Klęska!

Nikt nie wyobrażał sobie takiego zakończenia udziału Biało-czerwonych w mistrzostwach Starego Kontynentu. Koszmarny, niewybaczalny błąd na 22 sekundy przed syreną zepchnął nas w otchłań porażki i na dno europejskiego handballu.

Taki obraz zostanie w naszej pamięci po występie na Euro... Fot. Norbert Barczyk / Press Focus

MISTRZOSTWA EUROPY

Jesteśmy świadomi wagi spotkania z Włochami. Jeśli wygramy, inaczej będziemy patrzeć w przyszłość. Zwycięstwo pomoże zaufać samym sobie - w taki sposób selekcjoner Jota Gonzalez opisywał wagę spotkania na zakończenie Euro.

Starcie z Włochami było - wbrew pozorom - bardzo ważne z trzech powodów. Po pierwsze - rozstrzygało czy reprezentacja Polski zakończy Euro na 3. pozycji w grupie F, sytuującej ją w przedziale miejsc 13-18. Po drugie - uprawniało do startu w eliminacjach mistrzostw świata od 3. rundy w maju i po trzecie - zwiększało szanse na rozstawienie przed losowaniem przyszłorocznego mundialu w Niemczech. Czwarta lokata oznaczała natomiast pozycje 19-24 i konieczność rozpoczęcia eliminacji już w marcu, od 2. rundy, dwumeczem z Łotwą.

Daszek numer 400

Trener Gonzalez odstawił od składu Ariela Pietrasika, a jego miejsce na lewym rozegraniu zajął Damian Przytuła. Zaczęliśmy od trafienia Piotra Jędraszczyka, a potem gra szła równo - bramka za bramkę. W 14 minucie po raz pierwszy odskoczyliśmy Włochom na dwa gole, a po dobrej interwencji Miłosza Wałacha, jedynej do przerwy, Michał Daszek z zerowego kąta dorzucił gola do naszej przewagi, zdobywając jednocześnie swoją jubileuszową, 400. bramkę w reprezentacji! W tym okresie mocno staliśmy w obronie. Dwoił się i troił Michał Olejniczak, ale gdy wydawało się, że idziemy w dobrym kierunku, zacięliśmy się, jak to na tych mistrzostwach w każdym meczu nam się zdarzało. 

Te same przestoje

Zaczął się rozkręcać Simone Magnon, Piotr Jarosiewicz nie wykorzystał rzutu karnego, a w 24 minucie wspomniany Przytuła trafił w twarz rywala w trakcie swojego ataku! Niestety, po analizie wideo i długiej debacie norweskich sędziów nasz rozgrywający zakończył udział w meczu z czerwoną kartką i słabiutki udział w mistrzostwach Europy. Wykorzystali to natychmiast Włosi, odbudowując prowadzenie, nawet dwubramkowe. Nie wytrzymał tego Jota Gonzalez, prosząc o pierwszą przerwę na żądanie i na szczęście Biało-czerwoni zresetowali się dwoma trafieniami. Końcówkę jednak lepiej rozegrali rywale, którzy - ku wielkiej radości swoich kibiców - rzucili ostatnie dwie bramki w tej połowie.

Potrzeba gorzkich słów

- Jest w nas sportowa złość, bo prowadziliśmy trzema bramkami i nagle w naszej grze coś się zacięło, a przy tym - po czerwonej kartce - straciliśmy Przytułę. Teraz w szatni musimy sobie powiedzieć kilka gorzkich słów i wyjść na drugą połowę zdecydowanie twardziej i wykorzystywać swoje szanse – rzucił swoją diagnozę, schodzący na przerwę Piotr Jędraszczyk.

Scenariusz na drugą połowę był prosty – zdecydowanie poprawić skuteczność, skończyć z banalnymi błędami i dostać wreszcie wsparcie od bramkarzy. Pozostało wykonać te zadania, by zaczęła się walka na całego, bez trzymania gardy. Długo nie potrafiliśmy odzyskać przewagi, więc w 41 minucie Hiszpan po raz drugi wezwał Biało-czerwonych do siebie. Niewiele to dało, skoro za moment Paweł Paterek przegrał pojedynek z Pau Panittim (w całym meczu odbił 3 piłki), a grający w osłabieniu Włosi powiększyli prowadzenie. Po dobrym fragmencie w 46 minucie doprowadziliśmy do remisu, ale radość z remisu 20:20 nie trwała długo.

