Każdy chciałby ekstraklasy

Rozmowa z Karolem Noiszewskim, obrońcą Pogoni Grodzisk Mazowiecki

Tam zmierzamy, panowie - Karol Noiszewski dobitnie wskazuje grodziskim kolegom kierunek "ekstraklasa". Fot. Paweł Andrachiewicz/PressFocus

W szatni rozmawiacie o ekstraklasie już nie tylko jako o marzeniu, a o czymś, co może się naprawdę zdarzyć?

- Na pewno rozmawiamy, bo będąc na takim miejscu w tabeli ciężko, żeby było inaczej. Bardziej oczywiście w kontekście niespodzianki, którą chcemy zrobić. Napędzamy się z meczu na mecz i zobaczymy, co los przyniesie. W jakimś sensie już możemy czuć się wygranymi tego sezonu, bo wszyscy spisywali nas na straty, a my zaskakujemy każdego niemalże co tydzień. I chcemy robić to dalej.

W III i II lidze ktoś mógłby powiedzieć, że to dzieło Marcina Sasala, ale trener się zmienił, a wy dalej wygrywacie. Gdzie jest tajemnica sukcesów Pogoni?

- Trener Sasal jest bardzo dobrym szkoleniowcem. Poukładał świetnie drużynę i dał jej gen zwycięstwa w czasie tych dwóch lat, gdy nas prowadził. Dużo jest jego zasługi dla miejsca, w którym dziś jest Pogoń. Potem przyszedł trener Piotr Stokowiec i był w stanie to podtrzymać, bo to również bardzo dobry fachowiec. Do tego zawsze mamy swój pomysł na mecz i choć skład się nieco zmienił, zawodnicy nadal go realizują.

Da się porównać tych dwóch trenerów?

- To zupełnie inni szkoleniowcy. Ciężko nawet porównać wcześniejszą drużynę do obecnej, sztab również jest bardziej rozbudowany. Wcześniej trener Sasal był właściwie sam, z Sebastianem Przyrowskim. Dwie osobne historie, które ciężko zestawić ze sobą.

W waszych meczach jedno wyraźnie rzuca się w oczy: cieszy was gra w piłkę.

- Bo u nas nie ma praktycznie zawodników, którzy już osiągnęliby coś więcej w piłce, może oprócz Pawła Kieszka. Zdecydowana większość jest spragniona sukcesu i bardzo chce go osiągnąć, rozwijać się dalej i stawiać kolejne kroki. Nikt nie spoczywa na laurach. Świetnie czujemy się ze sobą w szatni, a jeszcze idzie za tym gra. Mecz jest dla nas dużą radością. Nikt nie nakłada nam też jakiejś wielkiej presji, co zdecydowanie pomaga.

Presji nie ma, ale gdyby teraz skończyło się poza barażami, to podejrzewam, że byłoby wam żal straconej szansy?

- Wszyscy jesteśmy ambitni i presja wewnętrzna w nas samych rośnie. Mamy poczucie, że nieprzypadkowo jesteśmy w tym miejscu po 25 kolejkach. Spadek na - przykładowo - 11. miejsce byłby bardzo przykry. Rozmawiamy czasami o tym, co to będzie, jak Pogoń faktycznie znajdzie się w ekstraklasie. Niby żartem, ale gdy wraca się do domu, to z tyłu głowy to siedzi. Każdy bardzo by tego chciał.

Na pewno będziecie wtedy musieli szukać kolejnego stadionu zastępczego...

- Zdajemy sobie sprawę, że ekstraklasy w Grodzisku nie zagramy. Z tego, co się orientuję, do końca marca trzeba złożyć wniosek licencyjny, w którym klub musi zgłosić stadion zastępczy. Podejrzewam, że działacze mają już przygotowany plan.

Jak dużym utrudnieniem jest to, że domowe mecze musicie rozgrywać w Pruszkowie?

- Trudno powiedzieć, że to nam przeszkadza, jeśli jeszcze tam nie przegraliśmy (śmiech). Na pewno jest to jednak uciążliwe, musimy się spotykać dużo wcześniej, pakować jak na mecz wyjazdowy. Dla kibiców z pewnością również jest to niefajne, że muszą dojeżdżać, choć nie jest to specjalnie daleko. Nie możemy narzekać na frekwencję, bo na nasze mecze przychodzi więcej kibiców niż na Znicza, który jest tam u siebie. Ale w Grodzisku tych fanów z pewnością byłoby jeszcze więcej. Wierzę w to, że jeszcze wrócimy na swój stadion i będziemy jeszcze mocniejszą drużyną.

