Klucz do finału...

Spotkanie z Brazylią jest najważniejsze w tej części sezonu międzynarodowego – twierdzą nasi reprezentanci.

Przed Kewinem Sasakiem i jego kolegami wyjątkowe wydarzenie. Fot. Volleyball World

LIGA NARODÓW MĘŻCZYZN

Biało-czerwoni w 6. edycjach Ligi Narodów pięć razy stawali na podium (złoto, srebro, 3 x brąz) i tylko raz, na inaugurację, zajęli 5. lokatę. Teraz po efektownym ćwierćfinałowym 3:0 z Japonią w turnieju finałowym w chińskim Ningbo kibicowskie apetyty nagle wzrosły. Trudno się dziwić, skoro polscy siatkarze pokazali całą gamę umiejętności technicznych oraz siłę mentalną. Jednak każda potyczka to zupełnie inny rozdział, a przed naszą reprezentacją wielce wymagający rywal – Brazylia, która w fazie interkontynentalnej była najlepsza i poniosła zaledwie jedną porażkę. - Dla nas to najważniejsze spotkanie w tej części sezonu i zrobimy wszystko, by zakończyło się wygraną – deklarują siatkarze, których mecz z Japończykami mocno podbudował.

Nagrodzona cierpliwość

Słowo cierpliwość w siatkarskim środowisku jest często powtarzane i odmieniane przez wszystkie przypadki. Gdy się śpieszysz i pragniesz szybko zakończyć akcję, to rodzi się chaos, który jest trudny do opanowania. I właśnie cierpliwość naszych siatkarzy została nagrodzona w meczu z Azjatami. Rywal miał inicjatywę i prowadził grę, ale nasi zawodnicy podeszli do swoich zadań spokojnie, rozważnie i konsekwentnie realizowali plan nakreślony przez trenera Nicolę Grbicia. Żywiołowi Japończycy atakowali i bronili z pasją, zaś polski zespół niczym wytrawny bokser czekał na dogodny moment.

- Trzeba było przetrzymać szturm Japończyków w pierwszym secie – mówił w Polsacie Sport, Marcin Komenda. - Naprawdę grali bardzo dobrze, szczególnie atakujący (Kento Miyaura – przyp. red.) zasługiwał na wyróżnienie. Trudno było go zatrzymać i bronić, bo ataki były naprawdę mocne. W zagrywce też sprawiał nam największy problem, ale przetrwaliśmy. Wróciliśmy ze stanu 12:16 w pierwszym secie i wydaje mi się, że to był kluczowy moment meczu. Byliśmy konsekwentni i potem mogliśmy cieszyć z wygranej. I tak właśnie trzeba postępować w kolejnych spotkaniach.

Wizytówka firmy

Gra blokiem – to niewątpliwie wizytówka Biało-czerwonych. 14 razy zatrzymaliśmy Japończyków i jeżeli powtórzylibyśmy ten dorobek z Canarinhos, byłoby to niebywałe osiągnięcie, ale to trudne zadanie, bo przecież rywale z Kraju Kawy dysponują znacznie lepszymi parametrami fizycznymi i atakują na dużym zasięgu.

- Często blok nie funkcjonuje od razu tak jakbyśmy sobie tego życzyli – przekonuje Komenda, który powoli wyrasta na rozgrywającego nr 1 naszej ekipy. - Potem coś nagle „kliknęło” i opanowaliśmy grę przy siatce. Szybko się przemieszczaliśmy i wyczuwaliśmy intencje rywali. A co najważniejsze, uwidoczniło się to w końcowych fragmentach pierwszych dwóch setów. To nas jeszcze zbudowało przed spotkaniem z Brazylijczykami.

Trener Grbić komplementował siatkarzy za grę przeciwko Japonii. Niemniej nie byłby sobą gdyby nie wbił szpileczki Wilfredo Leonowi. - Ma wszelkie dane, by lepiej się zaprezentować i mam nadzieję, że rozwinie się w potyczce z Brazylijczykami – stwierdził z uśmiechem serbski szkoleniowiec.

Gdy Komenda usłyszał te słowa, natychmiast wziął swojego kolegę klubowego w obronę. Powiedział: - To moja wina, bo piłki posyłane do Wilfredo nie były precyzyjne i miał kłopoty ze skończeniem akcji. To ładny gest ze strony Komendy, ale trener Grbić pilnie śledzi wydarzenia na boisku i wie swoje. Niemniej uważamy, że skład wyjściowy przeciwko Brazylii będzie taki sam jak z Azjatami, bo Leon musi odzyskać skuteczność i pewność siebie.

