Koniec klątwy Bostonu
Minnesota Timberwolves przerwała fatalną serię porażek w Boston Garden.
Boston zdobyty! Minnesota dokonała tego po ponad dwóch dekadach! Fot. Facebook Minnesota Timberwolves
Spośród pięciu meczów rozgrywanych w niedzielę najciekawiej było w Bostonie, gdzie przyjechała silna ekipa z Minnesoty. To była noc, na którą kibice z Minneapolis czekali ponad dwie dekady. Goście wygrali 10 "oczkami", przerywając nieprawdopodobną passę 18 porażek z rzędu na terenie rywala. Poprzedni raz wygrali w Bostonie w... 2005 roku!
Bohaterem spotkania został Bones Hyland, który rzucił 23 punkty. Kiedy po meczu dziennikarze wspomnieli mu o dacie ostatniego zwycięstwa w tej hali, nie mógł uwierzyć: - Kurczę, to brzmi wręcz nierealnie. Miałem wtedy 5 lat. To szaleństwo! – skomentował z uśmiechem rozgrywający Wolves. Wsparli go Jaden McDaniels (19 punktów) oraz Ayo Dosunmu, który otarł się o triple-double (17 punktów, 8 zbiórek, 6 asyst). Pod koszami tradycyjnie rządził Rudy Gobert, notując 14 zbiórek.
Mimo braku swojej największej gwiazdy, Anthony’ego Edwardsa (zapalenie w kolanie), Timberwolves pokazały ogromny charakter. Kluczowy moment nastąpił w połowie czwartej kwarty. Przy stanie 81:80 dla Celtics, goście wrzucili piąty bieg.
Sygnał do ataku dał wspomniany Hyland celną „trójką”, a dzieła zniszczenia dopełnił wracający po kontuzji Naz Reid. Rezerwowy skrzydłowy zdobył 8 punktów z rzędu w trakcie morderczej serii 16:0, która całkowicie wybiła Celtics z rytmu i rozstrzygnęła losy meczu.
Porażka Celtics sprawia, że walka o drugie miejsce w Konferencji Wschodniej nabiera rumieńców. Ich przewaga nad rozpędzonymi New York Knicks jest minimalna. Nowojorczycy we własnej hali rozgromili Wizards, zdobywając aż 145 punktów. W ostatniej kwarcie, gdy wynik był przesądzony, na boisko wszedł Jeremy Sochan. Polak grał 8 minut, zdobył 8 punktów, miał 6 zbiorek i asystę. Dawno tak dobrego dorobku nasz zawodnik nie wywalczył.
Dobre wiadomości dla kibiców Golden State. Stephen Curry w najbliższych dniach wznowi treningi z pełnym obciążeniem. Lider "Wojowników" wraca do zdrowia po uciążliwym urazie prawego kolana, przez który opuścił już 21 spotkań z rzędu.
Sztab medyczny poddał 38-letniego rozgrywającego ponownym badaniom pod kątem zespołu bólowego stawu rzepkowo-udowego oraz obrzęku kości. Wyniki napawają optymizmem – rehabilitacja przebiega pomyślnie, a Curry zwiększył już intensywność indywidualnych zajęć na boisku. Kolejna kluczowa ewaluacja odbędzie się w tym tygodniu, gdy zespół wróci do San Francisco z serii meczów wyjazdowych.
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Curry może być gotowy już na środowe starcie z Brooklyn Nets. W takim scenariuszu gwiazdor zdążyłby rozegrać jeszcze 11 spotkań sezonu regularnego.
Statystyki nie kłamią: obecność Curry’ego na parkiecie to dla Golden State kwestia „być albo nie być”. Ze swoim liderem w składzie ma bilans 23-16, a bez niego to fatalne 10-21.
Wyniki. Denver — Portland 128:112, Sacramento — Brooklyn 126:122, New York — Washington 145:113, Boston — Minnesota 92:102, Phoenix — Toronto 120:98.
(pp)
