Jeżeli zdrowie dopisze, to kto wie...

Rozmowa z Sylwią Matuszczyk, obrotową PGE MKS El-Volt Lublin i byłą reprezentantką Polski.

Nie można wykluczyć, że Sylwia Matuszczyk jeszcze założy biało-czerwoną koszulkę. Fot. Wojciech Szubartowski/PressFocus

Krótko przed tegorocznymi mistrzostwami świata zrezygnowała pani z występów w reprezentacji. Co panią skłoniło do podjęcia tej decyzji?

- Dojrzewała we mnie od jakiegoś czasu, bo 33 lata na karku już mam... Serce nadal chciało być w kadrze narodowej, ale rozsądek podpowiadał coś innego. Kontuzje mnie nie oszczędzały, ale za każdym razem przyjeżdżałam na zgrupowanie i walczyłam dla Polski. Euro 2024 kosztowało mnie jednak bardzo dużo pod względem fizycznym i myślę, że właśnie wtedy zapadła ta decyzja. Teraz przyszła pora na młodsze zawodniczki. Mają czas, żeby się pokazać.

W kwietniowym dwumeczu eliminacyjnym z Macedonią Północną jeszcze pani zagrała, stąd zdziwienie pani decyzją było i jest nadal wielkie...

- Powiedziałam trenerowi Arne Senstadowi, że jeśli będę potrzebna, to jeszcze pomogę zespołowi, stąd mój występ w eliminacjach. Po tych spotkaniach przekazałam jednak selekcjonerowi, że to najwyższy czas, żeby podziękować. Gra w reprezentacji zawsze była dla mnie spełnieniem marzeń, dumą i wielką odpowiedzialnością. Ten rozdział się jednak dla mnie skończył, choć wspomnienia na zawsze zostaną w sercu.

Tomasz Gębala też się odżegnywał. Rezygnację z gry w reprezentacji również tłumaczył względami zdrowotnymi. Długo, bo dwa lata się bronił i... wrócił, a niedawno został powołany na styczniowe mistrzostwa Europy.

- Na razie nie przewiduję powrotu. Jeżeli jednak faktycznie zdrowie dopisze i nic mi nie będzie dokuczało, to kto wie... Na ten moment tak postanowiłam.

To może napiszemy petycję do Arne Senstada, by energiczniej zaczął przekonywać do zmiany decyzji będącą od wielu lat w ścisłym gronie obrotowych Orlen Superligi?

- Ha, ha, ha! Może jednak na razie lepiej nie piszmy. Grajmy dobrze w klubie, a jak w klubie będzie dobrze, to wtedy będzie można przemyśleć ewentualny powrót do reprezentacji.

W niedawno zakończonych mistrzostwach świata Biało-czerwone zajęły 11. miejsce, czyli na miarę aktualnych możliwości. Mocna krytyka dotknęła jednak zawodniczki z pani pozycji: Nikolę Głębocką, Natalię Pankowską i Aleksandrę Olek. Czy obrotowe faktycznie były najsłabszym ogniwem?

- Te dziewczyny potrzebują spokojnej pracy, żeby dobrze się wprowadzić do reprezentacji. W ostatnich latach praktycznie ja grałam w ataku, więc one potrzebują czasu, żeby zgrać się z rozgrywającymi, poczuć je, bo tak naprawdę każda z nich inaczej atakuje, ma inne tempo rozgrywania piłki. Mistrzostw świata na pewno były dobrym doświadczeniem, które - jestem o tym przekonana - zaprocentuje w przyszłorocznych mistrzostwach Europy, które odbędą się w Polsce.

Między innymi w Katowicach, z finałami w Spodku!

- No właśnie. Mam nadzieję, że dziewczyny pokażą, że potrafią grać w piłkę ręczną, bo... tak po prostu jest. Byłam trochę w tej kadrze, stąd wiem, że jeżeli będziemy realizowały założenia taktyczne i robiły to, na co się umawiamy przed meczem, to naprawdę możemy bardzo dobrze grać. Na razie jednak przytrafiają nam się przestoje i to, w konfrontacjach z najlepszymi europejskimi reprezentacjami, w końcowym rozrachunku nas karze. Mocno jednak trzymam kciuki za dziewczynami i mam nadzieję, że pokażą w Polsce, że nasza piłka ręczna kobiet idzie do góry.

Wierzy pani, że jesteśmy w stanie wskoczyć do czołowej ósemki Europy i świata? Niby brakuje nam niewiele, ale na razie, jak udowodniły ostatnie mistrzostwa Europy i świata, ta poprzeczka wydaje się wisieć na wysokości nie do przeskoczenia dla Biało-czerwonych.

- Jeżeli wszystkie dziewczyny włączą się w to, co mówię i będą stanowić scaloną drużynę, to jestem przekonana, że wreszcie będą w stanie przebić się do ćwierćfinału. Warunek - wszystkie muszą zagrać na swoim najwyższym poziomie. Nie możemy schodzić z pewnego „levelu”, więc podsumowując - musimy patrzeć na tylko siebie i zdecydowanie szybciej robić postępy, bo Europa po prostu nam ucieka.

No to jeszcze zdradźmy, czego możemy się spodziewać się w nadchodzącym roku po siódemce z Lublina?

- My, zawodniczki, cały czas mówimy, że walczymy o złoto. Ciężko pracujemy, żeby dogonić Zagłębie Lubin, które troszeczkę nam uciekło. Ale jeszcze jest wiele spotkań przed nami. Jeżeli awansujemy do szóstki walczącej o medale, a na ten moment na to wygląda, to rozegramy jeszcze trzy spotkania z Zagłębiem.

Trzy mecze, by mocno postawić się mistrzyniom Polski?

- Tylko że - tak jak mówiłam o reprezentacji – musimy patrzeć na siebie i siebie rozliczać z tego, co robimy, bo nawet w ostatnim, pewnie wygranym spotkaniu z Sośnicą w Gliwicach, popełniłyśmy za dużo prostych błędów. Takie pomyłki z Zagłębiem będą skutkowały kontrami rywalek, a na to nie możemy sobie pozwolić, jeżeli chcemy myśleć o zwycięstwach z Miedziowymi, a w dalszej perspektywie - o ich detronizacji. Mam nadzieję, że stworzymy superkolektyw i w tym sezonie mistrzostwo Polski w końcu wróci do Lublina.

Rozmawiał Zbigniew Cieńciała

Sylwia Matuszczyk jest wychowanką MTS-u Żory, potem reprezentowała AZS Koszalin, Start Elbląg, MKS Lublin, z którym trzykrotnie sięgnęła po mistrzostwo Polski, Puchar Polski i Challenge Cup, oraz JKS Jarosław. W 2024 roku ponownie dołączyła do zespołu z Lublina i występuje w nim do tej pory. Reprezentowała Polskę w pięciu imprezach: mistrzostwach Europy w 2018, 2022 i 2024 roku oraz mistrzostwach świata w 2021 i 2023 roku. Łącznie rozegrała 69 meczów i zdobyła 110 bramek. W kadrze zadebiutowała 26 marca 2014 roku w towarzyskim starciu z Portugalią. Ostatni mecz w narodowych barwach rozegrała w kwietniu 2025 roku w eliminacjach do mistrzostw świata 2025 przeciwko Macedonii Północnej.

Dziś Sylwia Matuszczyk skupia się na występach zespołu z Lublina.Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się