Komu bije dzwon?

LIGOWIEC - Bogdan Nather

Autorstwo przysłowia „Pycha przed upadkiem kroczy” przypisuje się słynącemu z mądrości królowi Izraela, Salomonowi. Znaleźć je możemy w Biblii, w tzw. „Przypowieściach Salomona”, ale jestem pewien, że nie jest ono znane piłkarzom występującym w ekstraklasie. A przynajmniej tym, którzy zakładają koszulki Lecha, Jagiellonii i Legii. Po ich weekendowych popisach gotów jestem przyjąć zakład (stawiam dolary przeciwko orzechom), że ewidentnie zlekceważyli swoich znacznie niżej notowanych przeciwników, a ci zafundowali im dzwona, którego zapamiętają przez kilka najbliższych tygodni. Tych tuzów futbolu snujących się na polskich boiskach zaliczam do kategorii ludzi, którym marzy się lekki chleb i ciężkie pieniądze. Nie ze mną takie numery! To podobno nie po chrześcijańsku kopać leżącego, ale jeżeli ktoś się przewraca z powodu własnej głupoty, to dlaczego my, kibice, mamy litować się nad takimi delikwentami, finansowymi krezusami? W imię czego? Gdybym był wyjątkowo złośliwy, a jestem tylko trochę, to nie nie wahałbym się napisać, że piłkarze tych zespołów mają tyle wspólnego z futbolem przed duże „F”, co szalikowcy z baletem.

Teraz pora przejść do przyjemnych rzeczy. Nie ukrywam, że jestem mile zaskoczony postawą Pogoni Szczecin na starcie rundy rewanżowej. Te wszystkie przepychanki wokół klubu, wielomilionowe zadłużenie nie zrobiły żadnego wrażenia na piłkarzach „Dumy Pomorza”. Z jeszcze większą satysfakcją oglądam popisy kapitana „Portowców”, Kamila Grosickiego. Popularny „Grosik” ma już wprawdzie 37 lat na karku, ale obrońcom Górnika zrobił taki wiatrak, że daj Boże zdrowie. Jego ofiarą padł przede wszystkim Dominik Szala i było mi autentycznie żal tego młodzieńca. Wcale nie zdziwiłbym się, gdyby po końcowym gwizdku arbitra Damiana Sylwestrzaka wychowanek GKS-u Katowice miał kłopoty ze znalezieniem drogi powrotnej do swojej szatni.

Ojcem” zwycięstwa Piasta z Legią był bez dwóch zdań bramkarz gliwiczan Frantiszek Plach, który bronił jak w transie i całkowicie zepsuł humor „Rumcajsowi”. Jeżeli ktoś bije się z myślami, kogo mam na myśli, to spieszę wyjaśnić, że tak „ochrzciłem” szkoleniowca drużyny z Łazienkowskiej Goncalo Feio. Nie zgadzam się z Portugalczykiem, że Piast miał pół sytuacji, z której strzelił gola. Gdyby tak było, mecz zakończyłby się bezbramkowym remisem.

Na deser zostawiłem lidera tabeli, czyli Lecha. Trener „Kolejorza” Niels Frederiksen miał odwagę przyznać się, że jego zespół zagrał „padlinę”, chociaż akurat nie użył takiego określenia. Nie tłumaczył również porażki absencją Portugalczyka Afonso Sousy czy czerwoną kartką Alexa Douglasa. Swoją drogą nie potrafię zrozumieć, jak można być tak nieodpowiedzialnym jak Szwed, gdy walczy się o mistrzowską koronę i ma się niepowtarzalną szansę powiększenia przewagi nad grupą pościgową. Kiedyś były znakomity piłkarz Górnika Zabrze, Zygfryd Szołtysik, powiedział mi, że w piłkę nożną gra się głową, nogi mają w tym tylko pomagać. Nic dodać, nic ująć. Gdyby wziąć na tapetę przypadek Douglasa, mógłbym wyciągnąć (pochopny?) wniosek, że facet nie ma kompetencji nawet do parzenia kawy.