Rosnące emocje

Szybko zbliżały się finałowe minuty, a wraz z nimi rosły emocje. W 52 minucie wróciliśmy do remisowego wyniku, a ożywieni polscy kibice głośno dopingowali naszych zawodników - „jeszcze jeden, jeszcze jeden”. Niestety, czas uciekał i gdy wydawało się, że nic nie uratuje nas przed porażką, Włosi podarowali nam prezent w postaci piłki, a „Olej” fantastycznie huknął w samo „okienko”. Zostało 120 sekund, gdy Włosi ponowie zjawili się pod naszą bramką z upominkiem – czyli zgubili piłkę, a szósty rzut karny wykorzystał Czapliński. Był remis dający nam satysfakcjonujące 3. miejsce. Ponownie byliśmy w posiadaniu piłki, sunęliśmy z kontrą, by zdobyć upragnionego zwycięskiego gola, gdy popełniliśmy najgłupszy błąd, jaki być może nigdy Polakom w tej rangi zawodach się nie przytrafił. Nieuprawniony Daszek wbiegł na boisko, zanim Jakub Skrzyniarz przekroczył linię przy ławce rezerwowych.

Jak dzieci we mgle

W takim momencie, taka pomyłka! Zostały 22 sekundy do końca spotkania. Sędziowie oczywiście odebrali nam piłkę, zaś niemiecki trenerski wyga Bob Henning poprosił o czas. Rozrysował akcję, a Simon Menngon nie zmarnował podpowiedzi swego szkoleniowca. Zostało 8 sekund, gdy o czas poprosił Jota Gonzalez. Była więc szansa na doprowadzenie do wyniku remisowego, ale - tak jak w całym turnieju - zachowaliśmy się jak dzieci we mgle. Andrzej Widomski kompletnie się pogubił, a rzut rozpaczy Jędraszczyka poszybował pod sufit areny w Kristianstad. Klęska! Nie do wiary, brak słów! To jedyne co przychodzi nam na myśl. Spadliśmy na dno europejskiego handballu, a Włosi wygrali pierwszy mecz w mistrzostwach Europy od 28 lat. Ich szalona radość była jak najbardziej zrozumiała. 

Zbigniew Cieńciała

◼ Polska - Włochy 28:29 (13:15)

POLSKA: Wałach, Skrzyniarz - Marciniak, Daszek 3, Jędraszczyk 3, M. Gębala, Olejniczak 5, Czapliński 12/6, T. Gębala, Dawydzik 3, Jarosiewicz 2/2, Przytuła (CZK, 24 min - uderzenie w twarz), Moryto, Widomski, Paterek, Kaczor. Kary: 12 min. Trener Jota GONZALEZ.

WŁOCHY: Ebner, Panitti - Prantner 2, Dapiran 2, Bulzamini 1, Savini 3, M. Mengon 4, D'Antino 1, S. Mangnon 7, Pugliese, Manojlović, Helmersson 6/5, Pirani 1, Romei, Parisini 2, Sirot. Kary: 12 min. Trener Bob HANNIG.

Sędziowali: Lars Jorum i Havard Kleven (Norwegia). Widzów 2044.

Przebieg meczu: 1:0 (1), 1:1 (2), 2:3 (6), 5:4 (11), 8:5 (15), 10:7 (18), 10:10 (23), 10:12 (24), 12:12 (26), 13:13 (29), 13:15 (30), 14:16 (34), 16:16 (36), 17:18 (40), 18:20 (44), 20:20 (46), 20:22 (47), 21:23 (50), 23:23 (52), 24:24 (54), 25:25 (56), 26:26 (57), 27:27 (59), 28:28 (60), 28:29 (60).

Mikołajowi Czaplińskiemu ręka wczoraj nie zadrżała, ale pewnie zamiast tuzina bramek, wolałby wygrać z Włochami. Fot. Norbert Barczyk/PressFocus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się