Jeszcze nie zginęły...
Gdy trener Maciej Maciusiak mówił, że polscy skoczkowie jadą na olimpiadę walczyć o medale, reakcją były ironiczne komentarze.
Kacper Tomasiak i trener Maciej Maciusiak wierzyli w sukces na skoczni w Predazzo. Fot. PAP/Grzegorz Momot
SKOKI NARCIARSKIE
Zastąpienie austriackiego szkoleniowca Thomasa Thurnbichlera po poprzednim sezonie Maciejem Maciusiakiem wielu nazwało błędem. W sezonie olimpijskim miało być bowiem o wiele lepiej, a było tak samo, a nawet gorzej. Poza jednym wyjątkiem, którym był Kacper Tomasiak. Nastolatek bezceremonialnie wszedł „z drzwiami” do reprezentacji w Pucharze Świata i stał się jej liderem. Mało kto jednak wierzył, że absolutny debiutant stanie się sensacyjną gwiazdą konkursu na skoczni normalnej w Predazzo. Że nie dość, że zdobędzie srebrny medal, to będzie tak blisko złota...
Wiara cały czas była
Kiedy w poniedziałek w pierwszej serii słabe skoki oddali Kamil Stoch i Paweł Wąsek i finalnie odpadli z rywalizacji, pewnie wielu wieszczyło, że to koniec pracy Macieja Maciusiaka z kadrą narodową. A pewnie i on sam miał czarne myśli. Po fenomenalnych skokach Kacpra Tomasiaka był już zapewne jednym z najszczęśliwszych ludzi.
- Konkurs zaczął się dla nas źle. Miało być zupełnie inaczej. Jednak skończył się fantastycznie. To jest medal dla wszystkich, dla całych polskich skoków. To nasz wspólny medal. To efekt naszej ciężkiej pracy. Konkurs kosztował nas wiele nerwów. Wiem, że śmiano się ze mnie, jak mówiłem, że jedziemy na igrzyska walczyć o medale, ale ta wiara była i jest we mnie i w zawodnikach - powiedział Maciej Maciusiak po konkursie. - To, co zrobił Kacper, wcale mnie nie zaskoczyło, bo to jest chłopak z ogromnym potencjałem. Mówią to również trenerzy z innych reprezentacji. Pierwszy skok nie wyszedł mu idealnie, ale drugi był fantastyczny. Dostarczył nam wszystkim wiele emocji. Mało kto w nas wierzył, a jednak się udało. Polskie skoki narciarskie jeszcze nie zginęły i na wielkich imprezach będziemy zdobywać kolejne medale. Każdy już przekreślał polskie skoki, gdy odejdą Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, a tu jest następca. A są jeszcze kolejni młodzi polscy skoczkowie - zakończył trener.
Podobny do Piotra...
Wielkiej radości po zdobyciu przez Kacpra Tomasiaka srebrnego medalu olimpijskiego nie krył Adam Małysz, który z trąbką kibicował mu na trybunach w Predazzo. I był jednym z pierwszych, który 19-latkowi gratulował sukcesu. Prezes Polskiego Związku Narciarskiego w rozmowie z Eurosportem zaznaczył, że ważne jest też zaufanie do trenera kadry Macieja Maciusiaka. - Jeśli on coś zakłada, to trzeba po prostu w to iść w ciemno, a rozliczyć dopiero po starcie.
Oceniając występ skoczka z Klimczoka Bystra stwierdził, że przypomina mu Piotra Żyłę... sprzed 25 lat. - Ma naprawdę niesamowitego kopa. Jest poukładany i ma bardzo silną psychikę - powiedział Małysz. Dodał, że nie obawia się, że olbrzymi sukces źle wpłynie na 19-latka. - On pochodzi z bardzo fajnej rodziny, która go bardzo mocno wspiera. Tata jest trenerem i pierwszy miał wpływ na ukształtowanie Kacpra.
Prezes PZN wyraził zadowolenie, iż w polskiej kadrze jest sztafeta doskonałych skoczków. Jeśli jeden z nich - wspomniał o Kamilu Stochu - kończy karierę, to pokazuje się jego następca. - Za mną poszedł Kamil, Piotrek, Dawid i Maciek (Kot - red.). To była super drużyna. Marzę o tym, żeby to powróciło. W Polsce jest kilku utalentowanych zawodników pokroju Tomasiaka, którzy muszą tylko uwierzyć, że można odnieść sukces. A myślę, że po tym, co zrobił Kacper, będą jeszcze bardziej o tym myśleć i chcieć być w takich miejscach - zakończył prezes PZN.
Był gwarancją sukcesu
Kazimierz Długopolski, były skoczek narciarski, olimpijczyk z Sapporo (1972) i Lake Placid (1980), zna Kacpra Tomasiaka praktycznie od dziecka. - Wyróżniał się wśród innych zawodników, także tym, że dawał gwarancję sukcesu - powiedział PAP doświadczony szkoleniowiec. - Mogę powiedzieć, że znam przebieg jego kariery od momentu, kiedy po raz pierwszy stanął na rozbiegu, gdy był uczestnikiem akcji „Szukamy następców mistrza”. Kiedy oddawał skoki widać było, że góruje nad swoimi rówieśnikami i kolegami. Przypominam sobie zawody w Ruhpolding, kiedy 12-letni Kacper, pokonując całą plejadę rówieśników z Austrii i Niemiec, wyróżniał się na ich tle i wybijał ponad przeciętność. To była jakby pierwsza jaskółka jego przyszłych sukcesów - zaznaczył.
75-letni Długopolski uważa, że zdobycie przez Tomasiaka medalu nie było ogromną niespodzianką, choć wcześniej nie stał na podium zawodów Pucharu Świata. - To był kolejny etap rozwoju jego talentu. Jeszcze nie tak dawno zameldował się w światowej czołówce, gdy zajął czwarte miejsce w mistrzostwach globu juniorów. Później zaczął skakać w Pucharze Świata i był bardzo regularny. W Predazzo skakał spokojnie, a konkurs tak się ułożył, że zawiedli faworyci. Polak znakomicie wykorzystał nadarzającą się okazję i wskoczył na drugi stopień olimpijskiego podium.
Ile warte jest srebro?
Kacper Tomasiak za srebrny medal igrzysk olimpijskich dostanie od PKOl 400 tys. zł oraz 200 tys. zł w cyfrowej walucie, tokenach zondacrypto. Do tego otrzyma obraz, voucher na wakacje oraz biżuterię o wartości do 2000 zł.
Nagroda od Ministerstwa Sportu i Turystyki to 448 495,92 zł. Jednorazowo otrzyma 78 241,68 zł, a resztę w 24 ratach stypendialnych po 15 427,26 zł. Tomasiak zagwarantował sobie też olimpijską emeryturę, która wypłacana jest po ukończeniu 40 lat i zakończeniu kariery sportowej. Obecnie wynosi ona 5116,99 zł netto miesięcznie.
Nagrodę dostanie także Maciej Maciusiak. PKOl dla trenerów głównych przewidział za srebrny medal olimpijski 150 tys. zł - 75 tys. w gotówce, drugie tyle w tokenach zondacrypto.
(awa)
