Każdy, kto kocha piłkę, powinien odwiedzić Brazylię

Rozmowa z Welsamem Macedo, brazylijskim trenerem od lat mieszkającym w Polsce

Mało kto jednocześnie zna tak realia futbolowe zarówno w Brazylii, jak i w Polsce jak Welsam Macedo. Jak to się stało?

- Mieszkam w Polsce już od 14 lat. Początkowo przyjechałem jedynie pograć w piłkę. Czwarta liga, trzecia liga, druga liga, potem piąta… Jednocześnie zacząłem zdobywać wykształcenie trenerskie, mam już kurs UEFA B, prowadzę też zajęcia z dziećmi i z młodzieżą. Potrafiłem awansować z dziećmi od szczebla skrzata do I ligi wojewódzkiej.

Ludzie nie zdają sobie sprawy jak bardzo Brazylia i Polska się różnią – w ogóle  i w szczególe. Nie zdają sobie sprawy, że różnice mogą być tak duże: zdarzyło się, że wracał pan z meczu z jednej części Brazylii do drugiej przez cztery dni…

- Tak było! Pewnego razu graliśmy w Amazonii przy granicy w Peru, a potem wracaliśmy autobusem. Była kłótnia między prezesem a menedżerem jak mamy wracać, ostatecznie stanęło na autokarze. 4000 km przez pięć dni przez Amazonię aż do Rio. Fajna przygoda (uśmiech)…

Ale nogi od siedzenia bolały.

- Bolały! Ale będąc piłkarzem w Brazylii nabywa się różnych doświadczeń. Ja przez pół roku mieszkałem w Amazonii. Dla chłopaka, który urodził się i wychował w Rio, spędzał czas wśród wieżowców i plaż – było to niecodzienne. W Amazonii żyją inaczej… To było fajne doświadczenie, na szczęście przeżywałem je wspólnie z kilkoma przyjaciółmi piłkarzami… Ale każdy, kto kocha piłkę, powinien odwiedzić Brazylię.

A jak pan odnalazł się w Polsce?

- Wiadomo, że początki nie są łatwe, po 18 miesiącach zdecydowałem się na regularne lekcje języka i to był dobry pomysł. Wiele zmieniło się, gdy poznałem moją późniejszą żonę – Martynkę.  Zakochałem się, oświadczyłem, postanowiłem zostać w Polsce. Martyna to piękna kobieta, która odmieniła moje życie. Mamy dwójkę dzieci. Zaangażowałem się na maksa w naukę polskiego i… jestem zadowolony. A przecież nigdy nie chodziłem do szkoły językowej… Zdecydowało moje osobiste zaangażowanie.

A kiedy pierwszy raz wyszedł pan na boisko w Polsce  - był pan zaskoczony? Choćby większą fizycznością, skłonnością do bardziej brutalnej gry? Nie sądzę, żebyśmy przewyższali Brazylijczyków pod względem technicznym (uśmiech)

- Prawda jest taka, że w Polsce trenerzy od początku stawiają na taktykę. Jeżdżę po konferencjach PZPN-u, zajmującymi się uprawnieniami i słyszę, że ma być nacisk na rozwój techniczny… Zobaczymy. Wiadomo, że podczas zajęć powinno być więcej taktyki, a mniej… rodziców. Ale to niestety tylko teoria. Wiadomo, że jest wielu trenerów dzieci, którym zależy przede wszystkim  na wynikach. Wyniki – to one często decydują o spojrzeniu na piłkę. W Brazylii jest nacisk na technikę, poza tym dzieci ciągle bardzo chcą grać. Tu gra podwórkowa ciągle jest popularna, a w Polsce niestety zanika. Dzieci grają tu, gdzie mogą, choćby na plaży, co mieliśmy okazję przecież razem zobaczyć nawet o godzinie 21.00, po zmroku (uśmiech). Tu dzieci grają przed szkołą, w szkole, po szkole – żyją tym. Tutaj często ośmiolatek ma już skrystalizowane marzenia, wie, czego chce, wręcz czuje odpowiedzialność. Wie, że chce być piłkarzem, ba – wie, na jaki poziom musi się wznieść, żeby nim rzeczywiście być.

