirgistanu szkoleniowiec, który ma także obywatelstwo hiszpańskie, zastąpił Bogdana Wentę. Drużyna występowała wtedy pod nazwą Vive Targi Kielce, w jej barwach grali m.in.: Piotr Grabarczyk, Mateusz Jachlewski, Tomasz Rosiński, Karol Bielecki, Krzysztof Lijewski (obecny trener) i Sławomir Szmal (obecny prezes ZPRP), a także Julen Aginagalde (obecny członek sztabu reprezentacji Polski), a prezesem był Bertus Servaas, przedsiębiorca narodowości, zawiadujący klubem przez 21 lat... Początki pracy trenera Dujszebajewa pamiętam bardzo dobrze. Pierwszy raz spotkaliśmy się w Hali Legionów, krótko po mistrzostwach Europy. Przed zajęciami trener poprosił mnie, Karola Bieleckiego, Michała Jureckiego i Sławka Szmala, byśmy mu pomagali w komunikacji z resztą zespołu. Nie mówił bowiem jeszcze po polsku, ale znał niemiecki, a my - ponieważ wcześniej graliśmy w Bundeslidze - też znaliśmy ten język. Pomagaliśmy więc w tłumaczeniu pewnych przekazów, którymi chciał dotrzeć do zawodników. Trener od razu złapał z nami dobry kontakt, ale kiedy gwizdnął i rozpoczął trening, to wzięliśmy się do ciężkiej pracy. Pamiętam, że pokazał nam ćwiczenie, z którym mieliśmy sporo problemów. Chodziło o to, by kozłować piłkę i poruszać się w bok... Nie za bardzo wiedzieliśmy, jak się w tym odnaleźć... To było proste ćwiczenie, a mieliśmy z nim problem. Wtedy do nas dotarło, że chce wprowadzić nową filozofię i sposób myślenia o piłce ręcznej. Swoją charyzmą i wielkim doświadczeniem „kupił” wszystkich. Każdy z nas słuchał go uważnie i chciał się jak najwięcej nauczyć. Już pierwszego dnia przekazał nam wiele informacji taktycznych i pokazywał, jak oczekuje, byśmy grali. Tych informacji było bardzo dużo, a czasu, by je przyswoić - wprost przeciwnie. Trener od początku był wobec nas bardzo wymagający - wspomina początki współpracy Krzysztof Lijewski, wtedy zawodnik, a później „prawa ręka” Dujszebajewa.

Sukces za sukcesem

Lista sukcesów Tałanta Dujszebajewa z kieleckim zespołem jest bardzo długa. W ciągu 12 lat poprowadził go do największych sukcesów w historii. Na krajowym podwórku wywalczył 10 tytułów mistrza Polski (nieprzerwanie w latach 2014-23) i siedmiokrotnie (2014-19, 2021) sięgał po Puchar Polski oraz po Superpuchar (2025). Pod jego wodzą drużyna pięciokrotnie brała udział w Final Four Ligi Mistrzów, zdobywając - oprócz złota w 2016 roku - dwa srebrne (2022, 2023) i brązowy (2015) medal... We wspomnianym 2016 roku, jako pierwszy zespół w historii polskiej piłki ręcznej, występujący pod nazwą Vive Kielczanie, w nadzwyczajnych okolicznościach sięgnęli po złoto Ligi Mistrzów. Do 46 minuty finałowego starcia przegrywali z Telekomem Veszprem 19:28, ale po heroicznej pogoni, fantastycznej postawie Sławomira Szmala w bramce, kontratakach Tobiasa Reichmanna i trafieniu Krzysztofa Lijewskiego w... ostatniej sekundzie podstawowego czasu gry doprowadzili do remisu. Dogrywka rozstrzygnięcia nie przyniosła i potrzebne były rzuty karne. Dwie „siódemki” obronili Szmal i Marin Szego, a decydujący rzut oddał wspomniany Julen Aginagalde. - To był niesamowity mecz, w którym zespół pokazał, że nic nie jest w stanie go złamać. Pojedynek sprzed dekady na zawsze pozostanie w mojej pamięci - mówił wyraźnie wzruszony były już trener kieleckich szczypiornistów. Niestety, po latach Dujszebajew z pesymizmem patrzy na szanse szybkiego powtórzenia tego sukcesu przez polski klub. Szkoleniowiec krytycznie ocenia przede wszystkim brak długofalowego myślenia. Zauważa, że obecnie zbyt często patrzy się jedynie na to, co jest tu i teraz. Jego zdaniem, na powrót do światowej czołówki polscy kibice będą musieli długo czekać. - Z całym szacunkiem dla reprezentacji, które prowadziłem wcześniej, praca z kadrą Francji to jak przesiadka z Fiata Uno do bolidu Formuły 1 - określał obrazowo dystans, jaki brakuje nam do czołówki. - Kluczem jest słowo „cierpliwość”. Ta złota generacja zawodników, która dała Polsce tyle radości, skończyła karierę. Ci zawodnicy dali z siebie wszystko dla reprezentacji oraz kraju i teraz trzeba będzie poczekać na ich następców... – mówił Kirgiz.

