Klaebo na szóstkę?
Norweski biegacz dzieli – na razie - pięć triumfów w jednych igrzyskach z amerykańskim panczenistą Erikiem Heidenem.
Johannes Klaebo chce sięgnąć po olimpijskiego „Wielkiego Szlema”, czyli wygrać wszystkie konkurencje, w których startuje. Fot. PAP/EPA
Johannes Klaebo, który w trakcie igrzysk we Włoszech został najbardziej utytułowanym sportowcem w historii zimowych olimpiad, w sobotę podejmie próbę zdobycia jako pierwszy sześciu złotych medali w jednej imprezie. Potrzebuje do tego triumfu na 50 km techniką klasyczną.
29-latek z Oslo na trasach w Tesero był już najlepszy we wszystkich pięciu konkurencjach, w jakich startował. Łącznie ma 10 złotych medali olimpijskich i jest pierwszym przedstawicielem zimowych dyscyplin, przy którym pojawiła się ich dwucyfrowa liczba. Łącznie z letnią edycją największej sportowej imprezy globu ustępuje pod tym względem jedynie amerykańskiemu pływakowi Michaelowi Phelpsowi, który z 23 złotymi jest „olimpijczykiem wszech czasów”.
Klaebo nie zamierza spocząć na laurach i chce sięgnąć po olimpijskiego „Wielkiego Szlema”, czyli wygrać wszystkie konkurencje, w których startuje. Na razie pięć triumfów w jednych igrzyskach dzieli z amerykańskim panczenistą Erikiem Heidenem, który w 1980 roku w Lake Placid zwyciężył na pięciu dystansach indywidualnych: 500, 1000, 1500, 5000 i 10 000 m. Z kolei norweski biathlonista Ole Einar Bjoerndalen w 2002 roku w Salt Lake City wygrał wszystkie cztery biegi ze swoim udziałem, w tym sztafetę.
„Król biathlonu” zauważył jednak po jednym ze zwycięstw Klaebo, że to już „inna era” sportu, gdyż rozgrywanych jest znacznie więcej konkurencji niż wcześniej, np. w biegach narciarskich aż sześć. Niemniej docenił młodszego rodaka. - Pokazał w tych igrzyskach swoją najlepszą wersję - podkreślił Bjoerndalen.
Do tej pory we Włoszech Klaebo wygrał bieg łączony 2x10 km, bieg na 10 km techniką dowolną, czyli jedyny, w którym nie był murowanym faworytem i rywale najwyżej zawiesili mu poprzeczkę, sprinty indywidualny i drużynowy oraz sztafetę. W tych dwóch ostatnich konkurencjach mógł liczyć na wsparcie kolegów. - To szaleństwo... Szczerze mówiąc, trudno mi opisać, co czuję. Wydaje się to wręcz nierealne - przyznał narciarz po zdobyciu piątego złota.
Żeby jego start był perfekcyjny i nastąpiła powtórka z ubiegłorocznych mistrzostw świata w Trondheim, które zakończył z sześcioma złotymi medali, brakuje mu zwycięstwa na 50 km. - Spróbuję się przygotować jak najlepiej, ale zobaczymy. Sobotni bieg będzie trudny, to pewne. W stawce będzie wielu bardzo silnych zawodników, którzy nie mają na koncie pięciu startów, jak ja. Najważniejsza jest regeneracja. Muszę naładować baterie - zaznaczył Klaebo.
Najdłuższego, „królewskiego” dystansu na igrzyskach jeszcze nie wygrał. W swoim debiucie w igrzyskach w 2018 roku w Pjongczangu nie wziął udziału w tym biegu. Cztery lata później w Pekinie organizatorzy ze względu na ekstremalne warunki pogodowe (porywisty wiatr i siarczysty mróz) zdecydowali się skrócić trasę do 30 km, a Norweg przegrał z rozstrojem żołądka i z powodu tych dolegliwości zszedł z trasy. Wtedy zwyciężył Aleksander Bolszunow, który we Włoszech nie startuje.
Początek sobotniej rywalizacji o godz. 11.
PAP
