Klub bez sensu

Z DRUGIEJ STRONY - Mariusz Rajek

Fot. Kasia Dzierzynska/ PressFocus

Gdyby jednym z wymogów licencyjnych było zapełnienie stadionu w powiedzmy 25 procentach, Wojciech Kwiecień zapewne znalazłby wystarczającą liczbę osób, którym zapłaciłby za rolę statystów, za wysiedzenie dwóch godzin na stadionie. Propozycja mogłaby okazać się bardzo intratna, nawet jeśli widowisko interesowałoby ich tyle, że aż wcale. Zawsze można też zrobić jakąś promocję barterową – na przykład talon na pudełko czopków z apteki „Słonecznej” za obejrzenie na żywo meczu jego klubu. Możliwości jest wiele, da się – tylko po co?!

Wieczysta w ekstraklasie brutalnie i obcesowo udowadnia, że jest to po prostu bez sensu, przynajmniej w obecnej, monstrualnej, wielokrotnie przepłaconej formule. Niewygórowane ceny biletów (25 zł normalny oraz 10 zł ulgowy – do 12. roku życia) nic nie dały, stadion przy Reymonta podczas meczów Wieczystej świeci pustkami, że aż boli. 1648 kibiców na ponad 30-tysięcznym obiekcie na ostatnim meczu z płocką Wisłą wyglądało po prostu fatalnie. Tym bardziej że na ten sam stadion Wisła regularnie sprzedaje wszystkie bilety. Poprzednio? Jeszcze gorzej – ledwie 1282 fanów na meczu z Zagłębiem. Gra dla pustych krzesełek to jeden z najbardziej przygnębiających sportowych widoków przypominających nam czas pandemii albo zamkniętych z powodu zamieszek trybun. Bo jak świat światem, na niektóre kluby się chodzi, niektóre mają kibiców, a inne nie i nie ma tu w sumie nawet aż takiego znaczenia, w jakiej lidze aktualnie grają.

Wieczysta tak naprawdę istnieje jedynie dla Wojciecha Kwietnia, piłkarzy, którym płaci, pracowników i garstki kibiców, która liczbowo specjalnie nie różniłaby się bez względu na to, czy Krakowianie graliby w drugiej, czwartej czy niższej lidze. Oczywiście, że dopóki właściciel wydaje swoje pieniądze, ma pełne prawo robić z nimi, co chce, łącznie z paleniem w piecu i rozrzucaniem na ulicy. Może też płacić profesjonalnym piłkarzom za grę w klubie, który prawie nikogo nie interesuje. Ta historia nie jest o tym. Bardziej chodzi o to, że Wieczysta niczego do naszej piłki nie wnosi, a zabiera miejsce klubom z rzeszą fanów, historią i perspektywami na przyszłość wykraczającymi poza najbliższy przelew.

Kwiecień robi to dla zaspokojenia własnego ego oraz poniekąd na złość Wiśle, której… kibicuje, a której mieć nie może. Na tym opiera się chyba największy tragizm tej sytuacji, przynajmniej ze stricte krakowskiego punktu widzenia. Jest Wisła, Cracovia, Hutnik, nawet Garbarnia – nie ma szans na kawałek kibicowskiego tortu dla Wieczystej, co najwyżej na okruchy. Podobne projekty już próbowały podbijać nasz futbol i praktycznie nigdzie się nie sprawdziły. Możliwe, że gdyby Kwiecień zbudował taki projekt w innym mieście, ten miałby szansę powodzenia. Nie zrobi tego jednak, bo to z Grodem Kraka jest zarówno emocjonalnie, jak i biznesowo związany. Tam się urodził, stamtąd kieruje biznesem i tam inwestuje w klub piłkarski. Nawet jeśli nie ma to większego sensu…

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się