Kapelan z szatni
Rozmowa z Bogdanem Rederem, kapelanem Górnika Zabrze od 1993 roku, proboszczem w parafii NMP Królowej Pokoju w Olzie
Ksiądz kapelan Bogdan Reder z kapitanem Górnika Erikiem Janżą po meczu w Kielcach.
- Jestem nie tylko na meczach, ale również w tygodniu na treningach, choć z Olzy do Zabrza blisko nie jest [60 km – red.]. Mam pozwolenie od trenera Urbana, przyjeżdżam rano, kiedy zawodnicy są po śniadaniu, a do treningu mają godzinę i mogę wchodzić do szatni. Raz siądę i porozmawiam z jednym zawodnikiem, kiedy indziej z innym. Potem idę na kawę do trenerów, następnie jest odprawa, ale w niej już nie uczestniczę. Oglądam następnie trening, a potem jeszcze po nim jest czas na rozmowy z kolejnymi piłkarzami.
Czy piłkarze Górnika są osobami wierzącymi, religijnym?
- Mogę powiedzieć, że tak. Muszę dodać, że mam bardzo fajne relacje zarówno z trenerem Urbanem, jak i z zarządem. W Kielcach byłem na meczu z ludźmi z zarządu, panami Bartłomiejem Gabrysiem, Michałem Siarą, a także z dyrektorem sportowym Łukaszem Milikiem. Do tego jeszcze, będąc w Kielcach, była okazja do spotkania się i porozmawiania z prezesem Korony panem Arturem Jankowskim, który zaprosił do siebie [Jankowski był prezesem Górnika w latach 2011-14 – red.]. Było miło. Zabrałem opłatki, były życzenia.
Górnik zaliczył znakomitą końcówkę rozgrywek, wygrywając sześć z siedmiu ostatnich meczów w lidze. Spodziewał się ksiądz, że tak będzie?
- Cały czas mówiłem, że trener Jan Urban z czasem odpowiednio poukłada zespół i tak się faktycznie stało. Jest dobre miejsce w lidze, sporo zdobytych punktów, a jest też zainteresowanie innych klubów piłkarzami Górnika. A już niektórzy szkoleniowca chcieli odsuwać… Ja jednak wierzyłem, że będzie lepiej. Już na Cracovii w przegranym pechowo meczu 2:3, widziałem, że idzie to w lepszym kierunku.
Ile meczów „swojego” Górnika ksiądz zobaczył jesienią na żywo?
- W Zabrzu nie byłem na meczu z Lechią Gdańsk, z powodu obowiązków w parafii w Olzie, a na wyjeździe nie byłem z kolei na Widzewie. Żałowałem, że nie mogłem jechać, bo z kapelanem łódzkiego klubu, księdzem Pawłem Miziołkiem, jesteśmy w dobrym kontakcie i zawsze zaprasza do siebie [ksiądz Miziołek to posiadacz jednej z największych kolekcji piłkarskich pamiątek dotyczących Widzewa i nie tylko – red.]. Przy okazji takich wyjazdów zawsze można się spotkać i porozmawiać ze starymi znajomymi, jak z prezesem Radomiaka, panem Sławkiem Stępniewskim, czy we Wrocławiu z Tomkiem Loską, naszym byłym bramkarzem. Na żywo zobaczyłem 16 meczów, a na ten ostatni, z Lechem, pojechaliśmy z parafii w Olzie w 37 osób! Jechali ministranci, dziewczyny z Dzieci Maryi, ich rodzice, kilka osób, które pomagają w parafii.
Pytanie z gatunku trudnych: czego ksiądz życzyłby na święta… Ruchowi?
- Ruch dobrze teraz gra, ma fajnego trenera Dawida Szulczka i życzę mu – mimo tych wszystkich animozji – żeby awansował do ekstraklasy, choć łatwo nie będzie. Staram się patrzeć tak po śląsku, żeby te dwie firmy - do tego dodaję jeszcze Legię i kilka innych klubów, które tworzyły i tworzą ten klimat ekstraklasy - grały w niej. Chciałoby się, żeby obie firmy spotykały się na Stadionie Śląskim – choć ostatnio z kibicami różnie było – bo takie mecze derbowe się przeżywa. Obojętnie w jaki sposób, ale chciałbym, żeby Wielkie Derby Górnego Śląska jednak wróciły. Staram się robić, co można, żeby ta spirala nienawiści pomiędzy kibicami się nie nakręcała, to niczemu przecież nie służy. Oczywiście - moja sympatia zawsze jest po stronie Górnika, ale staram się nie tylko jako ksiądz, ale też kibic patrzeć jakoś tak normalnie. Niedawno kupiłem książkę Pawła Czado „Asiu. Joachim Marx”. Czytam ją z przyjemnością. Utrzymuję kontakt choćby z trenerem Waldemarem Fornalikiem. Na koniec mam najlepsze świąteczne życzenia dla całej górniczej braci, ale i wiele błogosławieństwa Bożego dla wszystkich kibiców i nie tylko!
Rozmawiał Michał Zichlarz
