Kadrze brakuje… Bońka

Rozmowa z Henrykiem Wawrowskim, srebrnym medalistą olimpijskim z Montrealu z 1976 roku, 25-krotnym reprezentantem Polski

Zbigniew Boniek i Robert Lewandowski. Szkoda, że nie grają razem... Fot. Rafał Oleksiewicz / Press Focus

W Lidze Narodów zaczynamy od spotkania z Bośnią u siebie. Jakie są pana oczekiwania przed tym meczem i kolejnymi, ze Szwecją i Rumunią?

– Wszystkie drużyny są w naszym zasięgu, prezentują podobny poziom i są do ogrania. Trzeba wyjść i jednych, drugich czy trzecich, ograć, ale wiadomo, jak to u nas jest, będzie asekuracja, pilnowanie tyłów… Na pewno nie będzie lekko, ale nie wyobrażam sobie, żebyśmy tych rywali nie poogrywali.

Bośnia i Hercegowina oraz Szwecja to reprezentacje, które zagrały na amerykańskim mundialu kosztem zresztą nas. To ma znaczenie?

– By zagrać na mistrzostwach świata, trzeba mieć trochę szczęścia i oczywiście umiejętności, bo jak jesteś dobry, to klienta się leje i tyle. Przed Bośnią i Hercegowiną powiem, że przeciwnika trzeba potraktować jak mistrza świata, ograć go, a potem mówić, że byliśmy lepsi. Nie można rywali lekceważyć, tylko boisku pokazać wartość i jakość. Niestety, u nas jest tak, że jak się mleko nie rozleje, to wszystko jest w porządku, dopiero jak jest gorzej, to szuka się odpowiedzi na wiele pytań.

Gdzie szukać tego przyczyny?

– W zawodnikach. Nie czarujmy się, nie mamy rewelacyjnych piłkarzy, którzy wszystko by pociągnęli. Lewandowski? Czy on ciągnie tę  kadrę? Zawsze podaję jeden przykład, Zbyszka Bońka. Zbyszek jak grał, jak wychodził na boisko, to wszyscy się mobilizowali. Pamiętam, jak pojechaliśmy z Pogonią na Widzew, to do przerwy niewiele byli w stanie zrobić, nie wiedzieli, gdzie są. Jak Zbyszek się wkurzył, to wszyscy zostali postawieni do pionu i grali inaczej. Taki był Zbyszek, a teraz? Jest grupa ludzi wzajemnej adoracji. Żaden nie potrafi – jak Boniek w starych czasach – pierdyknąć, krzyknąć, zmobilizować, ale nie tylko słownie, ale grą, swoją postawą. Zbyszek w pojedynkę potrafił zmienić losy meczu. Nie ma też trenera, który to całe towarzystwo ustawiłby, jak należy.

Selekcjoner Jan Urban nie ma autorytetu?

– Moim zdaniem nie. Trener to jest trener, pan Kazimierz Górski się nie denerwował, spokojnie wszystko obserwował, a zawsze było tak, że w danym momencie grali najlepsi. Teraz? Telefon od menedżera, trzeba jednego, drugiego sprzedać, to wsadza się chłopaka na pięć minut, żeby grał. No to jak ta reprezentacja ma grać?! Z drugiej strony ilu z powołanych zawodników gra w pierwszych składach swoich drużyn? Niewielu. A jak ktoś dwa razy kopnie piłkę, to aureola, prasa wychwala. Nie mamy wielkich graczy i musimy zejść na ziemię. Nie ma też takiego zawodnika jak Zbyszek Boniek, a są tacy, którzy wychodzą, żeby się nie spocić.

Grał pan na lewej obronie. Czemu nie jesteśmy w stanie wyszkolić teraz piłkarzy na tę pozycję?

– Jak mamy wyszkolić, jak ktoś ma się pokazać, skoro w ligowych zespołach w wielu miejscach większość to obcokrajowcy?!

W bliskiej pana sercu Pogoni Szczecin w poprzednim sezonie Polacy stanowili ledwie 18 procent!

– To dramat. Ja się pytam, po co te pieniądze na szkolenie do klubów idą, skoro oni szkolą do wieku juniora, potem sprzedają, a sprowadzają nie wiem kogo? Nie rozumiem tego i uważam, że w jakiś sposób powinno to być ustawowo ograniczone. Nie wiem jak, ale nad takim rozwiązaniem trzeba byłoby popracować.

Jakie w takim razie ma pan nastawienie przed Ligą Narodów?

– Człowiek musi być optymistą i chciałby, żeby nasi grali w finałach największych turniejów. Po drodze nie można jednak odpuszczać, a trzeba pokonywać rywali. Robert Lewandowski powinien być autorytetem, motywować młodszych, mniej doświadczonych, ale tutaj jest, jak jest. Jak mu nie podadzą piłki, to nie zawalczy. Nie ma charakteru. Na pewno „Lewemu” do Zbyszka Bońka jest daleko. Jednak co do wyników, to co pozostaje? Trzeba być optymistą.    

Czy cztery mecze kadry w krótkim czasie to dobre rozwiązanie?

– Czym taki międzynarodowy mecz różni się od ligowego? Mecz to mecz, wszędzie trzeba się przyłożyć. Jasne, mecz w kadrze to inna otoczka, ale to zawodowcy, którzy żyją z gry w piłkę. Jak ktoś jest przygotowany, gra dobrze, to poradzi sobie na każdym szczeblu.  

Rozmawiał Michał Zichlarz 

Henryk Wawrowski, były zawodnik Arkonii Szczecin, Pogoni i były wiceprezes Zachodniopomorskiego Związku Piłki Nożnej. Fot. 24kurier.pl

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się