Kompromitacja!

Co wy robicie? Wy nasze barwy hańbicie! – skandowali kibice GKS-u Tychy w Legnicy.

Daniel Stanclik skompletował w meczu z tyszanami hat tricka! Fot. Gleb Soboliev / Press Focus

Nic dwa razy się nie zdarza… – pisała w swoim wierszu Wisława Szymborska. O tym, że laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie literatury znała się na… piłce boleśnie przekonali się kibice GKS-u Tychy. Ci z nich, którzy mieli nadzieję, że tak jak rok temu od pierwszego meczu rundy rewanżowej nastąpi przebudzenie Trójkolorowych, szybko przekonali się, że zespół przejęty 12 listopada przez Łukasza Piszczka jest w bardzo głębokim kryzysie…

Miłe złego początki

Wprawdzie teraz, tak samo jak 30 listopada 2024 roku, tyszanie strzelili w Legnicy pierwszego gola, ale to były jedynie miłe złego początki. Goście, po wykorzystaniu przez Daniela Rumina sytuacji oko w oko z Jakubem Wrąblem w 10 minucie, wyszli co prawda na prowadzenie, ale potem to Miedź dominowała na murawie. Zespół Janusza Niedźwiedzia, który musiał pauzować za kartki i wysłał w bój na ławkę swojego asystenta, w pełni wykorzystał słabość tyszan, grających w mocno przemeblowanym składzie. Aż czterech piłkarzy musiało bowiem pauzować po żółtych kartkach.

Eksperymentalnie zestawiony skład z debiutantami i młodzieżowcami nie był w stanie utrzymać prowadzenia. Nie dość, że w 15 minucie 19-letni Nico Adamczyk, debiutujący w I lidze, zupełnie niepotrzebnie sfaulował, prokurując rzut wolny, to jeszcze jego rówieśnik Bartosz Jankowski, mający do meczu z Miedzią zaledwie 43 minuty w trzech epizodach, zgłosił uraz. Na boisko wbiegli więc masażyści, a zawodnik GKS-u Tychy razem z nimi musiał się udać za linię i mając jednego zawodnika więcej, gospodarze doprowadzili do wyrównania. Po strzale Jakuba Serafina z ostrego kąta piłka trafiła w słupek i spadła w polu bramkowym, gdzie najlepiej ustawiony był Daniel Stanclik. Strzał z najbliższej odległości do pustej bramki był już tylko formalnością.

Wprawdzie Jankowski wrócił do gry, ale w 20 minucie kontuzja mięśnia sprawiła, że mecz zakończył Damian Kądzior, a bez doświadczonego piłkarza, który miał być liderem, GKS Tychy zupełnie się rozsypał. Było to widać w końcówce pierwszej połowy. Najpierw legniczanie przeprowadzili płynną akcję, rozpoczętą wrzutem piłki z autu na swojej połowie, a zakończoną strzałem Asiera Cordoby, który po dograniu Kamila Antonika z piątego metra wpakował futbolówkę do pustej bramki.

Nawałnica gospodarzy szybko przyniosła też kolejne gole Stanclika. Snajper legniczan w podbramkowym tłoku na raty drugi raz w tym spotkaniu pokonał Kacpra Kołotyłę, a w 44 minucie na tle rywali okazał się królem przestworzy. Poszybował wysoko nad tyszanami i główkując po dośrodkowaniu Jakuba Serafina z rzutu rożnego, skompletował hat tricka. Wychowanek BKS-u Stali Bielsko-Biała, zdobywając swoją 10 bramkę w tym sezonie, ustalił wynik pierwszej połowy.

Mocni u siebie

Rezultat 4:1 utrzymał się do 75 minuty, bo wtedy tuż po wejściu za snajpera Miedzi Marcel Mansfeld skorzystał ze znakomitej wrzutki Serafina i główkując z bliska, podwyższył rezultat. A pieczęć na zwycięstwie legniczan postawił inny zmiennik Zvonimir Petrović, finalizując akcję po zagraniu Kamila Antonika. Miedź potwierdziła, że w tym sezonie jest panem swojego boiska (pięć zwycięstw, dwa remisy, zero porażek), ale także dała sygnał, że chce gonić czołówkę. Natomiast tyszanie zakopali się w strefie spadkowej.

Jerzy Dusik 

 OCENA MECZU⭐

◼ Miedź Legnica – GKS Tychy 6:1 (4:1)

0:1 – Rumin, 10 min, 1:1 – Stanclik, 16 min, 2:1 – Cordoba, 35 min, 3:1 – Stanclik, 39 min, 4:1 – Stanclik, 44 min (głową), 5:1 – Mansfeld, 75 min (głową), 6:1 – Petrović, 82 min

MIEDŹ: Wrąbel – Stępiński, Joviczić, Grudziński – Szymoniak (65. Kuczko), Letniowski (25. Petrović), Serafin, Czyborra (65. Bochnak) – Antonik, Stanclik (74. Mansfeld), Cordoba (65. Miocz). Trener Maciej PATYK.

GKS: Kołotyło – Lipkowski, Adamczyk, Głogowski – Keiblinger, Kalemba, Makowski (77. Pioterczak), Jankowski (63. Machowski) – Sanyang (63. Stefansson), Rumin (77. Woudstra), Kądzior (23. Stangret). Trener Łukasz PISZCZEK.

Sędziował Paweł Horożaniecki (Żary). Widzów 2500.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się