Kibicuję Ruchowi 50 lat

Rozmowa z Mirosławem Friedrichem, proboszczem parafii Św. Jana Chrzciciela w Studzienicach oraz kapelanem Ruchu Chorzów

„Niebiescy” mają dwóch kapelanów – Mirosława Friedricha (z prawej) oraz Przemysława Antoniuka. Fot. Marcin Bulanda/Press Focus

Z czym wiąże się bycie kapelanem klubu piłkarskiego?

– Niekiedy pojawiają się ogólne potrzeby duchowe. Przykładowo, ostatnio była klubowa wigilia, są różne spotkania świąteczne, które są związane ze świętami katolickimi. Wtedy obecność księdza jest wskazana i potrzebna. Można też wymienić obecność na pogrzebie ludzi związanych z klubem. Poza tym są też rzeczy, których nie widać, a które wiążą się z potrzebami zawodników, np. przygotowanie do małżeństwa. Wiadomo, że piłkarze to specyficzna grupa, która nie zawsze mieszka u siebie i czasem ma pewne potrzeby, gdy chce się żenić. W takiej sytuacji jest łatwiej, gdy w klubie jest kapelan i może im pomóc.

Faktycznie, jakiś zawodnik pochodzący np. z północnej Polski nie może wówczas skorzystać z pomocy swojej parafii...

– W klubach zazwyczaj jest jeden kapelan, natomiast nas w Chorzowie jest dwóch, co ma swoje uzasadnienie. Drugi kapelan, ksiądz Przemysław Antoniuk, jest akurat kawał drogi stąd, bo na placówce w Trzebnicy (niedaleko Wrocławia – przyp. red.), ale przez lata był w Mikołowie. Uzupełniamy się w wielu sprawach. W sobotę był na opłatku oldbojów, gdzie ja niestety nie mogłem być. W okresie przedświątecznym nie zawsze da się zrobić pewne rzeczy samemu. Nasza pomoc nie zawsze jest oficjalna, często jest od środka, czego nie widać. Nie chodzi o to, żeby ogłaszać, że ten czy tamten miał nauki przedślubne z kapelanem. Mnie się jeszcze nie zdarzyło, ale koledzy w innych klubach przeprowadzali też śluby czy chrzty. Jeżeli ktoś ma chęć czy potrzebę, my jesteśmy do dyspozycji.

Wydaje mi się, że nie każdy ksiądz nadaje się do roli klubowego kapelana. Pamiętam, jak na wigilii Ruchu na Stadionie Śląskim użył ksiądz metafory związanej z Królestwem Niebieskim. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że nie wszyscy księża pokusiłby się o takie porównanie w kontekście klubu piłkarskiego.

– Zasadniczo jest tak, że kapelan, który jest w klubie, to na 99 procent jego kibic. To jest istotne, choć oczywiście jeśli ktoś nie jest kibicem, to również może wykonać swoją pracę. Jednakże to, że my jesteśmy kapelanami, wynika z inicjatywy klubu. Ksiądz Przemysław bardziej działał w sferze załatwiania spraw formalnych i od lipca mamy to na papierze. Arcybiskup Katowicki Adrian Galbas wydał dekret posyłający nas do tej pracy. To nie wzięło się z sufitu, ale jest umocowane prawnie w Kościele. Z tego co wiem, na podobnej zasadzie działa ksiądz Krzysztof Sitek w GKS-ie Katowice. Wracając do kwestii kibicowania, ja kibicuję Ruchowi od 50 lat, więc trudno nie być z nim zżytym (śmiech). Już wcześniej pomagało się nieoficjalnie w różnych sprawach. Teraz to jest już oficjalne, inicjatywa wyszła z klubu, a my ją zaakceptowaliśmy. Czasem zdarza się nawet tak, że jeden czy drugi piłkarz chce sobie po prostu „pogodać”. Ma jakiś problem, chce się poradzić. Ktoś wybierze psychologa, ktoś wybierze kapelana.

Mając na uwadze obowiązki parafialne, ile razy w roku jest ksiądz na meczach Ruchu?

– U siebie praktycznie na każdym (śmiech). Jesienią PZPN zrobił mi prezent. Kibice narzekają na terminy meczów, bo one naprawdę były dla nich niewygodne, jednak mi pasowały. Przykładowo piątek godz. 20.30 to dla mnie dobry termin, tak samo jak poniedziałek wieczór, bo skończę już wszystkie moje zajęcia i mogę dojechać spod Pszczyny. Najgorszy termin dla mnie to, przykładowo, niedziela godz. 15.00 albo sobota popołudniu. Jeśli jest się samemu na parafii, to jest problem, bo trzeba szukać ewentualnego zastępstwa. To nie takie proste. Nie jestem na każdym meczu, ale zawsze staram się odpowiednio wcześniej przejrzeć terminarz i rozeznać, czy trzeba – i czy się da – poszukać kogoś na zastępstwo.

I na koniec... czego ksiądz, jako kapelan Ruchu Chorzów, życzy z okazji Bożego Narodzenia i Nowego Roku... Górnikowi Zabrze i jego społeczności?

– Życzę im wszystkiego dobrego... ale dużo więcej dobrego życzę Ruchowi. Ujmę to dyplomatycznie (śmiech).

Rozmawiał Piotr Tubacki