Już tylko walka o tron
To była koszmarna środa dla polskich klubów. Industria Kielce i Orlen Wisła Płock dosłownie wślizgnęły się do play offu Ligi Mistrzów i solidarnie poległy już na pierwszej przeszkodzie wiodącej do ćwierćfinału.
Michałowi Olejniczakowi (z lewej) oraz jego kolegom z Kielc i Płocka pozostała już tylko walka o prymat w kraju. Fot. Tomasz Fąfara / Press Focus
To nie był udany sezon dla mistrza i wicemistrza Polski, które z najbardziej elitarnymi rozgrywkami w Europie pożegnały się już na etapie 1/8 finału, ulegając w dwumeczach odpowiednio Fuechse Berlin oraz HBC Nantes.
To nie może się zdarzyć
Orlen Wisła w rewanżu o awans do ćwierćfinału nie obroniła 3-bramkowej zaliczki z Płocka i odpadła. - Zagraliśmy fatalne pierwsze 40 minut. Takie mecze nie mogą się nam przydarzać - przyznał dyrektor sportowy „Nafciarzy”, Adam Wiśniewski. Płocczanie do Nantes pojechali po zwycięstwie w Orlen Arenie 28:25. W rewanżu zagrali fatalną pierwszą połowę, którą przegrali 8:17, a po pierwszych 10 minutach drugiej odsłony na tablicy widniał wynik 21:10 i losy awansu były praktycznie przesądzone. - Nie mamy dobrych nastrojów. Można powiedzieć, że jesteśmy źli na to, co się stało. Dopiero od wyniku 22:11 w 41 minucie zaczęliśmy odrabiać straty. Było blisko, ale nie udało się awansować. Odpadliśmy, a teraz musimy wyciągnąć wnioski, bo takie mecze nie mogą nam się przydarzać. W tym sezonie się nie udało, za rok znowu będziemy walczyć jak lwy, bo znamy smak gry w ćwierćfinale, ale chcielibyśmy także zasmakować Final Four - dokończył były świetny skrzydłowy, mając na myśli porażkę 24:29.
Zwariowana hala, zwariowany mecz
Powodem tak wysokiego i niekorzystnego wyniku była kiepska gra w obronie oraz znakomita postawa bramkarza miejscowych Ivana Pesica, który już w pierwszej połowie zaliczył 9 skutecznych interwencji - 51 procent skuteczności - a w całym meczu miał 14 obron na 37 rzutów (37,8 procent). W końcówce niemający już nic do stracenia płocczanie rozpoczęli szaloną pogoń za wynikiem. W 46 minucie było 22:15 dla miejscowych, a na 70 sekund przed końcem Orlen Wisła zmniejszyła straty do 4 goli (24:28) i tylko jedna bramka dzieliła ją od remisu w dwumeczu i rzutów karnych. Gospodarze nie oddali jednak piłki, a w ostatniej sekundzie za sprawą Thibauta Brieta podwyższyli wynik. - To były dwa ciężkie spotkania, ale dziś wieczorem jesteśmy szczęśliwi. Atmosfera w Hall XXL de la Beaujoire La Trocardiere w Nantes była zwariowana, mecz był zwariowany. Jestem bardzo dumny z mojego zespołu i moich zawodników - podsumował uradowany szkoleniowiec francuskiego zespołu, Gregory Cojean. Można by się było zastanawiać, gdzie byliby teraz płocczanie, gdyby w tym dwumeczu mógł wystąpić Słoweniec Miha Zarabec, ich podstawowy rozgrywający, autor 60 bramek w obecnej edycji LM, którego wykluczyła kontuzja...
Pierwsi polegli kielczanie
Jako pierwsi w środę wybiegli na parkiet wicemistrzowie Polski z Kielc. Industria stała przed bardzo trudnym zadaniem, dużo trudniejszym niż płocczanie. Podczas wyjazdowego meczu z aktualnym liderem Bundesligi musiała odrobić 6 bramek z Hali Legionów (27:33). - Jeszcze nigdy nikomu nie udało się odrobić takiej straty po meczu u siebie. Mamy 1 procent szans, ale do Berlina jedziemy powalczyć o awans - zapowiadał trener Tałant Dujszebajew. Niestety, w stolicy Niemiec cudu nie było, choć przez moment się na niego zanosiło. Zespół z Kielc pokazał charakter, do końca walczył o odrobienie strat i był bliski celu. Dwukrotnie prowadził czterema trafieniami. Na niespełna 6 minut przed końcem (35:32) kirgiski szkoleniowiec postawił wszystko na jedną kartę. Wycofał bramkarza i w ataku jego podopieczni grali siedmioma zawodnikami. Niestety, dwukrotnie zgubili piłkę i do pustej bramki trafili Lasse Andersson i Mijajlo Marsenic, co przesądziło o losach dwumeczu. - Musiałem zaryzykować, nie mieliśmy nic do stracenia - tłumaczył trener Dujszebajew. - Zagraliśmy siedmiu na sześciu, żeby zdobyć szybko bramkę. Wyszło jak wyszło, ale kiedy do końca zostaje 5,5 minuty, to musisz ryzykować. Nie grałem na zwycięstwo w tym meczu. Chcieliśmy wygrać dwumecz i awansować do ćwierćfinału, ale niestety się nie udało.