Tajemnica Kewina

Grbić to wytrawny strateg i dobrze się stało, że jeszcze w Gdańsku oświadczył, iż jego pierwszym wyborem na pozycji atakującego będzie Kewin Sasak. Może ta wypowiedź podziała kojąco na siatkarza z Lublina, bo w meczu z Japonią zagrał wręcz koncertowo i w sumie zdobył aż 15 punktów.

- Zespół zaprezentował się bardzo dobrze, a Kewin był rewelacyjny. Udanie zaczął mecz i po dwóch dobrych akcjach poczuł, że to jego dzień. Nic, tylko się cieszyć – uśmiechnął się rozgrywający rodem z Krakowa.

Sasak doskonale wypełnia lukę po kontuzjowanym Bartosz Kurku i nieobecnym Łukasz Kaczmarku.

- To był dla mnie najważniejszy mecz w dotychczasowej sportowej przygodzie – mówił zadowolony niewątpliwy bohater meczu. - Starałem się skupiać na każdej akcji i nie rozpamiętywać tego co za mną. Teraz przede mną jeszcze ważniejsze spotkanie i będę starał się z podobną pasją atakować. Ten rywal jest jeszcze bardziej wymagający, ale jestem mocno zmobilizowany.

Podczas drugiego turnieju eliminacyjnego w Chicago Biało-czerwoni przegrali z Brazylią 1:3, ale nie grali w optymalnym składzie. Niemniej na boisku przebywali Komenda oraz Sasak i ten dzisiejszy mecz dla tego drugiego może mieć szczególny wymiar. Wówczas wypadł blado i teraz ma szansę rehabilitacji.

- Za nami udany ćwierćfinał, ale w półfinale każdy chce pokazać swoją najlepszą wersje. Nasi rywale będą chcieli pokazać się znacznie lepiej niż z Chinami (wygrali 3:1 – przyp. red.). Kluczem tego „medalowego” meczu jest cierpliwość i właśnie jej strasznie potrzebujemy. Chciałbym, byśmy zagrali tak jak z Japonią, a może nawet lepiej – zaakcentował Grbić.

Wyższy pułap

W ćwierćfinale z Chinami trener Bernardo Rezende, znany ze swojego impulsywnego charakteru, nie krył irytacji i podczas przerw nie szczędził mocnych słów pod adresem zawodników. Przegrany 1. set z Chińczykami jeszcze bardziej go rozsierdził, ale w końcu jego podopieczni zrealizowali zadanie. To był ich przeciętny występ i Rezende zdawał sobie z tego sprawę. By pokonać Biało-czerwonych, wszyscy muszą wskoczyć na wyższy pułap. Z gospodarzami turnieju na swoim poziomie zaprezentował się atakujący Alan Sousa, dobrze znany w naszym kraju z występów w zespole z Olsztyna. Teraz wraca do PlusLigi i będzie grał w Bełchatowie. Zatrzymać Alana to priorytet dla naszych siatkarzy – tak wniosek nasuwa się po obserwacji potyczki z Azjatami. Pozostali skrzydłowi: Honorato, Lukas Bergmann czy powracający po kontuzji Lucarelli nie są tak groźni. Trudno przewidzieć jak się potoczy to spotkanie. Sporo będzie zależało od pierwszych piłek i... cierpliwości.

W pierwszym półfinale siatkarze Włoch są zdecydowanym faworytem w meczu ze Słoweńcami, ale muszą być niezwykle czujni. Słoweńcy w odmłodzonym składzie pokazali się z dobrej strony i wręcz wzorowo „ograli” mistrza olimpijskiego Francję. Ferdinando De Giorgi pilnie obserwował ten mecz, robił notatki i pewnie odpowiednio ustawi swoich graczy. A my z kolei nie mamy nic przeciwko temu, by odnotować kolejną niespodziankę. Jednak nie mamy też nic przeciwko temu, by doszło do finału Polska – Włochy... 

(sow)

LIGA NARODÓW

Sobota, 2 sierpnia
Półfinały
◼  NINGBO, 9.0 0: Włochy- Słowenia

◼  NINGBO, 13.00: Brazylia - Polska

Niedziela, 3 sierpnia
◼  NINGBO, 9.00:  o 3. miejsce
◼  NINGBO, 13.00: finał