Tylko trochę odpocznie

Mimo odejścia z klubu zadeklarował, że pozostanie kibicem Industrii. – W Kielcach spędziłem najwięcej czasu w mojej karierze, bo ponad 12 lat. Przeżyłem tutaj wiele wspaniałych chwil, których nigdy nie zapomnę. Ten klub zawsze będzie mi bliski – podsumował Dujszebajew i przyznał, że teraz zamierza odpocząć, jednak nie kończy pracy z piłką ręczną, gdyż od lutego pełni funkcję selekcjonera reprezentacji Francji; przygoda z „Trójkolorowymi” rozpoczęła się od zwycięstwa i remisu (29:26 i 25:25) w towarzyskim dwumeczu z Hiszpanią, której czołowymi postaciami są jego synowie, Alex i Daniel, żegnający się z Kielcami po sezonie i przenoszący się do Bundesligi. Dla szkoleniowca, który w przeszłości był selekcjonerem Biało-czerwonych - zajął 4. miejsce w igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 roku - to powrót po do reprezentacyjnych emocji po 9 latach. Co ciekawe, losowanie eliminacji mistrzostw Europy 2028 skrzyżowało drogi dwóch reprezentacji szczególnie bliskich Dujszebajewowi. Trójkolorowi trafili bowiem do grupy z Polską, Rumunią i Łotwą. - Życie pisze dla mnie przewrotne scenariusze. Pierwszy mecz w roli selekcjonera reprezentacji Francji zagrałem przeciwko Hiszpanii, swojej drugiej ojczyźnie, a teraz los skojarzył mnie z Polską. Brakuje mi tylko, żeby na najbliższych mistrzostwach świata być w grupie z Węgrami i los będzie już kompletny - podkreślił, nawiązując do faktu, że w przeszłości prowadził także kadrę Madziarów. - To będą dla mnie wyjątkowe mecze, tym bardziej że w przyszłym roku, jeśli nadal będę trenerem Industrii, minie 13 lat, od kiedy jestem w Kielcach (kolejny sygnał, że przeczuwał swoją dymisję - przyp. red.). To będzie coś niesamowitego zagrać przed polską publicznością i przeciw reprezentacji Polski – przyznał z rozrzewnieniem.

Zbigniew Cieńciała

CZY WIESZ, ŻE...

◼ Tałant Dujszebajew urodził się 2 czerwca 1968 roku we Frunze w Kirgistanie. W latach 1983-92 bronił barw CSKA Moskwa. Potem grał w hiszpańskim Teka/Cantabria Santander (1992-97, wygrana w Lidze Mistrzów w 1994, Puchar EHF w 1993, dwa tytuły mistrza kraju), niemieckich TuS Nettelstedt (1997-98) i GWD Minden (1998-2001) oraz w hiszpańskim Ciudad Real (2001-07, wygrana w Lidze Mistrzów (2006), Puchar Zdobywców Pucharów (2002, 2003), dwa mistrzostwa kraju).

◼ Kirgiz grał też w reprezentacjach ZSRR, Wspólnoty Niepodległych Państw (mistrzostwo olimpijskie w 1992), Rosji (mistrzostwo świata w 1993) oraz Hiszpanii (brąz olimpijski w 1996 i 2000, mistrzostwo świata w 2005, wicemistrzostwo Europy w 1996 i 1998, brązowy medal mistrzostw Europy w 2000).

◼ Dwukrotnie (1994, 1996) został najlepszym piłkarzem ręcznym świata, a do tytułu mistrza olimpijskiego w Barcelonie (1992) dołożył koronę króla strzelców - 47 bramek w siedmiu meczach.