W tym sezonie ma pan już siedem goli oraz trzy asysty. Spektakularny dorobek jak na środkowego obrońcę.

- A tych asyst mogło być jeszcze więcej, gdyby Rafał Adamski wykorzystywał wszystkie moje podania (śmiech). Wiadomo, że moją podstawową rolą jest bronić, ale cieszą mnie te liczby z przodu. To też pomaga drużynie. Odkąd przyszedłem do Pogoni, moje statystyki bardzo poszły w górę. W tamtym sezonie miałem taki sam bilans, ale ten sezon jeszcze się nie skończył.

Wspomniał pan Rafała Adamskiego, którego niedawno do Legii wyciągnął wam Marek Papszun. Mówił pan w jednej rozmów, że on sobie tam poradzi i wychodzi na to, że się pan nie mylił.

- Na razie można powiedzieć, że trafiłem i mam nadzieję, że tak zostanie. Jestem w zasadzie o to spokojny, bo wiem, jak dobrym zawodnikiem jest Rafał.

Grał pan w rezerwach Legii. Karol Noiszewski nie chciałby pójść drogą Rafała Adamskiego?

- Grając w rezerwach, przez chwilę pojawiłem się w szerokiej kadrze pierwszego zespołu, dwa razy nawet usiadłem na ławce rezerwowych w ekstraklasie, byłem na obozie. Ale nie udało się zadebiutować. Czy jeszcze o tym marzę? Jestem stosunkowo młodym zawodnikiem, jeszcze trochę przede mną, wchodzę teraz w teoretycznie najlepszy wiek dla piłkarza i mam nadzieję wykorzystać go jak najlepiej.

Śledzi pan losy swoich byłych klubów? Myślę przede wszystkim o tych częstochowskich – Skra przeżywała ostatnio spore problemy, groziło jej wycofanie z rozgrywek. Raków z kolei wciąż jest w grze o ćwierćfinał Ligi Konferencji. Mają szansę?

- Pewnie, że śledzę i Skrę, i Raków. Zresztą każdy klub, w którym grałem, bo zawsze zostaje jakiś sentyment. Te wspomnienia z Częstochowy akurat mam bardzo dobre. Z Rakowem awansowałem do ekstraklasy, a ze Skrą do I ligi. Można powiedzieć, że powietrze mi tam służyło. Z Fiorentiną będzie bardzo ciężko. Życzę, żeby się udało, ale dużych pieniędzy bym na to nie postawił. Przyszedł nowy trener i z pewnością potrzebuje czasu, żeby to wszystko poukładać po swojemu.

Można powiedzieć, że jest pan takim specjalistą od tych awansów.

- Czy ja wiem? Oprócz drużyn częstochowskich, awansowałem jeszcze tylko z Pogonią. Fajne jest to, że w każdym sezonie grałem o coś i prawie zawsze cel udało się osiągnąć – jak nie awans, to utrzymanie. Jedynie z Siarką Tarnobrzeg, gdzie byłem trzy miesiące, nie udało się utrzymać. Gra o coś do samego końca na pewno jest fajną sprawą. Znam też smak awansu po barażach, to są naprawdę duże emocje. W takich drużynach zawsze fajnie być.

Pod względem emocji mamy niesamowity sezon. W ekstraklasie jest prawdziwy kosmos w tabeli, ale w I lidze - poza prawdopodobnym awansem Wisły i spadkiem GKS-u Tychy - cała reszta wydaje się otwarta.

- W I lidze strefa spadkowa trochę oddzieliła się od reszty, choć i tu jeszcze nikomu nie odbierałbym szans. Na górze walka o drugie miejsce oraz baraże będzie niezwykle ciekawa. Wystarczy spojrzeć na nas, jesteśmy na trzecim miejscu, a mamy tylko dwa punkty przewagi nad siódmym zespołem. Jeden mecz potrafi wszystko wywrócić.

Z Rakowem awansował pan do ekstraklasy, ale w niej nie zagrał. Gdyby się udało teraz, pewnie nie odpuściłby pan szansy?

- Przyznaję, że tego z Rakowem trochę żałuję. Czuję się teraz w Grodzisku na tyle dobrze, że jeśli tylko udałoby się nam awansować, byłaby to superhistoria.


Rozmawiał Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się