Kobiety też są zachwycone

Rozmowa z aktorką Grażyną Wolszczak, prezesem zarządu warszawskiego teatru „Garnizon Sztuki”

Grażyna Wolszczak jest dumna ze spektaklu.

Jak to się stało, że piłka nożna znalazła miejsce na deskach waszego teatru? Choć zarówno teatr, jak i futbol bazują na emocjach, to wydaje się, że z opowieści o piłce nożnej nie jest łatwo zrobić spektakl.

- Rzeczywiście, bardzo trudno. Pomysł wziął się stąd, że przyszedł do nas z pomysłem Piotrek Ratajczak, który jest wybitnym reżyserem. Wcześniej wspólnie z Asią Glińską, moją wspólniczką, dawaliśmy mu różne propozycje repertuarowe: może byś to zrobił, a może tamto... A on w pewnym momencie mówi do nas: „dziewczyny, proszę was, dajcie mi zrobić spektakl o piłce nożnej”. Musi pan wiedzieć, że on jest wręcz oszalałym fanem piłki nożnej, naprawdę zwariowanym. I kiedy z pasją zaczął opowiadać o pomyśle na spektakl, to uznałyśmy, że nie mamy wyjścia...  Powiedziałyśmy: „dobra, to róbmy...” Kiedy Piotrek wyszedł zadowolony z tego gabinetu, spojrzałyśmy na siebie z obawą. „Matko, kto na to przyjdzie?!” Kibice stadionowi do nas nie przyjdą... Zasada generalnie jest taka, że to kobiety głównie chodzą do teatru i zabierają ze sobą swoich partnerów. A przecież kobiety generalnie za piłką nożną nie przepadają. Mówimy sobie: „Rany boskie, co to będzie, co to będzie?” Ale nie było odwrotu. I dobrze! Najpierw przedsięwzięcie zaczęło nabierać kształtów scenariuszowych, a potem obsadowych. Zaczęły się próby i wtedy zrozumiałyśmy, że ma to szanse powodzenia. I to nawet duże! Okazało się, że nikt się nie pomylił. Ten subiektywny wybór scenarzysty Piotra Rowickiego i reżysera Piotra Ratajczyka był bardzo trafny, spektakl przemówił do widza. Jest wśród bohaterówchoćby Ernest Wilimowski, o którym, muszę się przyznać, wcześniej nie słyszałam. Myślę, że reżyserowi udało się uchwycić skomplikowane losy gwiazd naszej piłki, także, a może przede wszystkim, osobiste. Tak naprawdę piłka nożna jest w tym spektaklu próbą opowiedzenia o nas, o Polakach...

Piłka nożna tłumaczy świat...

- Jak najbardziej. Spektakl pokazuje, jak potrafimy wynieść pod niebiosa ludzi, którzy odniosą sukces, jak wtedy się z nimi identyfikujemy, a wystarczy jeden słabszy mecz albo w ogóle występ jakiegokolwiek innego sportowca, choćby Igi Świątek, a zaraz potrafimy na przegranych zrzucić największy hejt...

Problem polega na tym, że my - aż do przesady - uwielbiamy oceniać i często w tych ocenach jesteśmy nie tyle kategoryczni, co czasami wręcz bezlitośni...

- To nie jest jedynie polska cecha, ale rzeczywiście: sportowcy muszą mierzyć się z ogromną presją. Oglądałam dokument o Davidzie Beckhamie i przekonałam się, że sławny sportowiec może być jednocześnie na szczycie, ale i... na dnie. Z taką presją musi sobie radzić.

Jak wasz spektakl o piłce nożnej został przyjęty przez publiczność?

- Muszę przyznać, że świetnie. Jeździmy z nim po całej Polsce. Nawet kobiety, które przypadkiem go obejrzały, wrzucają potem do sieci gorące rekomendacje. To jest bardzo fajne (uśmiech).

Aktorzy też mają dobrą zabawę, tworząc ten spektakl.

- No tak! Udało nam się zgromadzić rzeczywiście świetną obsadę... Wszyscy bardzo się zaangażowali i efekty są świetne. Sama naszej ligi nie oglądam, ale kiedy jest mundial, czy mistrzostwa Europy,to oglądam prawie wszystko. Lubię dobrą piłkę! A z naszą polską różnie bywa...

Rozmawiał Paweł Czado