Kariera solowa
Dawid Kroczek ma być elementem profesjonalizaji klubu z Krakowa.
Dawid Kroczek lubi mieć kontakt z kibicami. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
CRACOVIA
Niespodziewana śmierć prof. Janusza Filipiaka postawiła krakowski klub w nowej sytuacji. Wielu od dawna zadawało sobie pytanie, czy bez profesora będzie lepiej, czy gorzej. Przez kolejne miesiące, a potem lata, będziemy dostawać coraz lepsze odpowiedzi. Comarch nie porzucił dziecka Filipiaka, ale wiele rzeczy zmieniło w klubie o 180 stopni. Trwa proces powstawania nowego produktu z etykietami „profesjonalizacja” i „normalność”. Projekt „Cracovia od nowa” – to hasło każdy kibic zna już na pamięć. Ma ono doprowadzić do sytuacji, w której za kilka lat wyjątkiem od reguły ma być brak sukcesów, a nie odwrotnie.
Dokonując tych wszystkich zmian, prezes Mateusz Dróżdż w jednym pozostał wierny swojemu poprzednikowi, który ponad dwie dekady temu wyprowadził pierwszego mistrza Polski z niebytu. Otóż kibic Cracovii w nowej erze nadal nie będzie mógł się przekonać, jak w „Pasach” sprawdziłby się zagraniczny szkoleniowiec. Filipiak zgadzał się na transfery różnej maści piłkarzy-obcokrajowców, ale na ławce szefem zawsze był człowiek z polskim paszportem. Kroczek utrzymał drużynę, przejętą po Jacku Zielińskim, w ekstraklasie, ale dopiero ten sezon będzie probierzem jego trenerskiego potencjału. Teraz na dobre rozpoczyna karierę solową i pewnie szybko przekonamy się, czy urośnie jak Adrian Siemieniec, czy nie wykorzysta szansy jak Dawid Szwarga.
KOMENTARZ "SPORTU"
Prawda o Gliku
Cracovia nie ma starej drużyny. Piłkarzy z „trójką” z przodu jest w niej jak na lekarstwo. W oknie transferowym zespół opuścili David Jablonsky, który ostatnio był kontuzjowany i nie miał żadnego wpływu na osiągane rezultaty, i najstarszy w zespole Lukasz Hroszszo – mocny punkt w mało spokojnej końcówce sezonu, gdy trzeba było walczyć o utrzymanie. Przyszedł niemal 32-letni napastnik Mick van Buren, a najstarszy obecnie jest, mający 36 wiosen na karku, Kamil Glik. Były reprezentant Polski nie wrócił do ekstraklasy w stylu Kamila Grosickiego. Woli walki nie można mu było odmówić, ale do naturalnie ograniczonych zdolności wyprowadzania piłki doszedł brak szybkości i zwrotności. Jesienią mówiło się, że jastrzębianin został zbyt szybko „wsadzony na konia”, a przed rundą wiosenną, że był w bardzo dobrej formie. Nie mógł jej jednak pokazać, bo początek roku stracił przez uraz. Ze składów, które trener wystawiał w sparingach, można wysnuć wniosek, że Glik zacznie sezon jako podstawowy gracz. Niech nam pokaże, na co jeszcze go stać.
Michał Knura