Już wiemy: przyjechała po wszystko!

Emma Navarro podzieliła los poprzednich rywalek Igi Świątek, która do półfinału Australian Open awansowała w imponującym stylu. W czwartek około południa o swój szósty wielkoszlemowy finał zagra z kolejną Amerykanką, Madison Keys.

Iga Świątek kontynuuje swój zwycięski rajd w Melbourne. Fot. PAP/EPA

Końcowy wynik ćwierćfinału 6:1, 6:2 nie oddaje przebiegu półtoragodzinnej potyczki, bo Emma Navarro (8. WTA) przetestowała ostrzej Igę Świątek niż poprzednie trzy rywalki, ale w świat i tak poszedł wynik podobnie jednostronny. 23-letnia Amerykanka, starsza od Polki o 13 dni, po raz drugi w karierze mogła poczuć się – jak sama to określiła - zmieciona przez nią z kortu, jak 7 lat temu, gdy jako nastolatki mierzyły się po raz pierwszy w niewielkim turnieju w Charleston. Teraz po prostu ugrała o jednego gema więcej.

- Ona robi wszystko ze stuprocentowym przekonaniem i intensywnością. Ma charakterystyczny, nieco inny od większości tenisistek styl gry i poruszania się. Człowiek chce jej dorównać i myśli: „ok, muszę robić wszystko z tą samą prędkością i siłą, co ona”, ale to często droga donikąd. Coś takiego przeżyłam dziś - przyznawała Navarro na pomeczowej konferencji prasowej.

Drugi set jak cały mecz

Amerykanka, ubiegłoroczna półfinalistka US Open, wygrywała już z najlepszymi, jak Coco Gauff czy Aryna Sabalenka. Jednak ze świetnie dysponowaną Świątek wyrównaną walkę nawiązywała tylko fragmentami. W pierwszym secie 23-latka z Raszyna już w gemie otwarcia przełamała rywalkę i to bez straty punktu, a swoim top spinowym forehandem wywierała na Navarro presję. Od stanu 2:1 wygrała cztery kolejne gemy i po 35 minutach znalazła się w połowie drogi do półfinału.

Znacznie więcej emocji było w drugiej partii, która trwała 54 minuty, czyli niemal tyle, co większość meczów Świątek w obecnej edycji AO. Navarro poprawiła serwis, a Polka nie była tak bezbłędna i po czterech gemach było 2:2.

Błąd pod nosem sędzi

Przełomowy okazał się kolejny gem, w którym Świątek obroniła jedynego w meczu break pointa, a następnie przy akcji na 3:2 skorzystała na błędzie sędzi, która nie zauważyła podwójnego kozła po stronie Polki: Navarro zagrała skrót, Świątek po sprincie do siatki przebiła piłkę na drugą stronę, ale powtórki telewizyjne pokazały, że nie zdążyła przed drugim odbiciem – wszystko pod nosem pani Evy Asderaki Moore. Amerykanka próbowała reklamować błędną decyzję sędzi, ale nie mogła już skorzystać z powtórki wideo, bo kontynuowała grę – mogłaby, gdyby akcję przerwała i poprosiła o weryfikację VAR.

Oficjalnie na konferencji Navarro nie miała pretensji do Świątek. – Nie wiem, czy wiedziała, czy nie, działo się to tak szybko. Trudno kogokolwiek obwiniać. Ostatecznie to sędzia musi podjąć decyzję. Myślę, że powinniśmy móc taką sytuację obejrzeć po akcji i dopiero wtedy zdecydować – mówiła Navarro.

Co na to Iga? - Nie byłam pewna, czy to było podwójne odbicie, czy uderzyłam piłkę ramą rakiety. Czasami tak naprawdę nie patrzysz, kiedy ją uderzasz, zwłaszcza że biegłam do niej pełnym sprintem – tłumaczyła.

Niezwykłe liczby

Po tym wydarzeniu na korcie znów przewagę miała Polka. Już w następnym gemie przełamała rywalkę, a kilkanaście minut później zamknęła spotkanie, wykorzystując drugą piłkę meczową. Tym samym wyrównała swój najlepszy wynik w Melbourne z 2022 roku.

- Nie zachodziłam zwykle tak daleko w Wielkich Szlemach, poza Rolandem Garrosem. W zeszłym roku moja podróż tutaj zakończyła się na trzeciej rundzie, więc teraz czuję się pewniej. Awans do półfinału to wspaniała sprawa, ale przyjechałam tu po więcej - zapowiedziała pięciokrotna triumfatorka Wielkich Szlemów.

Jej tegoroczne turniejowe statystyki są imponujące. Jest jedyną półfinalistką, która nie przegrała jeszcze seta. Od zwycięstwa 6:3, 6:4 nad Kateriną Siniakovą w 1. rundzie, nie przegrała więcej niż 2 gemy w secie. Ledwie 14 wszystkich straconych gemów w drodze do półfinału to najmniej od czasu Marii Szarapowej w 2013 roku (9). Mniej w Erze Open odkąd w turnieju rywalizuje 128 tenisistek zanotowały tylko Szarapowa i Monica Seles w 1991 roku (12) oraz Stefanie Graf w 1989 (13). Świątek jest wreszcie najmłodszą zawodniczką, która dotarła do siedmiu półfinałów Wielkiego Szlema od czasu niespełna 19-letniej wówczas Szarapowej w US Open 2006.

Co znaczy być bezwzględnym

Na pomeczowej konferencji Iga musiała odnieść się do tego, że na korcie jest dla rywalek bezwzględna. - Zwykle to słowo oznacza coś negatywnego, ale dla mnie to po prostu skupienie się na sobie i utrzymanie takiego samego nastawienia bez względu na wynik. Na tym opieram swoją siłę, moją stałość. Może to wygląda bezwzględnie, ale to nie jest mój cel. Chcę po prostu wygrywać coraz więcej gemów, co udało się w poprzednich meczach – tłumaczyła Polka.

Półfinały zaplanowano na czwartek. O godzinie 9.30 czasu polskiego liderka rankingu i najlepsza w dwóch poprzednich edycjach AO Aryna Sabalenka zagra z Hiszpanką Paulą Badosą (11.), a następnie na kort wyjdą Świątek i Amerykanka Madison Keys (19.). Jeżeli wygrają Białorusinka i Polka, ich bezpośrednie starcie w finale zadecyduje o tym, która z nich opuści Melbourne jako światowa „jedynka”.

Tomasz Mucha

31 GEMÓW
serwisowych z rzędu wygrała już Iga Świątek. Polka nie została przełamana w ostatnich czterech meczach; w 1. rundzie zrobiła to Katerina Siniakova.


„Najtrudniejszą rzeczą, która sprawia, że ​​tak trudno ją pokonać, jest to, jak dobrze się porusza. Mam wrażenie, że za każdym razem, gdy z nią grałam, była po prostu bogiem przy każdej piłce”.

Madison Keys o Idze Świątek