Jeszcze nie medal, ale...

Michał Gołaś wraz z przewodnikiem Kacprem Walasem zajęli piąte miejsce w superkombinacji alpejskiej.

Tak wczoraj śmigali nasi paralimpijczycy. Fot. PAP/EPA

PARALIMPIADA

Polski duet podczas XIV Zimowych Igrzysk Paralimpijskich Mediolan-Cortina 2026 po supergigancie był siódmy, ale w slalomie uzyskał drugi czas przejazdu i awansował o dwie pozycje.

– Ze slalomu jestem zadowolony, zrobiliśmy swoje. Ale gdybyśmy lepiej pojechali supergigant, może nawet byłby medal. Niestety, strata była nie do nadrobienia. Zawsze są jakieś drobne niedociągnięcia, które można poprawić, ale jak na debiut w najważniejszych zawodach życia i presję z tym związaną, oceniam slalom na całkiem dobry – powiedział 21-letni Michał Gołaś, cytowany w komunikacie Polskiego Komitetu Paralimpijskiego.

W superkombinacji, zwanej „królewską konkurencją”, największe szanse mają najbardziej wszechstronni zawodnicy, umiejący najlepiej połączyć start w supergigancie oraz w slalomie. Polski duet nie ukrywa, że jego domeną są konkurencje techniczne.

– Dopiero uczymy się z Kacprem jeździć na długich nartach, jesteśmy na początku drogi. Po prostu w Polsce nie ma warunków, żeby to trenować. Z rzadka staramy się ćwiczyć za granicą. Na krótkich nartach trenujemy od dzieciaka, do tego są świetne warunki. W zeszłym roku na mistrzostwach świata z uwagi na warunki śniegowe odbyły się tylko konkurencje techniczne i zdobyliśmy dwa medale. Wielkie imprezy zaczynają się od startów na długich nartach, więc specjalnie nie nastawialiśmy się na podium – wyjaśnił Gołaś.

– Piąte miejsce w kombinacji przed igrzyskami wzięlibyśmy w ciemno, ale okazuje się, że podium było w zasięgu – oceniła młodsza siostra Michała, Oliwia Gołaś, którą w czwartek i sobotę czekają starty w slalomie gigancie i slalomie.

Podobnego zdania był prezes Polskiego Komitetu Paralimpijskiego, Łukasz Szeliga, który jest trzykrotnym paralimpijczykiem w paranarciarstwie alpejskim.

– Patrząc na to, jak Michał radzi sobie na trasach w Cortinie w swoim debiucie, myślę, że jego talent cały czas się rozwija. Gdyby pojechał w supergigancie tak jak dzień wcześniej, z tak małą stratą, to w slalomie sporo by nadrobił do pozycji medalowych. Jego rywale w szybkich konkurencjach mieli nad nim pewną przewagę, bo jechali już wcześniej zjazd, czyli mieli na trasie Tofana znacznie więcej treningów – tłumaczył.

We wtorek startowali także inni nasi zawodnicy. Piotr Garbowski wraz z przewodnikiem Jakubem Twardowskim oraz Aneta Kobryń z przewodnikiem Bartłomiejem Puto wywalczyli siódme miejsca w biegach paranarciarskich w konkurencji sprintu techniką klasyczną w grupach zawodniczek i zawodników z niepełnosprawnością wzroku. Z kolei na dziewiątej pozycji ukończyli eliminacje Błażej Bieńko z przewodnikiem Michałem Lańdą (do finału awansowała czołowa ósemka). Natomiast Witold Skupień był 12. w kategorii zawodników startujących na stojąco. Przyznał jednak, że sprint nie jest jego najmocniejszą stroną i myślami był już przy środowym biegu na 10 km techniką klasyczną, czyli swojej koronnej konkurencji.

Na półmetku paralimpiady polska ekipa pozostaje bez medalu.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się