Jeszcze by zjedli serniczka...
Ruch opuścił Głogów z ogromnym niedosytem. Chorzowianie oddali pięć razy więcej strzałów niż gospodarze, ale jednak nie udało im się wygrać.
W Głogowie walki nie brakowało, ale znacznie lepiej czuli się w niej Chorzowianie. Na zdjęciu Jakub Jendryka i Sebastian Bonecki. Fot. Gleb Soboliev/Press Focus
Niebiescy jechali na Dolny Śląsk z wielkimi ambicjami, ale i świadomością bardzo trudnego zadania. Od początku spotkania można było zauważyć znakomite przygotowanie taktyczne obydwu zespołów, inteligentne przesuwanie się i wielkie znaczenie pojedynków, którymi przede wszystkim Ruch próbował budować przewagę. Przez ponad 20 minut na pewno lepsi byli Chorzowianie – i mogli prowadzić, choćby po główce Denisa Ventury.
Bilet w pierwszym szeregu
Chrobry nie potrzebował jednak wiele, by podkreślić, dlaczego jest tak wysoko w tabeli 1. ligi. Przejął inicjatywę na 5 minut i najpierw groźnie uderzył Kacper Laskowski, a potem gola strzelił prawy obrońca Michał Kozajda. 27-latek podłączył się do akcji ofensywnej – tworząc wspomnianą wcześniej przewagę – zgubił rywali, a następnie na raty pokonał Bartłomieja Gradeckiego. Szybkość akcji zaskoczyła defensywę Niebieskich, a nie popisał się też Andrej Lukić. Chorwat zastygł, próbując blokować pierwszy strzał Kozajdy, a gdy ten ruszył do dobitki, mijając go – nawet nie drgnął, przyglądając się niczym posiadacz najlepszego biletu w pierwszym szeregu spektaklu. To był idealny scenariusz dla Głogowian, którzy – przypomnijmy – ciut lepiej punktują w delegacji niż u siebie. Ruch miał piłkę częściej, ale co z tego? Przechytrzyć przed przerwą próbował gości jeszcze raz Laskowski, ale... zrobił to próbując wymusić karnego, za co zarobił żółtą kartkę.
„Szwedziu” nie celebrował
W drugiej połowie Chrobry trochę za bardzo wziął sobie do serca myśl, by oddać inicjatywę Niebieskim. Ruch miał jeszcze większą przewagę, oddawał jeszcze więcej uderzeń, a wyrównał już po kwadransie. Co natomiast ciekawe, to że dokonał tego po wielkanocnym prezencie gospodarzy. Chorzowianie wykonali skok pressingowy, a fatalnie pomylił się stoper Jakub Grić, niedokładnie podając do swojego bramkarza. Piłkę przejął Patryk Szwedzik i nawet nie musiał oddawać strzału, by umieścić ją w pustej bramce. „Szwedziu” nie celebrował swojego 10. ligowego trafienia w lidze. Od razu chwycił futbolówkę i pobiegł ustawić ją na środek, mając zapewne w pamięci, że do Chorzowa przeszedł latem właśnie z Głogowa. Nie myślał też zapewne o tym, by oszczędzić byłych kolegów w 70 minucie, ale po wybitnej wręcz akcji zespołu trafił tylko w słupek. Było to chwilę po nieuznanym golu... Gricia, bo sędzia odgwizdał faul Chrobrego w ataku. Niebiescy najwyraźniej mocno się wówczas przestraszyli, bo przez ostatnie 20 minut trwało ich gigantyczne natarcie!
Nękali gospodarzy
Można się zastanawiać, jakim cudem Ruch nie zdobył wówczas drugiej bramki. Sytuacji miał tyle, że można by nim obdarzyć 2-3 pierwszoligowe mecze, które niejednokrotnie nie obfitują przecież w dogodne sytuacje. Gospodarze jakby opadli z sił (może przesadzili ze świątecznym serniczkiem?), a strzegący ich bramki Dawid Arndt raz za razem musiał prezentować swoje umiejętności. O gola kolejki otarł się Martin Konczkowski, uderzając efektownie z powietrza w słupek! Przyjezdni nękali Głogowian niebezpiecznymi rzutami rożnymi, których po przerwie mieli aż 14 (w pierwszej połowie tylko 2) i gdy arbiter zagwizdał po raz ostatni – z irytacji mogli pluć sobie w brodę. Mecz w Głogowie nie tylko był do wygrania,on powinien zostać wygrany przez Ruch!
Piotr Tubacki
27 STRZAŁÓW oddali wczoraj Niebiescy, przy tylko 5 próbach Głogowian. Gospodarzy dwukrotnie ratowało obramowanie bramki, a kilka razy świetne interwencje Dawida Arndta.
CZY WIESZ, ŻE...
W Głogowie pojawił się promień optymizmu w chorzowskiej defensywie – bowiem po raz pierwszy w 2026 roku w kadrze meczowej Ruchu znalazł się Nikodem Leśniak-Paduch. Młodzieżowiec, jesienią podstawowy stoper, jest już gotowy do gry po kontuzji, której nabawił się na pierwszym tegorocznym treningu.
OCENA MECZU⭐ ⭐ ⭐
◼ Chrobry Głogów – Ruch Chorzów 1:1 (1:0)
1:0 – Kozajda, 31 min, 1:1 – Szwedzik, 60 min
CHROBRY: Arndt – Kozajda, Grić, Mazur, Lis – Bonecki (61. Bąk), Mandrysz – Laskowski (89. Zarówny), Nowakowski (89. Grzelak), Bartlewicz (55. Ibe-Torti) – Janczukowicz (61. Ozimek). Trener Łukasz BECELLA.
RUCH: Gradecki – Konczkowski, Komor, Lukić, Karasiński – Sz. Szymański – Ventura (77. Szwoch), Nagamatsu – Jędryka, Kolar (77. Ceglarz), Szwedzik. Trener Waldemar FORNALIK.
Sędziował Mariusz Myszka (Stalowa Wola). Widzów 1997. Żółte kartki: Bonecki, Mandrysz, Laskowski, Grić – Szwedzik, Lukić.