◼ Przed przyjazdem do Kielc prowadził BM Ciudad Real (2005-11 wygrane w Lidze Mistrzów w 2008 i 2009, dwa mistrzostwa Hiszpanii) oraz Atletico Madryt (2011-13).

◼ W latach 2014-16 prowadził kadrę narodową Węgier, a w latach 2016-17 był selekcjonerem reprezentacji Polski, plasując się tuż za podium na igrzyskach w Rio.

◼ Jego żoną jest Olga Szyszkina, była bramkarka, mistrzyni świata z 1990 roku w barwach ZSRR, z którą ma synów Aleksa i Daniela. Obaj są rozgrywającymi, reprezentują Hiszpanię i również żegnają się z Kielcami oraz Polską. Od kilku miesięcy wiadomo, że przenoszą się do Niemiec - Alex do VfL Gummersbach, a Daniel do MT Melsungen.

◼ Tałant Dujeszebajew jest poliglotą. Biegle mówi w języku kirgiskim, rosyjskim, hiszpańskim, niemieckim, angielskim, węgierskim i polskim.


Dni, które zmieniły wszystko

Już wiadomo, że Tałant Dujszebajew zostanie uroczyście i oficjalnie pożegnany przy okazji piątkowego półfinału z Ostrovią w kieleckiej Hali Legionów. W tygodniu poprzedzającym to wydarzenie Kirgiz odniósł się do licznych plotek i niedomówień związanych z jego zaskakującym odejściem z klubu.

- Przy okazji meczu Ligi Mistrzów ze Sportingiem Lizbona rozmawiałem z moim menedżerem o swojej przyszłości. Mimo że miałem oferty z innych klubów, chciałem dalej pracować w Kielcach. Prowadziłem nawet z klubem rozmowy na temat przedłużenia umowy do 2031 roku, ale wydarzenia ostatnich 10 dni zmieniły wszystko. Najpierw był przegrany dwumecz z Pickiem Szeged, potem przegrany półfinał Pucharu Polski z Orlen Wisłą Płock. Ten ostatni mecz był dla mnie prawdziwym wstydem. Po raz pierwszy zespół, który prowadziłem, nie walczył. To też była oczywiście moja wina. Powiedziałem to wszystko zawodnikom po spotkaniu. To, co wtedy wydarzyło się w szatni, musi tam pozostać, jednak od tego momentu nasze drogi zaczęły się rozchodzić. W mediach pojawiły się informacje o moim konflikcie z zespołem. Napisano, że wszyscy byli przeciwko mnie, nie chcieli wyjść na trening i tak dalej. Powiem tylko, że opublikował to obrażony dziennikarz „Przeglądu Sportowego”, z którym nie rozmawiam od 2017 roku i nie odbieram od niego telefonu. Jeśli w ten sposób chciał wyrównać ze mną rachunki, to niech sobie pisze, co chce. Ja z tym nie mam żadnych problemów. Wiele ludzi do mnie dzwoni i pyta, czy zawodnicy byli przeciwko mnie. Na ten temat nie będę się wypowiadał. To, co wydarzyło się w szatni, zostaje w szatni. Na zewnątrz nigdy z mojej strony nie wyjdzie nic negatywnego. Od ponad dwóch dekad pracuję jako trener. Wiem, co mówię i wiem, jak ma być. Nigdy nie sądziłem, że będę pracował tutaj tak długo. Spędziłem tu dziewięć lat z moim synem Aleksem i osiem z Danielem. W Kielcach urodzili się moi dwaj wnukowie, więc miałem w głowie jedno – tutaj chcę zakończyć karierę. Wyszło jednak inaczej, niż sobie zaplanowałem. Zawsze będę kochał ten klub i to miasto. Zawsze będę kibicem Iskry Kielce.

Po raz ostatni ze złotego medalu mistrzostw Polski trener Dujszebajew cieszył się przed trzema laty; z prawej obecny p.o. prezesa Industrii, Paweł Papaj. Fot. Norbert Barczyk / Press Focus

Trener Dujszebajew na siedząco to raczej rzadki widok... Fot. Piotr Matusewicz / Press Focus

...bo najczęściej po prostu żyje szpilem! Fot. Piotr Matusewicz / Press Focus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się