Trudno przekonać polskich rodziców do pańskiej filozofii futbolu? U nas rodzice czasem bardzo ingerują, nawet w pracę trenerów.

- Wszystko zależy od rodziców i trenera. Niektórzy rodzice ingerują, niektórzy trenerzy na to pozwalają. Najważniejsze, żeby dziecko skupiało się tylko na treningach i meczach. Nie chcę nikogo krytykować, ale moje zdanie jest takie, że w Polsce teoria mija się z praktyką. To, czego uczymy się na kursach, nie współgra z rzeczywistością. Byłem trenerem dzieci w niskich ligach, małych drużynach i poznałem wielu trenerów, którzy bardzo „cisną” na wynik. Ważniejszy jest przy tym rozwój ich akademii niż poszczególnych dzieci. W Polsce bardzo dużo otworzyło się akademii dla dzieci w wieku lat 6-12. Potem te akademie często nie mają już możliwości współpracowania z dziećmi na kolejnym etapie rozwoju.

Czyli rodzice i dzieci to klienci? Nie chodzi o wychowywanie dobrych piłkarzy, ale o klientelę, która płaci.

- Trochę tak. Wszystko zależy od akademii, to kwestia indywidualna. Trenerzy też są różni. Według mnie z dziećmi w wieku 6-8 lat powinni pracować doświadczeni w tym względzie szkoleniowcy, na pewno nie osoby przypadkowe. Dziecko po trzyletniej pracy z fachowcem ma zbudowane podstawy w różnych elementach – motorycznym, mentalnym i technicznym. Trener bez doświadczenia tego nie wypracuje. I powtarzam: u wielu liczy się wynik, więc nawet w tym wieku zaczynają grać lepsi, odsuwani są gorsi… To dla mnie błąd. To zabija piłkę nożną.

Zdarza się, że dzieci się zniechęcają?

- Oczywiście. Ja opieram się na zasadzie, że najpierw u dzieci trzeba zbudować chęć, to podstawa. One muszą chcieć.

Od wielu lat mieszka pan w Polsce, więc siłą rzeczy musi się przyglądać reprezentacji Polski. Podoba się panu to, co widzi?

- Europejska piłka nożna bardzo poszła do przodu. Kwestia ustawienia, taktyka… Jednak technika ma kluczowe znaczenie… Czego brakuje polskiej reprezentacji? Jeszcze nie jestem na takim poziomie, żeby móc się fachowo wypowiedzieć (uśmiech). Jeśli jednak miałbym coś rzec: czasami wydaje mi się, że brakuje chęci do oddania strzału na bramkę. Jest zaangażowanie, walka, bo to jest wymagane. Jest założenie, że wtedy będziemy – mogę już chyba tak powiedzieć (uśmiech) – wygrywać. Kibice nie będą wymagali wysokich zwycięstw z Włochami czy Niemcami, ale walki – na pewno. A czasem tego brakuje

Reprezentacja Brazylii zawsze jest silna, choć ostatnio miała problemy – oczywiście nie na tyle, żeby nie zagrać na mundialu. Myśli pan, że Polska – w razie awansu – miałaby jakiekolwiek szanse?

- Nikomu nie należy ich odbierać. Nie zapominajmy, że Brazylia na ostatnim mundialu została wyeliminowana przez Chorwatów. W fazie grupowej Brazylia będzie pewnie faworytem w każdym meczu. Ale potem, w fazie pucharowej, może zdarzyć się – i zdarza – wszystko. A jeśli dojdzie do meczu Polski z Brazylią, jedno jest pewne: to będzie świetne spotkanie! Brazylia długo szukała odpowiedniego trenera. Ancelotti próbuje to ogarniać. Zobaczymy wkrótce, czy jest odpowiednio zbudowana i ustawiona.

Rozmawiał Paweł Czado

Welsam Macedo zbiera piłkarskie doświadczenia w Polsce i Brazylii. Rozmawiamy w Sao Paulo. Fot. Paweł Czado

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się