Dumny z zespołu
Mimo remisu 37:37 i odpadnięcia z rywalizacji podkreślił, że jest dumny z postawy swojego zespołu. Nie odkrył Ameryki mówiąc, że o losach rywalizacji zadecydowało pierwsze spotkanie. - Możemy mieć pretensje tylko do siebie za te 10 minut drugiej połowy meczu w Kielcach, kiedy zagraliśmy bardzo źle. Ale muszę pochwalić drużynę za postawę w rewanżu. Pokazała charakter i walczyła przez pełne 60 minut. Nie przyniosło nam to powodzenia, ale taki jest sport - dodawał szkoleniowiec Industrii.
W podobnym tonie wypowiadali się inni członkowie kieleckiej ekipy. - Wyciągnęliśmy wnioski i rozegraliśmy zupełnie inne spotkanie od tego w Kielcach - podkreślał II trener Krzysztof Lijewski. - Zobaczyliśmy inną drużynę. Czapki z głów przed chłopakami, bo zostawili na parkiecie dużo serducha. Graliśmy z bardzo mocną drużyną, liderem Bundesligi. Mało kto dawał nam jakiekolwiek szanse, że możemy powalczyć i wrócić do marzeń o ćwierćfinale. W końcówce, kiedy prowadziliśmy czterema bramkami, zaryzykowaliśmy grę siedmiu na sześciu. Nie wyszło, ale lepiej zaryzykować niż później żałować, że się tego nie zrobiło.
O podniesionym czole mówił również Michał Olejniczak, czołowy rozgrywający Kielc i reprezentacji Polski. - Postraszyliśmy niemiecki zespół. Wykonaliśmy pracę, której nie wykonaliśmy w Kielcach. Jeszcze w 55 minucie, kiedy prowadziliśmy czterema bramkami, byliśmy w grze o awans. Niestety, wyeliminowały nas proste błędy. Podjęliśmy ryzyko, wycofując bramkarza, lecz po przegranej sześcioma bramkami w pierwszy meczu, wszystko musieliśmy postawić na jedną kartę. Szkoda, że nie wykorzystaliśmy sytuacji, bo ten dwumecz był do wygrania. Po tym, co pokazaliśmy w Berlinie, możemy pozytywnie myśleć o tym, co się będzie działo na krajowym podwórku. Drużyna z Płocka jest bardzo mocna, ale powalczymy zarówno o mistrzostwo, jak i Puchar Polski.
Teraz pucharowy Final Four
Tak więc dominującemu od lat na krajowych parkietach duetowi pozostaje już tylko między sobą rozstrzygnąć, kto w tym sezonie zasiądzie na tronie w mistrzowskiej koronie, a może nawet skompletuje dublet. - Postawa mojej drużyny w Berlinie to dobry prognostyk przed końcówką Superligi - zauważył na koniec Tałant Dujszebajew. - W sobotę w Głogowie rozegramy ostatni mecz sezonu zasadniczego, a w przyszły weekend w Kaliszu czeka nas Final Four Pucharu Polski. Zrobimy wszystko, aby odzyskać zarówno to trofeum, jak i tytuł mistrzowski - zapewnił szkoleniowiec kielczan. W półfinale jego zespół zmierzy się ze Stalą Mielec, a drugą parę utworzyły Azoty Puławy i Orlen Wisła Płock.
Szok w Paryżu
Rewanż nie wyszedł również ekipie PSG. Po pierwszym meczu miała ona przewagę bramki, bo pokonała OTP Bank Pick Szeged na jego terenie 31:30. Wydawać by się mogło, że ta skromna zaliczka wystarczy do pełnej kontroli we własnej hali, ale już do przerwy drużyna z Węgier prowadziła 17:11. Po zmianie stron miejscowi fani doznali jeszcze większego szoku, bo ich ulubieńcy byli jak sparaliżowali i zakończyli mecz wynikiem 25:35. Szalona radość przyjezdnych, którzy jak dzieci tańczyli w kółeczku, absolutnie nie mogła dziwić, gdyż wygrali w „jaskini lwa”, gdzie o pozytywny wynik jest bardzo trudno. Sytuację paryżan próbował ratować Kamil Syprzak, ale nawet 8 bramek (na 10 rzutów) naszego obrotowego nie mogło jej zmienić. Tym samym w 1/4 finału nie będziemy mieli przedstawiciela... Na mecze ćwierćfinałowe przyjdzie nam poczekać do 24 kwietnia. Szeged zagra z Barceloną, Magdeburg z One Veszprem, HBC Nantes z Sportingiem Lizbona, a Fuchse Berlin z Aalborgiem. Każde spotkanie to hit; rewanże odbędą się 1 maja.
Zbigniew Cieńciała, (m)
